Przegląd rynku

Wpisałem w OLX „inwestycja”, teraz moje oczy potrzebują kąpieli relaksującej

Przegląd rynku 13.02.2020 1508 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 13.02.2020

Wpisałem w OLX „inwestycja”, teraz moje oczy potrzebują kąpieli relaksującej

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski13.02.2020
1508 interakcji Dołącz do dyskusji

Sprzedający z OLX to szaleńcy. Sprzedają samochody, na których mogliby zarobić, po prostu dalej je trzymając.

Powiem Wam jak wygląda inwestowanie w klasyki w wersji światowej, takie z wyższej półki. Bardzo bogaty gość lub typiara, którzy nie wiedzą co robić z forsą, kontaktują się z firmą ogarniającą inwestowanie w klasyki. Doradca namawia ich, żeby zainwestowali w Porsche, Ferrari albo Mercedesa-AMG, oni się zgadzają i asygnują na to budżet. Agent licytuje takie pojazdy na aukcji dla inwestora, a potem firma zajmuje się ich przetransportowaniem, składowaniem, utrzymywaniem w dobrym stanie itp. Mija 5-7 lat, czasem nieco więcej i wtedy doradca z tej firmy mówi – panie inwestorze, czas sprzedać te klasyki drożej. Dobra, mówi inwestor, to dawajcie je na aukcję, ale tak żebym coś z tego miał. Agent wystawia je na RM Sotheby’s, Bonhams, Barrecie-Jacksonie, na Technoclassice, Auto d’Epoca, Pebble Beach, itp. itd., tam kolejni geniusze licytują i tym sposobem inwestor zyskuje. Opłaty za przechowywanie klasyków są na tyle niskie, że i tak się wychodzi na swoje. Firmy i doradcy umiejętnie pompują bańki na konkretne modele, przez co ceny np. Mercedesa Gullwinga albo Porsche 911 w danym roku zwyżkują jak oszalałe.

Przenosimy się do Polski

W Polsce występują dwie wersje inwestowania w klasyki. Pierwsza to kitranie PRL-owskiego złomu w szopie w nadziei że podrożeje. On już drożeć nie chce, kto miał zarobić ten zarobił, a kiszenie wozów powoduje tylko ich degradację. Oczywiście w cenie są pojazdy starsze niż 40 lat, bo nie trzeba za nie płacić OC. Szopę można zastąpić wiatą, żeby było jeszcze taniej. Pojazdy wystawiamy na sprzedaż za cenę 10-krotnie przewyższającą wartość nabycia, nikt nie dzwoni, biznes się kręci, stopa zwrotu ok. -20%.

Jest też drugi sposób: na zachętę w zostaniu inwestorem. Kupujesz jakieś auto, wystawiasz je 5 razy drożej i 2 razy drożej od popularnych cen rynkowych dla tego modelu, w ogłoszeniu piszesz że jest to ŚWIETNA INWESTYCJA bo ten model będzie już tylko drożeć. I taką właśnie sytuacją dziś się zająłem. Wybaczcie, że w tym przeglądzie nie ma zdjęć, ale naprawdę nie mam ochoty na kolejny pozew.

Lektura ogłoszeń powoduje rozdziawianie gęby ze zdumienia

Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale w tej chwili w polskich ogłoszeniach jest znikoma liczba samochodów, które mogą okazać się jakąkolwiek inwestycją zapewniającą zysk. Jest ich pewnie kilkanaście. To na przykład Corvette C4, które szorują po dnie cenowym (ale one podrożeją niewiele), to może jakieś wczesne Cayenne Turbo w idealnym stanie, to ewentualnie okular w AMG, albo superidealne T4 – choć też nie wróżę dużych wzrostów. Co miało podrożeć, już podrożało.

A teraz popatrzmy, co zdaniem sprzedających jest świetną inwestycją

Na przykład Porsche 944 ma zyskiwać 20% w ciągu roku. Odważna teza, to by oznaczało że za 6 lat będzie warte 53 150 zł. Owszem, te auta podrożały na fali zainteresowania 911-tkami, ale dlaczego miałyby drożeć dalej, tego nie wiem. Moim zdaniem ich ceny są już od dawna stabilne. Patrzyłem ostatnio na 924 – za 5000 euro można kupić normalny jeżdżący egzemplarz i tyle samo był wart 3 lata temu. Ogólnie właściciele Porsche mają coś z tym, że ich auta z roku na rok drożeją, nawet jeśli rynek tego nie potwierdza.

Ładny okular z V8 kosztuje 34 500 zł i to ma być inwestycja – nie mówię, że nie jest tyle wart, po prostu uważam że nic poza AMG już nie podrożeje, nawet 420/430 V8. Pod kołderkę radzi włożyć sprzedający Mercedesa E 500/500 E w cenie 125 000 zł netto. Ciekawy pomysł, ale to są 34 tys. euro, a takich Mercedesów widzę kilkanaście na europejskich portalach ogłoszeniowych za mniej niż 30 kafli euro. Pewnie ten jest tego wart, tylko czy trend jest wzrostowy?

Zabytkowe auta nie tracą na wartości, lecz z upływem czasu wzrasta ich cena

Tak napisał sprzedający starego kampera. Nie wiemy jednak, czy ten proces trwa w nieskończoność, czy kiedyś jednak się zatrzymuje. Inaczej do sprawy podchodzi właściciel klasycznego Mustanga, za którego żąda 69 900 zł: jego zdaniem to świetny pomysł na biznes wesela teledyski. To jest plan – ale ile wesel da się przewieźć 2-drzwiowym Mustangiem?

Interesujący wydaje mi się Viper za 185 000 zł. To faktycznie supersamochód, niezwykły pod każdym względem. Oczywiście zdaniem firmy sprzedającej, jego wartość będzie z roku na rok rosła. Na razie tak średnio to wygląda, bo na eBay Motors najtańsze Vipery to te najstarsze – chodzą po 25-30 tys. dolców i ten stan rzeczy się utrzymuje. Nie wykluczam jednak, że i na Vipery przyjdzie szał. O Porsche 911 już parę razy pisaliśmy, ceny 993 to rosły tak 5-6 lat temu, a teraz się zatrzymały – ale sprzedający ma rację, że to „okazja na inwestycję w klasyka, który już nie będzie tańszy”. Można się z tym zgodzić. Niestety, zupełnie nie mogę zgodzić się z tym, że świetną inwestycją na przyszłość będzie Chrysler LHS/New Yorker. To smutny, przednionapędowy sedan, który zupełnie nikogo nie obchodzi.

Niektórych decyzji nie mogę zrozumieć

Skoro cena samochodu będzie tylko rosła, to po co go sprzedawać? Przecież to czysta strata. Lepiej go trzymać i patrzeć jak rośnie, jak rzeżucha w misce. Albo Honda Legend (sprzedający nawet przy niej pozuje) jako dobra inwestycja. Czyli co, za 5 lat ten model stanie się popularny i wzrośnie na niego popyt, skoro już teraz praktycznie nikt o nim nie pamięta poza paroma świrami? Odważne podejście, ale pożyjemy-zobaczymy. Podobnie jest z Cadillakiem STS: najmniej pożądany z amerykańskich krążowników to rzekomo dobra inwestycja.

Prawie 34 000 zł za Volkswagena T4 też wydaje mi się odważne. Gdyby pojawił się klient z 18 000 zł za mojego (klima, szyby w prądzie, tempomat, obracane fotele, radio basse-hohen), to bym mu pewnie sprzedał. Oczywiście co do tego, że one już nie tanieją, sprzedający ma rację. Z czego mają tanieć, skoro najtańsze egzemplarze chodzą po 2000 zł? Za darmo je mają dawać?

Czas na zabawne ogłoszenia

Maluch: ich ceny z roku na rok są coraz większe. To prawda, jeśli mówimy o roku 2011 i 2012, wtedy Maluchy podrożały najbardziej. Obecnie od lat trwa stagnacja, a nawet spadek. Ładne sprzedają się szybko i drogo, słabsze wiszą miesiącami w ogłoszeniach. Bardzo śmieszny jest też taki zwykły W126 SEC za 110 tys. zł jako „dobra inwestycja”, przy czym na żadnym zdjęciu na wszelki wypadek nie widać całego auta. Sprytne, a wręcz szczwane. Albo kanciasty Skyline R31 za 33 000 zł: cena nie jest zła, auto też, ale czy wartość rośnie z roku na rok? O ile wzrosła wartość Skyline’ów R31 w Polsce w stosunku do ubiegłego roku? Czekajcie, kalkulator mi się zawiesił.

Niektórzy w ogóle nie bawią się w opisy. INWESTYCJA KAPITAŁU POLECAM. Koniec. W sumie np. zgniłe ziemniaki też są jakąś inwestycją kapitału. A że nieudaną – inwestycje wiążą się z ryzykiem. Dobrą inwestycją jest też rozłożone na kawałki Renault 4CV za prawie 60 tys. zł. Tyle nie osiągają nawet idealne egzemplarze z Francji. I na koniec dwa mocne akcenty: Opel Astra jedyneczka za 7000 zł bez złotówki – bardzo dobra inwestycja na lata. INWESTUJ W GRATA NA LATA, widzę to hasło i ten biznes.

Przegląd ten zamyka Passat-inwestycja, w opisie którego pada słowo PASZCZUR i w sumie przynajmniej raz wypada zgodzić się ze sprzedającym w stu procentach.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać