Felietony

Motoblender 30/2019: nakleiliśmy inne naklejki, oto nowy model

Felietony 17.08.2019 259 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 17.08.2019

Motoblender 30/2019: nakleiliśmy inne naklejki, oto nowy model

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski17.08.2019
259 interakcji Dołącz do dyskusji

W wielu miejscach już pisałem Motoblender, ale jeszcze nigdy w Oslo. Zresztą pojechałem tam sprawdzić, czy to prawda, że wszyscy przesiedli się już na auta elektryczne – jednak o tym powstanie osobny wpis.

Tymczasem zaś przechodzimy do tego, po co w ogóle Motoblender istnieje: do subiektywnego przeglądu wiadomości motoryzacyjnych upływającego tygodnia. Gdyby Motoblender powstawał w ZSRR, nazywałby się supwiamutyg.

Są fani Tesli i są FANI TESLI

Albo FANKI. Albo PSYCHOFANKI. I nie mówię tu o Simone Giertz (wym. „jersz”), tylko o innej pani ze Stanów Zjednoczonych, która wmontowała sobie w rękę czip do otwierania Tesli i teraz może ją otwierać dotykając tylko ręką do słupka, czy gdzie się tam dotyka otwierając Teslę trójkę. Świetny pomysł, nie? Nie. Po pierwsze, jak coś się zepsuje, to zamiast wymienić kartę, musisz wymienić sobie rękę. Może dla „biohakerki” o imieniu Amie to żaden problem? Po drugie, co jeśli wyjdzie nowy model i będziesz chciała zmienić swoją Teslę na jeszcze modniejszą? Wszczepisz sobie drugi czip w drugą łapę? No ale potwierdza to moje zdanie o Amerykanach, fanach Tesli i osobach z tatuażami. Jeśli ktoś jest Amerykaninem, kocha Teslę i ma tatuaże, to zapewne skończy się to czymś idiotycznym i ohydnym zarazem.

motoblender
O H Y D A [screen z filmu użytkowniczki Amie DD na Youtube]

Przy tej psychofance Tesli blednie świr, który kupił pięć Fenyrów

Wyobrażacie sobie biznesmena z Polski, który zamówiłby pięć sztuk Arrinery Hussaryi? To byłoby duże wydarzenie, zapewne jedyne w swoim rodzaju. Podobnie jedyne w swoim rodzaju zamówienie wpłynęło na supersamochód o nazwie Fenyr. To arabsko-libański projekt niezwykłego pojazdu napędzanego 3,8-litrowym bokserem z Porsche. Producentem Fenyra jest firma W Motors, która wyprodukowała również jeszcze mocniejszy i bardziej absurdalny model Lykan HyperSport. Popularność obu modeli plasuje się właśnie gdzieś między Vectorem, Marussią a Arrinerą, czyli zbudowano 10 sztuk, a przez 4 lata sprzedało się 5, przy czym wszystkie 5 kupił jeden typ z Japonii. Powstaje pytanie, na ile to prawda – skoro do tej pory sprzedaż szła jak po grudzie, a nagle pojawił się tajemniczy japoński klient, który składa zamówienie na 5 sztuk, można nabrać wątpliwości co do wiarygodności takiej informacji.

Przypuśćmy jednak, że to prawda. A jeśli tak, to mamy dość smutny obraz rynku egzotycznych supersamochodów. Wygląda na to, że po prostu nikt ich nie chce, bo w tym świecie „egzotyczny” znaczy „bezmarkowy”. A ci wszyscy inwestorzy w supersamochody inwestują głównie w logo na masce czy gdzie ono tam jest, i prędzej kupią Forda z „plebejskim” granatowym owalem niż superekskluzywnego, ręcznie robionego Fenyra. Zresztą marka Fisker to kolejny dowód na taki stan rzeczy. A więc czy nasz narodowy supersamochód sprzedałby się na świecie? To wszystko zależy od tego ilu jest takich świrów w Japonii. Może jest tylko jeden.

motoblender

Portugalski strajk kierowców cystern przypomina, jak kruchy jest cały system

Mówię oczywiście o systemie dostarczania paliw. Niewiele trzeba, żeby całość się załamała i nagle Portugalczycy poczuli się jak Amerykanie w 1973 r., kiedy to wprowadzono reglamentację paliw. To oczywiście rzecz kłopotliwa, ale gdybym był Portugalczykiem i pewnego dnia zobaczył, że z powodu strajku i racjonowania raczej za bardzo nie pojeżdżę sobie swoim samochodem, pewnie pomyślałbym dość mocno o przerzuceniu się na auto elektryczne. I to panie i panowie może być bardzo dobry motywator negatywny, który chciałbym podpowiedzieć rządom państw ociągających się z przejściem na elektromobilność. Zamiast dopłat do samochodów elektrycznych trzeba wprowadzić racjonowanie benzyny.

Jeden gość z Kalifornii był tak sprytny, że sam się wy…

…prowadził w pole, oczywiście. Zapłacił za tablice indywidualne, zwane w Stanach „vanity plates” (tablice próżności) z wyróżnikiem NULL. Dlaczego? Stwierdził, że kiedy elektroniczny system będzie chciał nałożyć mu mandat za złe parkowanie albo przekroczenie prędkości, nie będzie mógł tego zrobić, bo pojawi się wartość „null” czyli „zero, brak wartości” i tym sposobem mandat nie zostanie przypisany. Genialne, nawet przez chwilę byłem pod wrażeniem. Autor tego pomysłu też, bo mandaty rzeczywiście nie przychodziły. Do momentu aż ktoś się zorientował i przypisał WSZYSTKIE mandaty, które do tej pory nie miały przypisanej tablicy (czyli miały wartość NULL) właśnie do jego auta. Co dało razem sumę dwunastu tysięcy dolarów U ES A. Czyli do kalifornijskiego spryciarza przyszły wszystkie mandaty, które dostali ludzie z niekompletnymi albo nieważnymi tablicami. Nie wiadomo już kto tu był sprytniejszy, czy typ od tablic, czy system elektroniczny. Obecnie sumę mandatów zredukowano do 6000 dolców, ale właściciel auta nie ma zamiaru płacić ani centa, twierdząc że to nie jego mandaty. Szykuje się ciekawy proces.

Zostając w Stanach: Minneapolis zabrania budowy restauracji samochodowych drive-thru

Ma to zmniejszyć ruch i emisję spalin, ma spowodować że miasto będzie cichsze i bardziej przyjazne dla pieszych, ma to sprawić że ludzie będą przebywać ze sobą a nie żreć w swoich samochodach. Ogólnie same plusy. Zwykle drę łacha z tego typu aktywistycznych pomysłów, ale ten mi się podoba. Nienawidzę drive-in i drive-thru, czyli podawania jedzenia przez okno do samochodu. Nawet jak raz w roku muszę jechać do Maca, to idę, składam ZAMÓW ORDER, odbieram ODBIERZ COLLECT i żrę na miejscu. Wrzucanie jedzenia do auta przez okienko wydaje mi się jakimś takim zbytecznym zaburzeniem ogólnie przyjętych więzi społecznych, zupełnie niekonieczną alienacją, to coś jakby stale chodzić w kominiarce na głowie i zasłaniać sobie twarz. O nie, ISZLAMOFOBIA!

Artur Szałabawka z PiS, poseł na Sejm, chce żeby „małe tablice” były dla wszystkich

Obecnie jest tak: jeśli masz małe tablice na samochodzie do tego nieprzeznaczonym (czyli z miejscami na duże), to policja może ci zabrać dowód, nawet jeśli dzieje się to tylko wirtualnie. Potem musisz przerejestrować pojazd, czyli zdać małe tablice a dostać duże. Wszystko po to, żeby zasoby dla małych tablic nie wyczerpały się za szybko. Słusznie. Ale poseł by chciał, żeby małe tablice mógł dostać każdy. Potwierdza to moją opinię o nędznej kondycji umysłowej posłów Prawa i Sprawiedliwości. Panie pośle Szałabawko – te małe tablice powstały w konkretnym celu. Nie są dla ozdoby i lansu na żwirku podczas spotów miłośników youngtimerów – są po to, żeby ci, którzy mają samochód z małym miejscem na tablicę, nie musieli doginać tablic jednorzędowych po boku albo dwurzędowych u dołu. Nie należy ich dawać wszystkim, bo nie po to je wymyślono i stworzono. No ale wpisuje się to w populistyczną linię partii, żeby dać wszystkim wszystko, niezależnie od tego czy im się to pięćset plus należy.

I na koniec najbardziej bekowy lifting jaki widziałem

Ford oczywiście ściga się w serii NASCAR, a samochody tam startujące już od dawna nie mają nic wspólnego z autami seryjnymi. Jednak nadal używa się nazwy „stock car racing”, a więc wyścigówki muszą choć minimalnie, wizualnie przypominać samochody sprzedawane w salonach. Uzyskuje się to za pomocą naklejania odpowiednich naklejek wyglądających jak lampy i wloty powietrza. Ford w NASCAR wystawia Mustanga, a że Mustang ostatnio miał lifting (co chyba przeoczyłem), więc i wyścigówka musiała ten sam lifting przejść. Niezupełnie ten sam, bo po prostu zmieniono naklejki na przedniej części obudowy bolidu, żeby wyglądały bardziej jak z Mustanga MY2020. Genialne! W ogóle uważam, że tak się powinno liftingować samochody – dajesz inne nalepki i piszesz że to „all new model”.

motoblender

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie