REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Między życiem a śmiercią" to takie "Uwierz w ducha" dla nastolatków wychowanych przez Netfliksa

"Między życiem a śmiercią" to nowy film Netfliksa z gatunku young adult. W główną bohaterkę wcieliła się gwiazda trylogii "Kissing Booth", Joey King. Nowy Netflix Original jest jak "Uwierz w ducha" i "Casper" dla współczesnych nastolatków. I ma wszystko to, by widzowie Netfliksa się na niego rzucili. Recenzja "Między życiem a śmiercią".

między życiem a śmiercią netflix recenzja
REKLAMA

"Między życiem a śmiercią" to aktualnie jeden z najchętniej oglądanych filmów na Netfliksie. Nic dziwnego, bo ma wszystko to, aby stać się hitem serwisu. Miłość nastolatków, Joey King, znaną z serii "Kissing Booth", elementy nadprzyrodzone, śmierć, problemy dorastania i rajskie widoki. Sięgając po nowości skierowane do młodzieży, coraz częściej mam wrażenie, że te tworzone są od szablonu. Każda produkcja musi zawierać kolejne elementy, które widz ze znudzeniem bądź ekscytacją (to zależy), będzie odhaczać podczas seansu. Nie inaczej jest i tym razem, choć nie obrażajmy się na Netfliksa - to problem szerszy, a na dowód tego wystarczy wspomnieć, że film powstał na podstawie powieści Marca Kleina.

To, co widzów przyciągnie do "Między życiem a śmiercią", to znana twarz kojarzona z "Kissing Booth", chociaż moim zdaniem King swoją popisową rolę zaliczyła u HBO w serialu "The Act". W tej opartej na faktach produkcji wcieliła się w chorą nastolatkę, żyjącą pod terrorem swojej matki. Na Netfliksie oglądamy ją w zupełnie innym wydaniu. Próżno szukać tu tej dramaturgii, a King portretuje po prostu dziewczynę, nieco zawstydzoną samą sobą, z którą utożsamiać mają się kilkunastoletnie widzki, borykające się z niewiarą we własne możliwości. Stanowi kontrast dla popularnych "wrednych dziewczyn", pożądanych przez całą szkołę, tak męską jak i żeńską jej część.

REKLAMA

Między życiem a śmiercią - recenzja filmu Netfliksa

Między życiem a śmiercią

W "Między życiem a śmiercią" aktorka wcieliła się w Tessę, uczennicę liceum i pasjonatkę fotografii, która jest niezwykła, choć nikt nie dostrzega tego na pierwszy rzut oka. Nikt, oprócz niego. Pewnego dnia Tessa poznaje w kinie Skylara (Kyle Allen), który jest idealny i w jego przypadku widać to od razu. Wysoki, ładny, umięśniony, oczytany, uczynny, lubiący kino, a do tego znający kilka obcych języków. Gdzie byli ci wszyscy chłopcy z filmów o nastolatkach, kiedy ja byłam w liceum? Cóż, najwyraźniej jeszcze się nie urodzili, a potem wychował ich Netflix.

Tessa i Skylar od razu przypadają sobie do gustu. Wiemy już jednak, że ta miłość będzie mieć tragiczne zakończenie. Jednocześnie bowiem śledzimy akcję w czasie teraźniejszym, kiedy dziewczyna dochodzi do siebie po wypadku samochodowym, w którym jej chłopak zginął. Oglądając poczynania zrozpaczonej Tessy, poznajemy początki ich związku, a także drastyczny koniec. Nastolatka podczas tragicznego zdarzenia przeżyła śmierć kliniczną i teraz ma wrażenie, że Skylar próbuje się z nią skontaktować z zaświatów. Jest zdesperowana, tęskni za chłopakiem, więc wydaje się, że wszystkie zdarzenia odczytuje jako sygnały, czyli głos jego ducha.

"Między życiem a śmiercią" czerpie z kina lat 90. - to takie współczesne "Uwierz w ducha" i "Casper" dla dzisiejszych nastolatków.

REKLAMA

Tę historię, choć zabrzmi to może nieodpowiednio, całkiem przyjemnie się ogląda. Niestety, do czasu. Elementy nadprzyrodzone wyglądają jak z taniego filmu klasy C z lat 80. Nie chodzi mi o to, że są niepotrzebne, bo jestem w stanie "kupić" życie pozagrobowe i bycie uwięzionym pomiędzy tu i tam (hej, w końcu na "Casprze" i "Uwierz w ducha" się wychowałam). To raczej problem kiczowatych efektów specjalnych i tandetnych zabiegów. "Między życiem a śmiercią", mimo że ma momenty, to koniec końców łzawa opowiastka dla młodych ludzi, która ma ich z jednej strony zasmucić, z drugiej strony podnieść na duchu. I, cóż, film od jakich roi się na Netfliksie, będący dość przygnębiającą, bo nudną emanacją tego, co trzeba produkować, bo młodzieży powinno się spodobać. Myślę, że ta młodzież po prostu zasługuje na więcej.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA