Wiadomości / Felietony

Kto wygra walkę o niemieckie autostrady? Prędkość się broni, ale Zieloni są uparci

Wiadomości / Felietony 21.10.2019 301 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 21.10.2019

Kto wygra walkę o niemieckie autostrady? Prędkość się broni, ale Zieloni są uparci

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz21.10.2019
301 interakcji Dołącz do dyskusji

Niemiecki parlament znów odrzucił projekt ograniczenia prędkości na autostradach. Niech go w końcu przegłosują i skończą opowiadać te bzdury.

Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy. A najgorzej poukładane mają ludzie jeżdżący samochodami. Ci którzy jeżdżą szybko, to już najwięksi zwyrodnialcy pośród szalonych – normalnie izolatka na oddziale zamkniętym.

Jednak wciąż pozostaną na wolności. Zamysł niemieckiej Partii Zielonych by ograniczyć prędkość na autostradach po raz kolejny nie wypalił. Oni nigdy się nie poddadzą i kiedyś swój pomysł przegłosują. Podobno będzie czyściej, bezpieczniej i ruch będzie bardziej płynny. Na 100, a nawet 200 procent, tylko dowodów brak.

Niemieckie autostrady wciąż bez ograniczeń

Ograniczenie prędkości do 130 km/h. To był plan Partii Zielonych na zeszły piątek w niemieckim Bundestagu. Nowy projekt odrzucono, tak samo jak ten sprzed pół roku. Tym razem za odrzuceniem głosowało 498 z 631 głosujących parlamentarzystów, większość nie uwierzyła, że od niskich prędkości zależy niemieckie zdrowie.

Tam gdzie nie ma ograniczenia prędkości, możemy w Niemczech wciąż jechać ile fabryka dała. Oraz emitować do woli dwutlenek węgla i powodować zagrożenie katastrofą w ruchu lądowym. Bo szybka jazda według zielonych jest z zasady zła, dlatego do swojego projektu wrócili już po kilku miesiącach od poprzedniej przegranej.

Wysokie prędkości to wielkie zanieczyszczenie.

Nie da się ukryć, że jadący 200 km/h na godzinę samochód zużywa więcej paliwa niż ten jadący 120. Tym samym szkodliwych substancji emituje też znacznie więcej. Zielonym nie chodzi jednak o pokazywanie wymiernych wartości, chodzi o zasady.

ograniczenie prędkości na niemieckich autostradach
Mercedes A 35 AMG. Idealny na dojazdy do pracy po autostradzie.

Dlatego pomysł wprowadzania ograniczeń nigdy nie upadnie. Pomysłodawcy sami zapewne nie wierzą, że wprowadzenie limitu realnie wpłynie na poziom zanieczyszczenia w ich kraju. Jeśli wierzą, to tym gorzej dla Niemców, że polegają na religii w kwestii spalin. Tego nie da się nawet w wiarygodny sposób zmierzyć. Niemcy po prostu mają się dostosować.

Do świata, w którym transport indywidualny podporządkowany jest obniżaniu poziomu emisji spalin. Drogi Hansie, wszystko co lubiłeś robić już się skończyło. Jeżdżenie szybko – przykro mi, ale to już koniec, za dużo spalisz. Prowadzić samochód samemu – również nie da rady, zastąpią cię autonomiczne pojazdy. Musisz dojrzeć do świata, który ktoś wymyślił za ciebie zbytnio nie zastanawiając się czy jego pomysł ma sens.

Ta koncepcja nie trzyma się kupy.

Jak donosi Deutsche Welle:

Przewodniczący komisji transportu w parlamencie Cem Ozdemir (Zieloni) podkreślał, że wobec rozwoju technologii pojazdów autonomicznych, czyli kierowanych przez komputer, ograniczenia prędkości są tylko kwestią czasu. Jak mówił, nie będzie już wówczas możliwe, aby na jednym pasie samochody jechały 130 km/h a na innym 250 km/h.

Co chyba ostatecznie dowodzi, że Partia Zielonych ma pewien problem z oceną w jakim miejscu stoi motoryzacja i rozwój autonomicznej jazdy. Upłyną lata świetlne zanim samochody nie będą wymagały kierowcy. To nie przeszkadza zielonym chcieć ograniczeń już teraz, bo nieistniejące roboty siedzące okrakiem na silniku są lepsze.

Niemieckie autostrady nie są wcale niebezpieczne. Wpływ spalin z samochodów jeżdżących z prędkością ponad 130 km/h na ogólny poziom zanieczyszczenia jest nieznany i zapewne znikomy w porównaniu z tym ile emitują statki wiozące do Europy samochody i części. Zresztą badania nie są ostatnio w modzie niezależnie od opcji politycznej. Autonomiczne samochody w ruchu ulicznym nie istnieją. A i tak ktoś te trzy rzeczy skleja do kupy, walcząc o ustalenie limitu prędkości.

I nie zamierza się poddać.

Ograniczenie prędkości w Niemczech wielce mnie nie rozpala, ale Michała już bardzo. 130 km/h to nie tragedia, gdy jadę płacąc ze swojej kieszeni za paliwo. Gdy kiedyś Partia Zielonych dopnie swego i przegłosuje limit, tylko wzruszę ramionami i uronię góra jedną łzę. Lecz nie z powodu utraconej prędkości, z której korzysta niewielu. Ich wygrana będzie znaczyć, że lobby niemieckich producentów samochodów przegrało z ruchem, którym ma argumenty na poziomie antyszczepionkowców i nie waha się ich użyć.

Będą pojawiać się też kolejne pomysły, które nie rozwiązują żadnych problemów, a tylko kreują alternatywną rzeczywistość. Jeśli można na poważnie myśleć, że limit prędkości na autostradzie to rzecz niezbędna z punktu widzenia ekologii, to można już wymyślić wszystko.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać