Wiadomości

Lynk&Co 01 wchodzi do Europy. Cena: 500 euro miesięcznie, chyba że podzielisz się samochodem z obcymi

Wiadomości 01.10.2020 84 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 01.10.2020

Lynk&Co 01 wchodzi do Europy. Cena: 500 euro miesięcznie, chyba że podzielisz się samochodem z obcymi

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk01.10.2020
84 interakcje Dołącz do dyskusji

Należąca do koncernu Geely firma Lynk&Co ujawniła plany dotyczące swojej europejskiej kariery. Model 01 jest spokrewniony z Volvo XC40. Jeśli ktoś jest oszczędny, będzie mógł podzielić się swoim autem z innymi.

„Co to za samochód?” – zapytacie, patrząc na zdjęcia modelu Lynk&Co 01. Niektórzy powiedzą, że wygląda trochę podobnie do Porsche Macana. A może raczej do Kii Sportage? A może szukanie takich podobieństw jest bez sensu, bo każdy wóz na świecie jest trochę podobny do jakiegoś innego?

Ważne jest to, że Lynk&Co jest marką koncernu Geely, do którego należy także Volvo. Model 01 mógłby zresztą wpaść do XC40 na rodzinne święta. Ma podobne wymiary i powstał na tej samej platformie. Mierzy 4,541 m długości, a jego rozstaw osi to 2,735 mm.

lynk&co 01

Pod maską: hybryda lub… hybryda

Przyznam się, że byłem pewien, że 01 jest samochodem dostępnym tylko w wersji elektrycznej. Tymczasem chińsko-szwedzka konstrukcja jest dostępna jako klasyczna hybryda, wykorzystująca trzycylindrowy silnik benzynowy 1.5 (wspominałem już o pokrewieństwie z XC40?) i motor elektryczny. Efekt tej współpracy ma 197 KM i osiąga 100 km/h w 9 sekund.

Dla tych, którzy lubią szybciej ruszyć ze świateł, przewidziano mocniejszą wersję. Trzeba tylko pamiętać, by przed ruszeniem odpiąć kabel. Mowa bowiem o hybrydzie plug-in. Osiąga 260 KM, a w trybie „ani kropli benzyny” przejedzie 69 kilometrów.

lynk&co 01

Jeśli już jesteśmy przy osiągach: Lynk&Co 01 był najszybciej… sprzedającym się samochodem na świecie. W 2017 roku tuż po otwarciu zamówień, zebrano 6000 chętnych w ciągu zaledwie 137 sekund.

Obecna wersja jest nieco zmodyfikowana

lynk&co 01

Ma odrobinę inne zderzaki i detale, które nawiązują ponoć do architektury Szanghaju. W kabinie zamontowano wielki ekran systemu multimedialnego i jeszcze większe „cyfrowe zegary”. Projektant wozu, Stefan Rosen, określił je wprost jako „tak duże, jak tylko się dało”. Model 01 ma w wyposażeniu m.in. funkcję otwierania drzwi przez aplikację, a także zaawansowane systemy łączności, pokazujące korki i pozwalające na aktualizację wozu „z chmury”. Na naszym kontynencie

Debiut w Europie zaplanowano na kwiecień 2021 roku

Pojawienie się tego wozu na naszym kontynencie oznacza, że być może nadchodzi nowa fala chińskich aut. Tym razem takich, które są już całkiem akceptowalne dla europejskiego nabywcy. Lynk&Co 01 będzie wystawiany nie w klasycznych salonach, a w miejscach, które swoją atmosferą mają przypominać kluby. Pierwszy otworzy się w Amsterdamie. Nie będzie wyboru wersji wyposażenia, a kolory będą tylko dwa: czarny albo niebieski. Coś czuję, że tak będzie wyglądała przyszłość zamawiania i konfigurowania samochodów.

Oczywiście, klienci będą mieli możliwość kupienia auta za gotówkę. Ceny nie są jeszcze znane (w Chinach: od równowartości 18 000 euro, w Europie na pewno dużo więcej), ale producent raczej niespecjalnie skupia się na tej grupie nabywców. Dużo ciekawszy jest model – nazwijmy to – abonamentowy. Pakiet, w którym samochód można użytkować do woli, kosztuje 500 euro miesięcznie. W tę kwotę wlicza się już ubezpieczenie i serwis. Jeśli ktoś chce płacić mniej, też jest to możliwe. Tyle że wtedy będzie musiał dzielić swoim „zero-jeden” z innymi.

Jak podaje Geely, przeciętny samochód jest użytkowany tylko przez 4 proc. czasu. Przez resztę stoi, a przecież ktoś inny mógłby nim jeździć. Stąd pomysł na połączenie idei wynajmu długoterminowego i carsharingu. Ciekawe i nowatorskie. Firma Lynk&Co chyba żyje już w roku 2050. Ale dopóki mogę się „swoim” autem z nikim nie dzielić, będę się tego trzymał. Wiecie, jak to jest: żony i samochodu się nie pożycza.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać