REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Ratują zwierzęta i pokazują, jak bezwzględny potrafi być człowiek. Ekipa z DIOZ to bohaterowie, jakich potrzebujemy

DIOZ, czyli Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, to niewątpliwie jedna z najpopularniejszych tego typu grup interwencyjnych w Polsce. Świadczą o tym nie tylko kolejne newsy o ich sukcesach czy imponująca liczba followersów na Instagramie, lecz także pokaźna grupa wrogów. Działalności Inspektoratu towarzyszą kontrowersje - bledną jednak wobec faktu, jak wiele dobrego dla zwierząt zrobili dotychczas jego przedstawiciele.

dioz zwierzęta
REKLAMA

Umówić się na rozmowę z Konradem Kuźmińskim, współzałożycielem DIOZ-u znanym na Instagramie jako Pan od zwierząt, nie jest łatwo. Zwłaszcza, jeśli próbuje się nawiązać z nim kontakt akurat wtedy, gdy pomaga zwierzakom zza granicy. Przez ostatnie dni Kuźmiński przebywał w Chorwacji, skąd kolejne psy będą transportowane do siedziby Inspektoratu.

Miasto Dubrownik zamknęło schronisko na szczycie góry, a najbliższy legalny przytułek znajduje się w odległości ponad 300 km dalej. Na prośbę Network for Animals ekipa Kuźmińskiego wkroczyła do akcji, ratując najbardziej schorowane i wiekowe zwierzęta. Gdy szef DIOZ-u wreszcie wrócił do Polski, potrzebował chwili, by odespać podróż. Następnie znalazł trochę czasu, by się ze mną zdzwonić i opowiedzieć więcej o działalności organizacji.

REKLAMA

Co robi Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt?

Odkąd pokazujemy ludziom, jak wygląda rzeczywistość i jak nieciekawie mają się niektóre zwierzęta - nie tylko w Polsce, ale i na świecie - to coraz więcej osób prosi nas o pomoc, żeby pojechać tu, tam, zainterweniować. Dostajemy dziennie tyle zgłoszeń, że nie jesteśmy w stanie tego obrobić. Teraz przyszła do nas prośba w kwestii Chorwacji od organizacji, z którą działaliśmy również w Ukrainie - przybliżyli nam całą sytuację, trzeba było pojechać i zobaczyć. A jak już się widzi tragedię, to nie można tak po prostu sobie stamtąd pojechać, więc zajęliśmy się tym tematem. Jesteśmy w trakcie wymiany pism z tym miastem; część zwierząt trafia do nas, oczywiście nie wszystkie. Cała społeczność międzynarodowa zaangażowała się, by je stamtąd uratować. Działamy.

Czasem mamy prośbę o interwencję w ościennych krajach. W innych państwach nie mamy mocy sprawczej. W Chorwacji mieliśmy tę przewagę, że schronisko zostało zamknięte przez lokalne organy, co umożliwiło nam działanie. (...) Polska ma naprawdę dobre przepisy jeśli chodzi o ochronę praw zwierząt, choć często nie są one respektowane. W teorii wygląda to bardzo ładnie, gorzej z praktyką. Mamy ten plus, że w naszym kraju organizacje społeczne mogą odbierać zwierzęta. Gdybyśmy mogli polegać tylko na instytucjach państwowych, to wszystkie te stworzenia umierałyby na łańcuchach. W praktyce te instytucje nie działają zbyt dobrze - jak dochodzi co do czego, to i tak do akcji wkraczają organizacje. Właściwie to one odpowiadają za wszystkie największe interwencje - likwidowanie mordowni, odbieranie zwierząt z ferm czy cyrków, interwencje u właścicieli czy wysoko postawionych urzędników

- opowiada Kuźmiński.
DIOZ w Chorwacji

DIOZ: czegoś takiego w Polsce jeszcze nie było

Stowarzyszenie Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt - w skrócie DIOZ - powołano w celu społecznie użytecznym i niezmiernie potrzebnym. Poprzez upowszechnianie zasad zawartych w Światowej Deklaracji Praw Zwierzęcia ogłoszonej przez UNESCO grupa pomaga zwierzakom w potrzebie. A tych jest przecież dużo. Za dużo.

Głównymi celami działania Inspektoratu są interwencje w przypadkach zaniedbań, występowanie w charakterze oskarżycieli przeciw znęcającym się, kontrolowanie poprawnego funkcjonowania schronisk, prowadzenie akcji sterylizacji i kastracji oraz czynny udział w pracach legislacyjnych dotyczących zmian przepisów w zakresie ochrony zwierząt. Każdego tygodnia grupa wykonuje dziesiątki interwencji, by pomóc zwierzakom w potrzebie:

Jak byłem mały i jeszcze niedoświadczony życiowo, zacząłem chodzić do schroniska - mordowni. Już jako dzieciak chciałem zacząć działać, ale nie było łatwo - chcieli mnie przez to wyrzucić ze szkoły. Nie podobało im się, że publikowałem w Internecie zdjęcia tego, co dzieje się w tym schronisku. Dyrekcja zaczęła się wściekać i mi grozić, w końcu i tak musiałem zmienić szkołę. Z biegiem czasu dołączałem do różnych organizacji, czasem podobało mi się tam bardziej, czasem mniej. Ja i Krystyna Pietruszka, z którą założyliśmy DIOZ, jesteśmy bardzo radykalni w swoich działaniach.

Jeżeli dzieje się krzywda, to trzeba coś zrobić - bez względu na konsekwencje i na to, kim jest właściciel. Zaczęło się od mordowni, a z czasem trzeba było zrobić coś swojego - miejsce, gdzie zwierzęta są utrzymywane w jak najbardziej domowych warunkach. Jako organizacja kupiliśmy już ogromny teren i cały czas jesteśmy na etapie budowy i remontów. Tworzymy coś, czego Polska jeszcze na oczy nie widziała, a wszystko z myślą o zwierzętach - żeby zapewnić tym skrzywdzonym stworzeniom warunki jak najbardziej zbliżone do domowych.

Skuteczność działania Inspektoratu przysporzyła mu spore grono zwolenników. Publikowane w social mediach DIOZ zdjęcia zakrwawionych, okaleczonych, skatowanych zwierząt chwytają za gardło, dławią, nieraz doprowadzają do łez. Ekipa jest jednak świadoma tego, że właśnie tego typu zdjęcia mają największą moc. Poruszą, skłonią do działania i pomocy. Pełnią określoną rolę.

Dzięki nim wielu internautów, stając się świadkami zaniedbań czy wręcz sadyzmu, w pierwszej kolejności informuje właśnie DIOZ. Ekipa ma już ponad 300 tys. followersów na Instagramie i 88 tys. obserwujących na Facebooku, więc kolejne zawiadomienia spływają do nich nieustannie. Z pewnością nie są w stanie zareagować na każdą skargę, a jednak niemal w każdym tygodniu mogą pochwalić się udanymi interwencjami. Nie da się ukryć, że mamy tu do czynienia z aktywną współpracą na linii internauci-inspektorat. Wiele zwierząt nigdy nie doczekałoby się pomocy, gdyby przeciwny przemocy świadek nie zgłosił i nie opisał sytuacji komu trzeba. Podkreśla to zresztą sam DIOZ.

Bo przecież sprawcą przemocy może być każdy - nie tylko kopiący psa, słaniający się na nogach pijak. Im szybciej zwierzę zostanie odseparowane od pastwiącej się nad nim osoby, tym lepiej. Trudno zatem nie przyznać racji stwierdzeniu, że błyskawicznie interweniująca w takich przypadkach grupa robi znakomitą robotę.

DIOZ: interwencje. Alkohol i przemoc

Gdy rozmawiamy o najtrudniejszych przypadkach, głos Kuźmińskiego tężeje. Właściciel DIOZ przyznaje, że siłą rzeczy najlepiej pamięta właśnie to, co najgorsze. Wspomina m.in. psa, który był truty trutką na szczury przez kilka miesięcy. Później został zabity uderzeniem siekiery w głowę i zakopany przy budzie. Konrad Kuźmiński przyznaje, że niestety w tamtym przypadku nie zdążyli, gdyż rodzina zawiadomiła ich zbyt późno o sytuacji. Do najbardziej drastycznych przypadków należał też pies Kajtek, któremu właściciel odrąbał głowę. Bywały też zwierzęta ciągnięte za samochodami czy wieszane na drutach na drzwiach obory. Szef DIOZ nie ukrywa, że na swojej drodze napotkał niejednokrotnie przerażających ludzi. Trudnych, chorych, wreszcie - wypranych z uczuć i intelektu przez alkohol.

DIOZ - co to?

Mamy bardzo, bardzo dużo interwencji. Tych drastycznych nie brakuje. Najbardziej zapadają w pamięci te u zbieraczy (osób zaburzonych, które tego nie kontrolują i żyją w błędnym przeświadczeniu, że są miłośnikami zwierząt) oraz u skrajnej patologii. To duży problem, że nic się z całą tą patologią nie robi - my to widzimy na co dzień, jeżdżąc po domach. Czasem nie jesteśmy w stanie dogadać się z kimś po polsku, mówiąc najprostszym językiem. Tam już nie ma rozumu, są tylko alkohol, używki, przemoc. Pamiętam interwencję u matki z dziesiątką dzieci, która zagłodziła wszystkie zwierzęta, żeby zrobić na złość bijącemu ją mężowi. Dzieci z Alkoholowym Zespołem Płodowym bawiły się na podwórku wśród zwłok krów i świń. Działo się to w centrum małego miasteczka. W końcu te wszystkie dzieci jej zabrano, a jedyne, co do nas wykrzyczała, to że zabraliśmy jej 12 tys. złotych świadczeń.

Wpadamy na interwencje często o godz. 10 czy 11 przed południem, a cała rodzina jest już pijana. Nikt do pracy nie chodzi, nie jest zainteresowany zupełnie niczym - wszędzie brud, smród, papierosy i alkohol. Na papierosy i alkohol zawsze znajdą się pieniądze. Na wychudzone, przykute łańcuchem do budy zwierzęta już nie.
Mamy inny obraz polskiej rzeczywistości za sprawą tych interwencji - wie pan, jedzie pan gdzieś i nie zagląda pan do każdego domu i na każde podwórko. My czasem zmuszeni jesteśmy zajrzeć do co drugiego budynku i podobne sytuacje widzimy co i rusz.

DIOZ ma wrogów i wiążą się z nim kontrowersje.

W ostatnich latach DIOZ znalazł się na celowniku takich facebookowych grup jak Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych czy Prawda o DIOZ. Faktem jest, że działalność przedstawicieli czy prezesa inspektoratu w przeszłości wielokrotnie budziła kontrowersje, głównie za sprawą metod działania. I tak na przykład w lipcu rozpoczął się proces karny przeciw całemu stowarzyszeniu. Chodzi konkretnie o kradzież rozbójniczą zwierząt (a zatem: rzekomo niesłuszne odebranie zwierzęcia właścicielom), naruszenie czynności narządów ciała i naruszenie miru domowego.

Dotychczas przeciwnicy DIOZ przegrali wszystkie procesy. Regularne donosy też spełzły na niczym - kontrole w DIOZ pojawiają się od lat i nie wykrywają żadnych nieprawidłowości. Również tych finansowych. Ataków jest wiele, ale to dość naturalne przy tak popularnym stowarzyszeniu. A skąd ta wrogość? Zdaniem Kuźmińskiego ludzi denerwuje, że ktoś miał śmiałość wkroczyć w sferę własności innego człowieka. W Polsce własność jest święta, nawet jeśli chodzi o żywe stworzenie, któremu dzieje się coś złego. Dlatego, gdy DIOZ przyjeżdża i odbiera zwierzę, to nie każdemu się to podoba.

REKLAMA

Jesteśmy oskarżani o wszystko, ale jeszcze nikomu nie udało się przedstawić dowodów co do braku zasadności przynajmniej jednej interwencji. Nie udało się też nikomu wykazać - a wielu próbowało - że doszło do jakiejś malwersacji środkami pieniężnymi, bo to są najczęstsze zarzuty. Dla niektórych skrajne zaniedbanie i cieknące guzy nowotworowe nie są skrajnym znęcaniem się nad zwierzęciem, a dla nas owszem. Jeśli ktoś tak postępuje, to trzeba to ujawnić i pokazać.

My urośliśmy, więc urosła też liczba naszych przeciwników. A gdyby pan tak przejrzał te osoby atakujące nas na różnych stronach, to przekonałby się pan, że ma do czynienia z lobby futrzarzy, czyli hodowców zwierząt futerkowych, z którymi przecież bardzo się walczy i chce się wprowadzić jakieś zmiany systemowe, żeby tego zabronić. Albo z osobami, którym odebraliśmy zwierzęta. Spora część to anonimy.

My przy takiej skali działalności nabraliśmy gruboskórności - pogodziliśmy się z tym, że żyjemy w takim społeczeństwie. Nieważne co zrobisz, i tak zawsze zaskarbisz sobie czyjąś wrogość. Oczywiście, jesteśmy radykalni w swoich działaniach, musimy być - ale nasz radykalizm mieści się w granicach prawa. Jeśli ustawa mówi, że możemy odebrać zwierzę w sytuacji istnienia zagrożenia zdrowia, to dla nas jest już sygnał. Przywiązany do budy pies w pełnym słońcu, pozbawiony kropli wody - dla niektórych to za mało, a dla nas to oczywiste zagrożenie dla tego zwierzęcia. Jeżeli ktoś nie jest w stanie przez trzy czy cztery lata udać się do lekarza ze zwierzęciem, które straciło połowę sierści - to również jest zagrożenie zdrowia. Nie mamy na to wpływu, ale nie zamierzamy się tym przejmować. Realizujemy swoją ideę i nie przestaniemy tego robić.

Wsparcie dla działań DIOZ możecie pokazać poprzez zaangażowanie w nową zbiórkę. Kontakt dotyczący zgłoszenia zaniedbań na oficjalnej stronie stowarzyszenia.

*Zdjęcie główne: Shutterstock/Vlamin.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA