Relacje / Ciekawostki

Forza Horizon 4 – czyli o tym, jak odwiedzając McLarena rozbiłem Lancię 037 Stradale

Relacje / Ciekawostki 17.09.2018 13 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 17.09.2018

Forza Horizon 4 – czyli o tym, jak odwiedzając McLarena rozbiłem Lancię 037 Stradale

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk17.09.2018
13 interakcji Dołącz do dyskusji

Najpierw jechałem jak szalony przez małe, angielskie miasteczko. Później pędziłem po szutrowej drodze unikatową Lancią 037 Stradale, a na koniec wpadłem do wody. I to wszystko jednego dnia.

Do tego wszystkiego, zdarzyło mi się też wpaść w głęboki poślizg na śniegu… mimo że za oknem świeciło przecież piękne, sierpniowe słońce. Oglądałem też bolid, którym wygrywał Ayrton Senna.

Ale tylko jedno z tych wydarzeń miało miejsce w prawdziwym świecie.

Mowa o ostatnim – ale o bolidzie Ayrtona i innych mistrzów opowiem w dalszej części tekstu. Najpierw kilka słów o tym, co działo się wcześniej.

Brałem udział w przedpremierowym pokazie gry Forza Horizon 4, która trafi do sprzedaży 2 października.

Forza Horizon 4

Na co dzień w redakcji piszę o prawdziwych samochodach, a gry wyścigowe, owszem, lubię, ale od dawna nie miałem czasu porządnie pograć. Serię Forza znałem słabo, bo gdy jeszcze grywałem, zwykle wybierałem konkurencyjne Gran Turismo na PlayStation (Forza Horizon działa na Xboxie One i na PC). Dlatego byłem bardzo ciekawy tego, czy będę umiał znowu wciągnąć się w rozgrywkę i… czy poradzę sobie z jazdą w wirtualnym świecie. Na żywo jakoś mi wychodzi, ale na konsoli bywało różnie…

Forza Horizon jest grą typu „arcade”.

To odróżnia ją od drugiej – także wydawanej przez Microsoft – gry z tej samej rodziny, czyli Forzy Motorsport, która jest symulatorem. W tej drugiej rozgrywka odbywa się na zamkniętych, prawdziwych torach, a fizyka jazdy jest realistyczna do granic możliwości. Horizon korzysta z tej samej technologii, ale model prowadzenia auta nieco ułagodzono. Wszystko po to, by nawet mniej doświadczony i mniej interesujący się samochodami gracz też mógł jeździć z przyjemnością, zamiast rzucać padem po ósmym okrążeniu z rzędu zakończonym na barierkach. Z tego samego powodu jest tu także funkcja cofania rozgrywki o kilkanaście sekund – w sam raz, by jeszcze raz przejechać felerny zakręt. Korzystałem z tego wielokrotnie.

W przeciwieństwie do serii Motorsport, w Forzy Horizon skupiono się raczej na tym, by gra dobrze działała na padzie, a nie na kierownicy. Dlatego nie trzeba budować sobie przed telewizorem specjalnego stanowiska z fotelem kubełkowym. Potwierdzam – ze względu na charakter gry ani przez chwilę nie żałowałem, że nie kręcę kółkiem.

Nowością w tej części są zmieniające się pory roku.

Forza Horizon 4

Dzieje się to co tydzień. Oczywiście wpływają nie tylko na to, jak wygląda sceneria w grze. Swoją drogą: grafika jest genialna. Przy każdej nowej grze wyścigowej wydaje mi się, że lepiej już być nie może, a następny tytuł udowadnia, że jednak się myliłem. Przy odpowiednio dobrym komputerze albo Xboxie One X obraz jest wyświetlany w 4K.

W zależności od pory roku zmieniają się warunki na drodze. Gdy w grze zaczęła się zima, jeszcze częściej włączałem opcję „Cofnij”.

Fabuła gry została tym razem osadzona w Wielkiej Brytanii.

Forza Horizon 4

Na szczęście to nie oznacza, że przez cały czas pada deszcz. Gracz najpierw wybiera spośród kilku postaci swojego bohatera lub bohaterkę, a następnie samochód. Później pozostaje już tylko startować w wyścigach. Do wyboru mamy rywalizację po wytyczonych trasach na asfalcie, a także – odpowiednimi wozami – na szutrze czy w lesie. Da się wymyślać własne trasy. Można także robić coś, co zawsze najbardziej lubię w grach, które dają taką możliwość. Mowa o swobodnej jeździe po dużym, wirtualnym świecie. To dlatego siałem postrach w sennych, brytyjskich wsiach, bijąc rekordy prędkości między kamiennymi domkami i mijając na milimetry wozy „przypadkowych” kierowców (w tej roli wystąpiły m.in. Ford Fiesta MK7, Land Rover Defender czy Subaru Legacy IV), choć z nikim się nie ścigałem. Można się wyżyć.

Rozgrywkę umila sześć stacji radiowych.

Można znaleźć w nich sto piosenek, w tym parę nagranych przez znane (dla mnie, inni pewnie skojarzą ich jeszcze więcej) zespoły: Foo Fighters, Beck, M83, Queens of the Stone Age czy The Killers. Radiostacje w Forzy nie mogą pod względem jakości muzyki i klimatu równać się np. z tymi z serii GTA, ale i tak miło, że gdy jedna piosenka mnie irytuje, mogę włączyć inną.

Gracz ma do wyboru 450 samochodów.

Forza Horizon 4

Przejdźmy wreszcie do tego, co w każdej grze tego typu jest najciekawsze: czyli do wozów. Przejechanie się każdym z 450 dostępnych aut zajęłoby mi pewnie co najmniej cały dzień. Nie miałem tyle czasu, więc musiałem poprzestać na kilku modelach. Ale rzut oka na pełną listę robi wrażenie.

Są tam zarówno auta, które można spotkać na polskich ulicach (moja ukochana Fiesta ST, a także Ford Focus RS, Subaru Impreza STI, BMW M2), jak i kilkadziesiąt „egzotyków” z najwyższej półki (Bugatti Chiron, Ariel Atom, Lamborghini Centenario). Nie zabrakło aut terenowych i SUV-ów (Ford F-150 SVT Raptor, Jeep Wrangler, Mercedes G 65 AMG, BMW X6) czy klasyków – zarówno tych młodszych (Porsche 911 GT1, McLaren F1, Ferrari Enzo), jak i starszych (Ferrari 250 GTO, Aston Martin DB5, Bentley 8-Litre z 1931 r).

Ja osobiście najlepiej bawiłem się podczas wyścigu klasycznych aut znanych z rajdów: tylko w grze można bezkarnie wjechać Lancią 037 Stradale w Escorta Coswortha, który ciągle zajeżdżał mi drogę i zepchnąć go na drzewo.

Tworzenie każdej kolejnej części Forzy wymaga załatwiania licencji na wykorzystanie aut od nowa. Zdarza się, że niektóre marki same dzwonią z propozycją (np. Lamborghini w przypadku Centenario), ale inne nie są już zainteresowane współpracą. W Horizon 4 nie ma m.in. Mitsubishi. Szkoda – stare Evo dobrze pasowałoby do wspomnianego zestawu.

Niespecjalnie znam się na tworzeniu gier. Dlatego nie mogłem odmówić sobie zadania kilku pytań jej twórcom.

W czasie wywiadów, gdy moi towarzysze z redakcji z innych krajów skupiali się na niuansach rozgrywki online i grafiki, ja (wybaczcie, jeśli akurat tamte kwestie was interesują) zapytałem o coś zupełnie innego.

Czy istnieją ludzie, których pracą jest upalanie wszystkich uwzględnionych w grze wozów na prawdziwym torze i notowanie wrażeń?

Niestety, w tym przypadku byłoby to zbyt skomplikowane logistycznie – dlatego nikt z twórców gry raczej nie jechał „pełnym ogniem” Ferrari 250 GTO, McLarenem F1 ani Mercedesem AMG CLK GTR, by sprawdzić, przy jakiej prędkości wypada z zakrętu.

To jednak nie znaczy, że nie wykorzystano prawdziwych aut.

Forza Horizon 4

Model jazdy da się stworzyć na komputerze. Ale nie da się w ten sposób uzyskać prawdziwych, soczystych dźwięków silnika. Dlatego, jak powiedział mi jeden z przedstawicieli Microsoftu, trzeba było znaleźć właścicieli wszystkich 450 samochodów, namówić na wyciągnięcie ich z garażu i jazdę w różnych zakresach obrotów, by można było odpowiednim sprzętem nagrać odgłosy. Podobno posiadacze wszystkich tych kolekcjonerskich perełek za grube miliony byli przeszczęśliwi, że wreszcie mają pretekst do przejażdżki.

Grając, nie znudziłem się – to sukces!

Gdy po dwóch godzinach podszedł do mnie przedstawiciel organizatora i powiedział, że pora kończyć, czułem się, jak w dzieciństwie, gdy mama w połowie emocjonującej rozgrywki akurat wołała mnie na obiad. Gry zwykle szybko mnie nudzą, ale akurat świat Forzy Horizon mnie wciągnął. Owszem – gdybym miał tę grę u siebie, pewnie i tak nie miałbym czasu grać, albo odłożyłbym ją na półkę po tygodniu. Taki już jestem. Ale muszę przyznać, że model dość łatwej rozgrywki, z funkcją cofania i nie-aż-tak-bardzo-zaawansowanej fizyki jazdy bardzo mi pasuje. Można się po prostu pobawić, a przecież o to chodzi w grach. Przynajmniej według mnie.

Po grze przewidziano główną atrakcję imprezy.

Głównym partnerem firmy Microsoft przy okazji wydania gry Forza Horizon 4 jest McLaren – zresztą współpraca tych firm trwa już od 5 lat. Na ekranie można pojeździć między innymi najnowszym modelem Senna, P1 czy F1, a pokaz przedpremierowy zorganizowano w siedzibie marki, w Woking.

Już spacer po terenie „The McLaren Technology and Production Centre” jest ciekawy. Najpierw idzie się przez parking dla pracowników. Ktoś spóźniony wpada na niego Lotusem Elise. Kawałek dalej starsza Fiesta ST z fotelami kubełkowymi w środku stoi tuż obok najnowszego, pomarańczowego Bentleya Mulsanne. Później trzeba przejść przez mały park, aż w końcu oczom ukazuje się nieduży, okrągły budynek. To już? – zastanawiałem się, wchodząc. W środku nie miałem wielkiego wyboru: winda albo schody w dół.

Po minięciu recepcji i przejściu długiego korytarza trafiłem w końcu do pokoju z telewizorami, gdzie odbywał się pokaz gry. Tuż obok było niepozorne przejście do tajemniczego pomieszczenia. Przewodniczka zaprosiła nas i otworzyła drzwi.

To, co zobaczyłem, zaparło mi dech w piersiach.

Forza Horizon 4
To tym Austinem 7 Bruce McLaren stawiał pierwsze kroki w motorsporcie.

Podstawową zasadą w tamtym, ogromnym pomieszczeniu (czy raczej hali) było „żadnych zdjęć”. Mogę jedynie powiedzieć, że to wszystko wyglądało tak, jakby zgromadzono tam eksponaty na wystawę „Najwspanialsze pojazdy w historii motorsportu”. Albo jeszcze lepiej. McLaren P1 prezentował się przy niektórych sąsiadach jak ubogi krewny.

Dalej mogłem już włączyć aparat. Wyszliśmy na powierzchnię. Okazało się, że niepozorny okrąglak był tylko malutki fragmentem tego, co tu zbudowano. Budynek w Woking jest bardzo duży, nowoczesny, przeszklony i otoczoną wodą. Znajdują się tam zarówno biura, jak i fabryka, centrum technologiczne i to, co tym razem interesowało mnie najbardziej – czyli korytarz, w którym jak gdyby nigdy nic ustawiono niesamowite bolidy.

W pokojach za szybami panowie w rękawiczkach zmieniali bieg nadchodzącego sezonu F1.

Forza Horizon 4
Budynek w Woking jest ciekawy także dla fanów architektury.

Tam także nie wolno było – z oczywistych względów – fotografować, ale można było zauważyć, że przy dopracowywaniu części do Formuły 1 używa się raczej rąk, pędzli i… suszarki do włosów, niż komputera.

Dalej obejrzeliśmy najbardziej utytułowane samochody McLarena. Poznaliśmy historię firmy – od wyścigowych początków, gdy pochodzący z Nowej Zelandii (!) Bruce McLaren odważył się „iść na swoje”, obrażony na swój dotychczasowy team za niesłuchanie jego sugestii. Niestety, niedługo po tym, jak jego zespół zaczął odnosić sukcesy, Bruce zginął na torze. Jego pracownicy stanęli przed trudnym wyborem: rozejść się, każdy w swoją stronę, czy próbować dokończyć dzieło pana McLarena? Na szczęście wybrali to drugie rozwiązanie, czego efekty było widać kawałek dalej.

Lauda, Hunt, Prost, Senna…

…oglądanie tych nazwisk na bolidach może być dla niektórych wręcz mistycznym przeżyciem. Ja nigdy nie interesowałem się F1 aż do tego stopnia, ale i tak czułem się, jak miłośnik sztuki w Luwrze. I tak jak Mona Lisa na żywo jest o wiele mniejsza, niż mogłoby się wydawać, tak i bolidy z dawnych lat są wprost szokująco małe w środku.

Bardzo liczyłem na oglądanie „cywilnego” McLarena F1 na żywo. Niestety, akurat w tym samym czasie odbywał się konkurs elegancji w Pebble Beach, gdzie eksponaty z Woking zostały przetransportowane. Musiał wystarczyć mi jeden F1 GTR. Cóż, jakoś to przeżyłem…

Na koniec przeszliśmy jeszcze przez korytarz wypełniony pucharami i odznaczeniami. Było ich podobno 640. Wysłuchaliśmy też kilku słów na temat interesujących klientów przyjeżdżających do Woking (pewien kupujący model P1 chciał, by jego auto miało ten sam kolor, co sznurówki jego butów. Rzecz jasna, udało się), a także o przyszłości firmy, która teraz zamierza zacząć dostarczać baterie do Formuły E (oczywiście bez szkody dla pozostałej działalności). Ja kątem oka zauważyłem, że Mercedes Sprinter rozwożący pracowników ma z przodu zamiast gwiazdy przyczepiony znaczek McLarena. W końcu pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Na parkingu minął mnie mocno zamaskowany i bardzo ciekawie brzmiący prototyp.

Raczej nie nagrywali odgłosów do gry z serii Forza…

Na koniec zapraszam jeszcze do obejrzenia kilku zdjęć.

Kolor Papaya Orange do dziś jest jedną z barw firmowych McLarena.

 

Wygląda dobrze niezależnie od typu pojazdu.

 

To na pewno nie jest bolid Formuły E.


To na przejazd tego bolidu czekały wszystkie zgromadzone przy torze dziewczyny.

 

Szkoda, że P1 nie ma centralnie umieszczonego fotela kierowcy. Było to rozważane. Ale co się odwlecze…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie