Wiadomości

W Australii za wypalanie filtra DPF można dostać wysoki mandat. Tylko czy słusznie?

Wiadomości 05.09.2019 76 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 05.09.2019

W Australii za wypalanie filtra DPF można dostać wysoki mandat. Tylko czy słusznie?

Piotr Szary
Piotr Szary05.09.2019
76 interakcji Dołącz do dyskusji

Australijskiej przygody z filtrami cząstek stałych ciąg dalszy. Kierowcy Toyot z DPF-em mogą zostać ukarani za dym powstały podczas wypalania sadzy.

Pisaliśmy niedawno o tym, że Australijczycy nieszczególnie polubili się z DPF-ami. Do tego stopnia, że pozwali Toyotę z powodu problemów, które są generowane przez takie filtry. Nie pomogło nawet montowanie przycisków pozwalających na rozpoczęcie procedury wypalania sadzy w niemal dowolnie wybranym momencie i wskaźników pokazujących zapełnienie filtra – Australia i tak jest wściekła, a Toyocie pali się grunt pod nogami.

Problem mają też właściciele tych aut – zaczęli masowo otrzymywać nakazy naprawy aut, pod groźbą kar finansowych.

Sprawa dotyczy osób, które używają Toyot z 2,8-litrowymi turbodieslami D-4D. Chodzi o Hiluxy, a także Land Cruisery (zwane tam Prado) i model Fortuner. DPF-y w tych samochodach mają podobno tendencję do zapychania się, a podczas procesu wypalania sadzy uwalniają sporą chmurę białego dymu. Jest to na tyle widoczne, że inni kierowcy zaczęli zgłaszać takie przypadki do tamtejszego Urzędu Ochrony Środowiska (Environmental Protection Authority – EPA). Co gorsza, Toyota zajmuje niechlubne 1. miejsce w rankingu emisji dymu w stanie Victoria (inne nie zbierają takich danych), wyprzedzając Nissana i Mitsubishi.

Toyota Hilux DPF
źródło: Environment Protection Authority Victoria

Co napisane jest w korespondencji, którą otrzymują kierowcy?

Całość przypomina nieco pisma, które przychodzą do kierowców np. po przekroczeniu przez nich prędkości. Znajduje się tam m.in. data i miejsce, w którym zauważono dymiący pojazd.

Znajduje się tam również polecenie naprawy samochodu. Oprócz tego posiadacze wskazanych Toyot mogą przeczytać ostrzeżenie, że jeśli po wskazanym w piśmie terminie samochód nadal będzie wypuszczał do atmosfery kłęby spalin i zostanie to zauważone przez funkcjonariuszy, to zostanie nałożona kara w wysokości od 300 do nawet 2000 dolarów australijskich (ok. 800-5300 zł). A biorąc pod uwagę, że inni Australijczycy takie przypadki często zgłaszają, to uniknięcie kary finansowej raczej nie będzie łatwe.

Zwłaszcza że naprawa nie gwarantuje, że problem nie powróci.

Są osoby, które otrzymały pisma z EPA niedługo po tym, jak… opuściły ASO po przeglądzie czy naprawie auta. Co więcej, niektórzy mają problemy z zarezerwowaniem kolejnej wizyty w serwisie – EPA daje na to w piśmie na tyle mało czasu, że niektórzy posiadacze Hiluxów, Prado i Fortunerów nie są w stanie zmieścić się w podanych terminach i muszą dzwonić do tego urzędu, by poprosić o kilka dodatkowych dni na załatwienie sprawy. Pytanie, czy taka wizyta w ASO jest faktycznie konieczna, o czym za chwilę.

Toyota Hilux DPF

Za główny problem można by uznać fakt fakt, że choć obecnie produkowane DPF-y są znacznie lepszymi konstrukcjami niż jeszcze 10-15 lat temu, nadal są potencjalnie problematyczne – zwłaszcza w pojazdach użytkowych, które zwykle poruszają się z niewielkimi prędkościami. Tu pojawia się jednak pewien zgrzyt w całej tej historii.

Czy EPA nie dała się nabrać?

Na początek wyjaśnijmy, skąd bierze się biały dym: w uproszczeniu jest to po prostu mieszanka pary wodnej i dwutlenku węgla, powstałego po wypaleniu sadzy. Tyle tylko, że w Toyotach może to być bardziej widoczne niż w innych markach z jednego prostego powodu: wypalanie DPF-a może się odbywać na postoju.

Rozwiązanie stosowane przez Toyotę pozwala na automatyczne zainicjowanie procesu oczyszczania filtra cząstek stałych, jeśli auto jedzie przez dłuższy czas (20-30 minut) z prędkością co najmniej 60 km/h. Jeśli te warunki nie są spełnione, a DPF wymaga oczyszczenia, na ekranie komputera pokładowego pojawia się komunikat z informacją o konieczności manualnego rozpoczęcia wypalania.

I teraz najważniejsze: skoro oczyszczanie może odbywać się na postoju, to wystarczy znaleźć jakieś bezpieczne miejsce do zaparkowania i uruchomić proces. Obroty silnika mogą wzrosnąć, a z rury wydechowej może zacząć się wydobywać biały dym – wspomniana para wodna. W teorii może to więc oznaczać, że większość (a może i wszystkie?) zgłoszenia tego typu do EPA to w istocie zgłoszenia bezpodstawne. I że EPA łyka to jak pelikan cegłę i bez żadnego sprawdzenia faktycznego stanu rzeczy straszy kierowców karami.

Toyota Hilux DPF
Filtr cząstek stałych lepiej wypalać w miejscach takich jak to. Nikt nie zgłosi nas do Urzędu Ochrony Środowiska.

Istnieje także możliwość, że jeśli ktoś uparcie kontynuuje podróż bez zrobienia przerwy na wypalenie filtra, to że w końcu samochód i tak zabierze się za to samodzielnie, gdy stan zapełnienia filtra będzie się zbliżać do stanu krytycznego. To teoretycznie mogłoby odpowiadać za pojawianie się dymu np. w chwilach, gdy auto stoi w korku oczekując na zmianę światła na zielone.

To oczywiście tylko teorie… ale jednak wypadałoby to chociaż sprawdzić przed ukaraniem kierowców.

To wszystko nie zmienia faktu, że Toyota nie ma szczęścia do silników wysokoprężnych.

Nie ma się co dziwić, że Japończycy konsekwentnie rezygnują z tego rodzaju napędu. Sęk w tym, że dla pojazdów użytkowych diesel to akurat znakomita opcja… o ile nie ma problematycznego (niekoniecznie awaryjnego) osprzętu.

Póki co australijski oddział Toyoty nie wystosował żadnej wartej uwagi odpowiedzi na zapytanie portalu ABC.net.au, zaznaczając jedynie, że właściciele aut wyposażonych w filtry cząstek stałych mogą znaleźć odpowiedzi na swoje pytania na stronie internetowej producenta. Znajduje się tam też filmik z podstawowymi informacjami nt. działania DPF-a. Toyota zapewniła również, że klienci nie zostaną na lodzie z problemem.

Na lodzie może za to zostać tamtejszy oddział marki, jeśli szybko nie opanuje sytuacji kryzysowej. Na australijskim rynku jest trochę użytkowych aut innych marek, które na całej tej sprawie mogą sporo zyskać.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie