REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Netflix

"Purpurowe serca" są dobre na cardio, bo mają dużo żenujących momentów, które trzeba rozchodzić. Oto 5 z nich

Żołnierz i feministka wchodzą do baru... Zaczynam ten tekst jak dowcip, bo wypuszczając "Purpurowe serca", Netflix zrobił sobie z nas jaja. Cała fabuła nowego hitu streamingowego giganta jest po prostu absurdalna. Z każdą kolejną sceną twórcy wprawiają nas w coraz większe zażenowanie. Tego nie da się wręcz oglądać.

purpurowe serca netflix hit
REKLAMA

"Purpurowe serca" to porno dla wychowanych na produkcjach Disneya nastolatek. Nie bez powodu w główną rolę wciela się tu Sofia Carson znana z podrzędnych filmów Myszki Miki pokroju "Niań w akcji", "Kopciuszka: Bucika na miarę" czy trylogii "Następcy". Z drugiej strony na ekranie zobaczymy też Lindena Ashby'ego, czyli Johnny'ego Cage'a z "Mortal Kombat". Taki dobór obsady sugeruje, że Netflix chciał zaserwować widzom melodramatyczne fatality. Zamiast jednak wyrwać nam serce, platformie udaje się jedynie nas zażenować.

REKLAMA

Najgłupsze momenty z Purpurowych serc od platformy Netflix

Gdybyście chcieli urządzić sobie grę pijacką i wypijać shota za każdym razem, gdy w "Purpurowych sercach" dzieje się coś żenującego, po pół godziny leżelibyście pod stołem. Serio! Absurd goni tu absurd, a wymienione poniżej momenty z nowego hitu Netfliksa są na to najlepszym dowodem.

Purpurowe serca - Netflix

Podryw na opiekę zdrowotną

Chwila na pierwszy facepalm nadchodzi w filmie bardzo wcześnie. Dokładnie w momencie, kiedy grupa napędzanych testosteronem marines wchodzi do baru, w którym pracuje Cassie. Główna bohaterka przyciąga uwagę Luke'a. On w przeciwieństwie do swoich kumpli nie zachowuje się jak ostatnia świnia. Niemal cała reszta żołnierzy nie może bowiem pochwalić się taką szarmanckością, jaką mieli piloci z Mavericka. Bliżej im do zabarwionego mizoginią podejścia bohaterów pierwszego Top Guna.

Marines na wszystkie strony rzucają do kelnerek seksistowskimi tekstami i uważają, że skoro "bronią ich tyłków", to mają też prawo "je zmacać". Jeden próbuje nawet zaciągnąć dziewczynę do łóżka, obiecując jej ubezpieczenie zdrowotne po ślubie. Brzmi to jak żart, ale dla twórców "Purpurowych serc" okazuje się motywem zawiązującym akcję. Po pierwszym akcie Cassie i Luke decydują się na takie małżeństwo z rozsądku. Ona bo jest cukrzykiem i nie stać jej na insulinę, a on bo potrzebuje kasy, aby spłacić dealera.

Zaangażowanie społeczne jak w The Room

Pamiętacie "Disaster Artist"? Dowiemy się z niego, że Tommy Wiseau wymyślił scenę w "The Room", w której Denny mówi o tym, jak zadłużył się u swojego dealera, bo przecież "narkotyki to poważny problem w Ameryce". Ten wątek nie ma ani porządnego uzasadnienia fabularnego, ani nie zostaje w żaden sposób rozwinięty. Podobnie dzieje się w "Purpurowych sercach". Tylko na o wiele większą skalę.

Nawarstwienie problemów społecznych, z jakimi mierzy się Ameryka, jest w "Purpurowych sercach" wręcz przytłaczające. Twórcy ewidentnie poczuli w sobie publicystyczny zew. W przedstawionych Stanach Zjednoczonych opieka zdrowotna leży i kwiczy, imigranci przez dekadę nie mogą głosować, ale muszą pracować i płacić podatki, a do marines zaciągają się rasistowskie dupki, którzy cieszą się na samą myśl o "strzelaniu do Arabów". Reżyserka Elizabeth Allen Rosenbaum co chwilę wyciąga z rękawa nowe konteksty i przypomina sobie o nich, tylko wtedy, kiedy jest jej to na rękę. Nie ma w tym ani ładu, ani składu.

Konflikty światopoglądowe są rysowane tak grubą kreską, jak w polskim parlamencie

Świat przedstawiony w "Purpurowych sercach" jest groteskowy. Twórcy rysują go grubą kreską. Całe społeczne zaangażowanie tego taniego wyciskacza łez, jest tak samo absurdalne jak konflikt światopoglądowy, w środek którego trafiamy. W końcu Cassie jest pacyfistką i nosi koszulkę z napisem "przyszłość jest kobietą", a Luke wierzy, że przemoc może być rozwiązaniem wszystkich problemów i broni rasistowskich oraz seksistowskich zachowań swoich kumpli. Marine robi to nawet podczas swojego wesela, czym naraża się udawanej małżonce. Wszystko musi się jednak rozejść po kościach.

W filmie co chwilę dochodzi do starcia feministycznej wrażliwości z toksyczną męskością. Sposób, w jaki prezentują je twórcy, jest genialny w swej prostocie. Oni nie zabierają jednoznacznego stanowiska. W myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają, szukają złotego środka. Dlatego z jakichś powodów Cassie pomimo początkowej niechęci do Luke'a w końcu się w nim zakochuje. "Zrozumcie się nawzajem, możecie się dogadać" - to właśnie krzyczy przedstawiany przez Rosenbaum romans.

Jedna piosenka starczy, aby twardziele załkali

Twórcy "Purpurowego serca" w jednym momencie wydają się opowiadać za lewicowymi wartościami, aby za chwilę usprawiedliwiać punkt widzenia maczystowskich żołnierzy. Rosenbaum zapewne chciałaby tym zniuansować swoją opowieść. Efekt jest jednak odwrotny do zamierzonego, bo fabuła zdaje się przez to grubymi nićmi szyta. Podejście Rosenbaum apogeum absurdu osiąga, kiedy Cassie śpiewa piosenkę dla Luke'a i jego kumpli w Iraku.

Bohaterowie łączą się przez kamerkę internetową i Cassie prezentuje żołnierzom swój najnowszy utwór. Chłopaki mieli ciężki dzień, więc kiedy słyszą słowa o rozłące z ukochanym nagle się wzruszają. Zaczynają tęsknić za domem. Marines - najwięksi twardziele w amerykańskim wojsku, płaczą przez popową balladę, która na listach przebojów odpadłaby w przedbiegach. Jakością nie odstaje ona jednak od innych "hitów" głównej bohaterki. "Purpurowe serca" są niczym bajka Disneya i na każdą okazję znajdzie się tu piosenka. Uszy od tego więdną i trudno uwierzyć, że na koncerty protagonistki ciągną tłumy.

Purpurowe serca - Netflix

Zakończenie, które zniechęca do spotykania się z "lewaczkami"

[EXTREME SPOILER ALERT] UWAGA! W poniższym akapicie znajdziecie spoilery z zakończenia filmu. Nie czytajcie, jeśli jeszcze nie oglądaliście "Purpurowych serc", a jakimś cudem wciaż zamierzacie to zrobić

REKLAMA

Wisienką na torcie jest zakończenie, w którym bohaterowie przechodzą samych siebie. Luke wierzy, że powinien brać odpowiedzialność za siebie i innych. Postanawia ponieść karę za oszustwo, jakim było wzięcie ślubu z Cassie. Zostaje skazany na pół roku więzienia. Kiedy ojciec odwozi do go bazy, bohaterka dochodzi do wniosku, że bardzo go kocha i na niego zaczeka. Gdyby dzień wcześniej podczas rozprawy zabrała głos, chłopak nie musiałby mieć sześciu miesięcy wyjętych z życiorysu.

"Purpurowe serca" wprost mówią nam, że mężczyzna może pójść dla kobiety do więzienia (ślub był w końcu pomysłem Cassie), ale jeśli jest jej pisany, to nie będzie miał z tym żadnego problemu. Jak już wyjdzie na wolność, razem będą biegać po plaży, wyprowadzać psa i cieszyć się wspólnymi chwilami. Tak, ta produkcja robi z widzów debili, a na koniec nawet się z tym nie kryje.

"Purpurowe serca" obejrzycie na Netfliksie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA