REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Władza sprawdzi seriale, bo martwi się o polską rodzinę. Niech ktoś im powie, żeby zmienili kanał

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji sprawdzi polskie seriale wyprodukowane przez stacje TVP, TVN i Polsat. Badanie będzie dotyczyć przedstawionego tam modelu rodziny, ról pełnionych przez kobiety i mężczyzn oraz kultywowania przez nich tradycji. Na papierze w tym ruchu nie ma nic złego, ale dziwnym trafem zabrakło miejsca dla chętniej sięgających po zachodnie wzorce HBO, Canal+ i przed wszystkim serwisu Netflix.

krrit polskie seriale rodzina pis badanie
REKLAMA

Dzisiaj popołudniu polskie media społecznościowa zalała fala komentarzy o absurdalnym ruchu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a przy okazji próbie kontrolowania portretu polskiej rodziny w mediach przez władzę. W ciągu ostatniego roku KRRiT wyjątkowo często była narzędziem w rękach polityków PiS-u (przede wszystkim w sprawach koncesji dla TVN-u i TVN Siedem), więc każdy ruch podejmowany przez członków rady radiofonii i telewizji budzi zrozumiały niepokój. Jednocześnie łączenie tego ciała w jednoznaczny sposób z ekipą rządzącą niekiedy prowadzi na manowce. Samą KRRiT nie tak dawno internauci chwalili zaś za blokowanie rosyjskich programów i stacji telewizyjnych.

Czy chęć zbadania wizerunku rodziny w polskich filmach i serialach faktycznie jest więc czymś godnym skrytykowania? A może wręcz niebezpiecznym i w dłuższej perspektywie prowadzącym do cenzurowania niepasujących władzy wątków? Tak naprawdę całą sytuację można interpretować na bardzo różne sposoby. W zależności od przyjętego punktu widzenia oraz motywacji widzianych w tym ruchu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji można go oceniać bardzo pozytywnie, neutralnie lub wyjątkowo negatywnie.

REKLAMA

PiS rękami KRRiT chce sprawdzić "poprawność" polskiej rodziny? Netflix nie został wzięty pod uwagę.

Rada opublikowała szacunkową wartość monitoringu trzech stacji telewizyjnych i ich produkcji. Chodzi o "Stulecie Winnych", "Leśniczówkę" oraz "Na dobre i na złe" z ramówki TVP, wyprodukowane przez TVN film "Tylko mnie kochaj" i seriale " Na wspólnej", "Skazana", a także oferowane przez Polsat serie "Kowalscy kontra Kowalscy" i "Komisarz Mama" wraz z pełnometrażowym "Serce nie sługa". Badanie sprawdzi m.in. częstotliwość występowania wątków fabularnych związanych z rodziną. Sprawdzony zostanie podział ról między kobiety i mężczyzn, liczba postaci męskich, kobiecych i dzieci, a także takie zagadnienia jak praca zawodowa, kultywowanie tradycji i zajmowanie się domem.

W swoim pierwszym odruchu przyjąłem informację w tej sprawie raczej pozytywnie. W mojej opinii ciało kontrolne powinno na bieżąco monitorować zmieniające się trendy w telewizji oraz sprawdzać, jak portret Polaków zmienia się na ekranie i co jest najchętniej oglądane w danym momencie. Niestety, wystarczy przyjrzeć się nieco uważniej szczegółom, by kompletnie zmienić nastawienie. Nie wiem, czy zarzuciłbym KRRiT aż nieczyste intencje, ale dobór sprawdzanych produkcji jest po prostu... głupi. Nie da się tego nazwać inaczej. Kto przy zdrowych zmysłach zdecydował o takich filmach i serialach?

KRRiT sprawdzi film TVN-u z 2006 i kolejny Polsatu z 2018 roku. Po co?

Jaki sens ma badanie w 2022 roku filmowego portretu polskiej rodziny sprzed czterech, a co dopiero szesnastu lat? Po co badać "Stulecie Winnych", czyli produkcję historyczną? Jakie to ma znaczenie dla zrozumienia współczesnego widza? Rozumiem dołączenie do badania ciągle nadawanych produkcji telewizyjnych jak "Leśniczówka", "Kowalscy kontra Kowalscy" czy "Skazana". Jestem w stanie nawet zaakceptować dobór takich tytułów jak "Na wspólnej" oraz "Na dobre i na złe", bo mimo wszystko na przestrzeni lat uległy one pewnym zmianom. Przyjrzenie się temu, jak kiedyś pokazywały polską rodzinę i jak robią to teraz może doprowadzić do pewnych ciekawych wniosków. O ile KRRiT w ogóle ma w planach takie porównanie.

Nie zmienia to jednak faktu, że lepszych od lepszych kandydatów wręcz się roi. Absolutnie niezrozumiałe w 2022 roku jest całkowite odpuszczenie produkcji tworzonych przez telewizje kablowe i platformy VOD. Netflix produkuje ostatnio więcej polskich filmów i seriali niż ktokolwiek inny, a w 2022 i 2023 roku jeszcze zwiększy liczbę nowości. Wiele głośnych tytułów na swoim koncie mają też HBO czy Canal+, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wciąż zachowuje się, jakby te stacje nie istniały. W takiej sytuacji trudno nie dojść do wniosku, że ich pominięcie jest w pełni świadome.

REKLAMA

Być może po to, żeby końcowe wnioski mogłyby być tak konserwatywne jak władza sobie tego życzy. Prawie żadnych gejów czy lesbijek, rozbitych rodzin, zdrad i ateistów. Wszędzie chłopak i dziewczyna, niczym z przyśpiewki narodowców. A jeśli gdzieś niepożądany element się pojawi, to łatwo go zrzucić na karb "tego złego TVN-u", którego zwolennicy partii rządzącej i tak nienawidzą. Dzięki czemu polska klasa polityczna i takie organizacje jak KRRiT nadal będą mogły bez przeszkód przymykać oczy na mniejszości oraz na istnienie serwisów streamingowych. Akurat trzy miesiące po debiucie HBO Max i dzień po starcie Disney+.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA