Technologie / Wiadomości

Australijczycy idą do sądu o DPF-y. Przycisk do ręcznego wypalania zawartości to za mało

Technologie / Wiadomości 02.08.2019 441 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 02.08.2019

Australijczycy idą do sądu o DPF-y. Przycisk do ręcznego wypalania zawartości to za mało

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski02.08.2019
441 interakcji Dołącz do dyskusji

Na Antypodach też nie lubią DPF. Do tego stopnia, że wiodącej na tamtejszym rynku marce wytoczono proces o działanie tego urządzenia, a producent, nie czekając na wyrok sądu, montuje… przycisk do ręcznego wypalania zawartości.

W Europie klientów udało się skutecznie przyzwyczaić do filtrów cząstek stałych. Większość klientów już wie, że zakup diesla do jazdy wyłącznie w mieście mija się z celem, że DPF to urządzenie, które wymaga uwagi i pewnych inwestycji oraz konkretnego stylu jazdy. Nikt się już nie dziwi, machnęliśmy ręką, zostaliśmy już wychowani, nawet wycinanie DPF stało się dużo powszechniej ganione niż kiedyś. W końcu DPF ma same zalety, tzn. oczyszcza powietrze, którym wszyscy oddychamy.

Z Australijczykami poszło gorzej

Australijczycy kupują duże terenówki i pickupy – taki jest tamtejszy rynek. Wszędzie jest daleko, a nie wszędzie da się dojechać elegancką, asfaltową drogą. Podczas wolnej jazdy w terenie, ale też w trakcie jazdy miejskiej zapychają się filtry cząstek stałych w nowym dieslu Toyoty o pojemności 2,8 l. Powiedzielibyśmy: hola hola, australijscy przyjaciele, to wszystko rzecz zupełnie normalna i przyzwyczaicie się z czasem do tego, ale oni ani myślą się przyzwyczajać i domagają się natychmiastowych rozwiązań. Sprawa może dotyczyć nawet 250 tys. aut, tzn. dokładnie modeli Toyota Hilux, 4Runner i Land Cruiser Prado.

ręczne wypalanie dpf
Hilux to australijski bestseller.

Co na to producent?

Toyota nie mówi „ten typ tak ma” lub „it’s not a bug, it’s a feature”. Właścicieli aut z problemami wezwano do serwisów na aktualizację oprogramowania i wgranie „DPF Custom Mode”. Jest to nic innego niż wizualny wskaźnik zapełnienia DPF, dzięki któremu kierowca wie, kiedy zacznie się wypalanie i kiedy musi rozpocząć jazdę ze stałą prędkością, żeby to wypalanie w ogóle miało szansę się udać. Tyle że to nie wystarczyło, wymyślono więc nowe rozwiązanie: przycisk do inicjowania wypalania zawartości DPF. Proste i genialne.

ręczne wypalanie dpf
Przycisk do wypalania zawartości DPF: u góry pośrodku. Fot. Practical Motoring Australia

Co na to prawnicy?

Sprawa ciągnie się już parę miesięcy, a w związku z brakiem satysfakcjonujących działań, kancelaria prawna z Australii właśnie złożyła pozew przeciwko Toyocie o sprzedaż samochodów wadliwych technicznie, podkreślając że filtry nie wypalają dostatecznie swojej zawartości, powodując spadek mocy silnika, zapalanie się alarmujących komunikatów, wypuszczanie trujących oparów z rury wydechowej w przypadkowym momencie i ogólnie uniemożliwiając normalne używanie samochodu. I nawet ten przycisk nie pomaga, bo cóż nam po przycisku, kiedy zainicjowane wypalanie nagle się przerwie, na przykład gdy zmienią się parametry – np. prędkość spadnie poniżej wymaganych 60 km/h. W sumie nie wiem do końca jak on działa, może jak się go trzyma, to wypala tak czy inaczej. W każdym razie użytkownicy Toyot dalej nie są zadowoleni i mówią, że tak dalej być nie będzie.

I to jest bardzo ciekawa rzecz

W Europie żadnemu producentowi nie przeszło nawet przez myśl, żeby wprowadzić wizualny wskaźnik zapełnienia DPF. Po co? Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. A już przycisk do wymuszonego wypalania? Broń nas panie! Pozostawianie użytkownikowi możliwości decydowania o swoim samochodzie to jakiś koszmarny wymysł. Wszystko jest obmyślone w koncernie przez mądrych inżynierów i proszę niczego samemu nie robić. W Australii jak widać zasady są nieco inne, powiedziałbym że wszystko jest postawione na głowie. Użytkownicy nie dość że nie zadowolili się wizualnym wskaźnikiem i przyciskiem, to jeszcze do sądu idą. W głowie im się przewraca od tego dobrobytu!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie