Felietony

Polskie prawo zabrania jazdy pojazdami elektrycznymi – czy nie czas to zmienić?

Felietony 17.05.2018 262 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 17.05.2018

Polskie prawo zabrania jazdy pojazdami elektrycznymi – czy nie czas to zmienić?

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski17.05.2018
262 interakcje Dołącz do dyskusji

Chodzi o elektryczne motorowery, które mogą rozwijać prędkość do 25 km/h. Nie można ich zarejestrować, bo nie mają homologacji, więc nie można nimi jeździć po ulicy. Po drodze dla rowerów też nie, bo nie są rowerami. Ciekawe, kto ma w tym interes?

Właśnie mija siedem lat od zmiany definicji roweru. Zmieniono ją w taki sposób, by zlikwidować sytuację, w której rowery ze wspomaganiem elektrycznym były de facto motorowerami. Tak przynajmniej się mówi. W rzeczywistości sytuacja przedstawia się trochę inaczej.

W okresie od 1983 r. do 20 maja 2011 r. za rower uznawało się też pojazd z silnikiem pomocniczym o pojemności do 50 cm3 i prędkości ograniczonej do 50 km/h, pod warunkiem, że zachowywał wszystkie normalne cechy roweru, takie jak napęd siłą mięśni. Oznacza to, że pojazdy typu Velosolex, Sachs Spartamet i temu podobne rowery silnikowe były po prostu rowerami. Tak jak ma to do dziś miejsce w wielu krajach Europy Zachodniej. Oznaczało to, że można było nimi jechać po drodze dla rowerów. A także wyklucza to powtarzaną na wielu stronach internetowych opinię, że przed 2011 r. rower ze wspomaganiem elektrycznym był motocyklem. Oczywiście nie był – jeśli możliwość pedałowania była zachowana.

Od 21 maja 2011 r. wprowadzono nowe przepisy. Definicja roweru zmieniła się w sposób zawężający.

Nałożono kaganiec, tyle że kaganiec ma sens, jeśli wyprowadzasz wielkiego brytana na spacer wśród ludzi, a nie potrzeba go kundelkowi biegającemu po podwórku. Tutaj tym małym kundelkiem była kategoria roweru elektrycznego. Według aktualnych przepisów rower może mieć silnik elektryczny wspomagający o mocy do 250 W i napięciu do 48 V, ale wyłączający się całkowicie powyżej 25 km/h. Niezwykle skomplikowana definicja, ciekawe dlaczego akurat taka? W ten sposób wykluczono z polskiego prawodawstwa kategorię pojazdów w postaci wolnobieżnych motorowerów elektrycznych. Dlaczego?

W jaki sposób rower jadący 25 km/h jest mniej niebezpieczny niż motorower jadący 25 km/h?

Rower elektryczny z manetką umożliwiający jazdę na samym silniku elektrycznym bez pedałowania jest w Polsce nielegalny z każdej strony. Nie da się go zarejestrować, bo nie posiada homologacji. Nie ma nawet świateł hamulcowych, choć te akurat dawałoby się domontować. Nie można nim więc jeździć po ulicy. Nie można nim też jechać po drodze dla rowerów, bo nie spełnia definicji roweru. Może ktoś mi wytłumaczy: jeśli mamy do czynienia z pojazdem dwukołowym, jednośladowym, zablokowanym konstrukcyjnie na 25 km/h i dodatkowo elektrycznym, czyli cichym – to jakie szalone niebezpieczeństwo pociąga za sobą taki pojazd, które wyklucza go z ruchu rowerowego? Rower z napędem elektrycznym mogącym przenosić moc na koło jest świetnym rozwiązaniem dla tych, którzy:

a) nie chcą stać w korku

b) nie chcą emitować szkodliwych spalin jeżdżąc skuterkiem typu dwusuw

c) nie chcą przyjeżdżać na miejsce spoceni jak myszy.

Na rowerze przejeżdżam średnio 100-150 km miesięcznie i bardzo częstym problemem jest silny wiatr, który sprawia, że jadę wolno i na miejsce dojeżdżam zmęczony. Rower z silnikiem elektrycznym działającym niezależnie od pedałów rozwiązałby ten problem. Ale nawet jeśli go kupię, to nie będę mógł nim jeździć.

Typowy nielegalny pojazd elektryczny sprzedawany na Allegro – sprzedawca nie mówi, że nie można nim jeździć ani go zarejestrować.

Motorower elektryczny

Mamy ustawę o elektromobilności, a nie można rozwiązać tak prostego problemu?

Skoro Polacy mają przestawić się się na „elektromobilność”, to może wypadałoby, żeby przepisy prawa o ruchu drogowym przestały zabraniać poruszania się pojazdami elektrycznymi? Zwłaszcza że mowa o pojazdach rozwijających małe prędkości, zużywających niewiele energii i zajmujących mało miejsca. Nowelizacja byłaby śmiesznie prosta. Wystarczyłoby napisać, że rowerem jest każdy pojazd napędzany siłą ludzkich mięśni lub silnikiem elektrycznym, przy czym w tym drugim przypadku jego prędkość konstrukcyjna musi być ograniczona do 25 km/h. Proponowane rozwiązanie nie pociąga za sobą konsekwencji w postaci zwiększonej liczby wypadków, bo rowerzyści już teraz jeżdżą 25 km/h i szybciej. Trudno pojąć, dlaczego państwo z jednej strony zachęca do poruszania się rowerami i pojazdami elektrycznymi, a z drugiej to uniemożliwia.

Panie marszałku Stanisławie Tyszka, mam powody żeby sądzić, że Pan to czyta. Czekamy.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie