REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Bruce Willis jest chory, a gwiazdy z Hollywood śmiały się z niego, że gra w gniotach. Powinno im być wstyd

Bruce Willis wycofał się z aktorstwa z powodu choroby. Ta informacja wstrząsnęła wszystkimi, którzy wychowali się na jego filmach i marzyli o tym, by być takimi twardzielami jak jego John McClane w "Szklanej Pułpace" czy Butch w "Pulp Fiction". Ostatnio wielu z nas jednak szydziło z późniejszej kariery Willisa w Hollywood i kolejnych nominacji do Złotych Malin. Teraz powinno nam być wszystkim wstyd.

bruce willis choroba
REKLAMA

Bruce Willis musiał wycofać się z życia publicznego z powodu swojej choroby. Na ikonicznego aktora spadła krytyka za jego ostatnie wybory zawodowe. Branża nie przebierała w słowach, a teraz, gdy okazało się, że aktor jest chory, posypały się przeprosiny. Lepiej późno niż wcale.

REKLAMA

Pod koniec marca cały świat dowiedział się, że Bruce Willis ma afazję. To zaburzenie, przez które mówienie sprawia danej osobie coraz większą trudność. W niektórych przypadkach chory nie jest w stanie zupełnie nic powiedzieć (afazja dosłownie oznacza utratę zdolności do mowy). Pojawia się nagle u osób, które wcześniej nie miały z tym problemów, czasem w wyniku uszkodzenia mózgu.

Plotki o tym, że Bruce Willis cierpi demencję pojawiały się w mediach już wcześniej. Teraz okazało się to po części prawdą, ponieważ afazja dotyka również osoby w tym stanie. Postępująca choroba sprawiła ostatecznie, że gwiazdor takich filmów jak "Szklana pułapka" czy "Pulp Fiction" postanowił odejść na aktorską emeryturę.

Bruce Willis od lat miał problemy z graniem w filmach. Zapominał swoich kwestii lub nie był w stanie ich wypowiedzieć.

W 2015 r. Willis został wyrzucony z filmu Woody'ego Allena "Śmietanka towarzyska". Zagraniczne media pisały, że nie mógł zapamiętać swoich linii dialogowych. Portal OK! doniósł w styczniu o podobnych problemach Amerykanina na planie "Glass" z 2019 roku. Bruce Willis podobno ciągle dogrywał kwestie, bo nie był w stanie ich wypowiedzieć poprawnie. Dlatego w większości scen był w kapturze, by mógł być zastąpiony przez dublera. Ponadto na planie nigdy się nie uśmiechał i był prowadzony pod rękę przez asystenta.

Reżyserzy ambitniejszych produkcji, świadomi afazji bądź nie, mogli najzwyczajniej w świecie nie chcieć zatrudniać przy swoich produkcjach kogoś, kto nie pamięta linii dialogowych. Możliwe, że on sam już nawet przestał zabiegać o role w takich projektach. Obecnie wiemy, że nie wynikało to z jego gwiazdorzenia, arogancji, pazerności lub tego, że miał wywalone na scenariusz, ale najprawdopodobniej po prostu choroby.

Przykro jest patrzeć na to, jak Bruce Willis z trudem mówi w wywiadzie przy okazji promocji "Glass" sprzed 3 lat (na YouTube nie znalazłem już żadnych nowszych, co też jest wymowne). Wypowiedź jest też mocno pocięta, co mogło również oznaczać dogrywki. Zupełni nie brzmi jak 64-latek (obecnie ma 67 lat), który mimo wieku jeszcze przecież nie tak dawno latał za bandziorami ze spluwą.

Bruce Willis z ikony kina stał się pośmiewiskiem. W ostatnich latach grał w samych filmach klasy B i niżej.

Bruce Willis to żywa legenda i prawdziwa ikona kina. Założę się, że każdy z nas ma na liście ulubionych filmów przynajmniej jeden tytuł, w którym Amerykanin grał. Lista współtworzonych przez niego hitów jest imponująca. Oprócz wcześniej wspomnianych, mamy przecież "Piąty element", "Sin City", "12 małp", "Szósty zmysł", "Ostatni skaut", "Armageddon", "Kod Merkury" i wiele, wiele innych. Kiedyś obecność Bruce'a Willisa w obsadzie wystarczała, by film był przynajmniej dobry. Większość stała się wręcz kultowa.

W pewnym momencie coś zaczęło się psuć. Tak mniej więcej 10 lat temu. Co prawda zdarzały mu się rolę w kinowych hitach, jak sequel "Sin City" czy "Niezniszczalni", ale jego gwiazda gasła. Taśmowo kręcił filmy, które nawet nie trafiały na srebrny ekran, ale od razu lądowały na VOD lub DVD i z miejsca zostały zapomniane. W ostatnich latach już w ogóle wyciskał X muzę jak cytrynę. Rzućcie sobie okiem na jego filmografię na IMDb i przyznajcie przed sobą szczerze, o ilu z nich w ogóle słyszeliście.

W zeszłym roku wystąpił m.in. w "Kosmicznym grzechu", "Poza prawem", "Deadlocku" i innych gniotach, które oglądali tylko masochiści i najbardziej zagorzali fani Willisa. Nikt tego nie był w stanie zrozumieć. Pojawiały się zarzuty, że jedzie na "fejmie" po linii najmniejszego oporu, by przytulić plik banknotów. Nawet przy stawce sto kafli za rólkę, przy 10 filmach rocznie dawało mu to okrągły milion. A na pewno brał więcej i angażował się w większą liczbę projektów. Tylko w tym lub przyszłym roku wyjdzie z nim około 10 tajemniczych produkcji o takich tytułach jak "Vendetta", "A Day to Die" czy "Gasoline Alley".

Teraz wszystkim hejterom powinno być wstyd. Bruce Willis nie był chciwy i leniwy, ale chory.

W 2013 roku Sylvester Stallone powiedział o nim, że jest "chciwy" i "leniwy" (za The Guardian). Powodem tych oskarżeń miało być, że Bruce Willis ni stąd, ni zowąd, zrezygnował z występu w trzeciej części "Niezniszczalnych" (Sly zaproponował mu ponoć 3 bańki, ale on chciał o jedną więcej) i został zastąpiony przez starszego o 13 lat Harrisona Forda. Może rzeczywiście był chciwy i leniwy, a może po prostu już wtedy wiedział, że nie udźwignie kolejnego filmu u boku wciąż żwawych "dinozaurów" kina akcji.

Potem już tylko staczał się na równi pochyłej i było tak źle z jego karierą, że organizatorzy Złotych Malin dodali w tym roku dedykowaną dla niego kategorię: "Najgorszy występ Bruce'a Willisa w 2021 roku". Dostał aż 8 nominacji i naturalnie wygrał nagrodę - za "Kosmiczny grzech". Teraz organizatorzy Złotych Malin przepraszają, ale do wczoraj nie wiedzieli o jego przypadłości. "Może dlatego chciał wyjść z hukiem z 2021" – napisali na Twitterze i wycofali się z tej nagrody. W pierś bije się też reżyser Kevin Smith, który go beształ za film "Fujary na tropie" z 2010 roku i kolejne. "Czuję się jak dupek" - napisał twórca "Clerksów".

Myślę, że niektórzy z was też mogą (lub powinni) mieć żal do siebie za wyśmiewanie ostatnich decyzji filmowych Bruce'a Willisa. Ogromna rzesza krytyków, youtuberów i zwykłych widzów od lat nie zostawiała na nim suchej nitki. Z jednej strony słusznie, bo tak się robi ze szmirami. Z drugiej strony, mając świadomość jego choroby, odmiennie patrzylibyśmy na te filmy. Na pewno teraz ich oglądanie będzie zupełnie innym doświadczeniem.

Przyznam szczerze, że nie należałem do grona hejterów Bruce'a Willisa, ale pewnie tylko dlatego, że nie oglądałem jego najnowszych filmów. Kiedyś odpalałem dosłownie wszystko, co z nim związane (i to po kilka razy), ale jakoś ta filmografia z ostatnich lat przeszła obok mnie praktycznie niezauważalna. Widziałem, jakie zbiera oceny i nie chciałem tracić na nie czasu, a tym bardziej niszczyć swojego wyobrażenia. Żałuje tylko tego, jaki tragiczny los dosięgnął Willisa i tego, że tak łatwo przychodzi nam ocenianie innych.

Dlaczego Bruce Willis grał w gniotach? Zgaduję, że kocha kino i chciał grać do końca.

Nie wiemy, jaka jest prawda. Może kiedyś o wszystkim przeczytamy w biografii. Ja z mojej strony zakładam trzy scenariusze, ale jeden uważam za najbardziej prawdopodobny. Dlaczego Bruce Willis ostatnio co roku grał w samych filmach klasy B? Dla kasy? Wątpię. Wystąpił w tylu kasowych blockbusterach i nie słynął z rozrzutności, a raczej inwestycji w drogie wille. Jego rodzina jest ustawiona na kilka pokoleń do przodu z samych tantiem.

Istnieje też opcja, że był wykorzystywany przez swoich agentów, a twórcy filmów zaciągali go do roboty pomimo jego stanu. Jeśli nie wiedzieli o afazji, to jeszcze jakoś można ich tłumaczyć: skoro taka gwiazda chce grać, to czemu mu tego nie umożliwić? Jeżeli wiedzieli o chorobie, to mam nadzieję, że brali go do filmów, by mógł sobie dorobić, póki jeszcze mógł (a opieka medyczna w Stanach wcale nie jest taka tania). Jeśli jednak perfidnie go doili, to oby karma wróciła niczym Butch po zegarek na kangurku. Wierzę w to, że rodzina i jego znajomi z Hollywood nie pozwoliliby mu na bycie kukiełką do zarabiania szmalu lub ewentualnie szepnęliby mu słówko lub dwa do ucha.

Trzecia ewentualność jest moim zdaniem najbardziej możliwa i jednocześnie najsmutniejsza. Bruce Willis zdawał sobie sprawę, że jego ciało się buntuje, ale nie chciał dawać za wygraną. Starał się więc do ostatniej chwili grać w dosłownie czymkolwiek, a współczesna technika mu to umożliwiała (np. grał z zestawem słuchawkowym, przez który podpowiadano mu kwestie).

Może robił to tylko po to, by zapewnić dzieciom i żonie jeszcze lepszą przyszłość. Może robił to, by dać przyjemność swoim fanom. A może dlatego, że był uzależniony od grania, kocha Hollywood i nie umiał się z nim rozstać. I pomimo tego, że każdy z niego szydził i być może sam tego nienawidził. Mogło mu być nawet wstyd, gdy później oglądał swoje antydzieła. W jednym z wywiadów (od 4:45) nawet sam powiedział, że występowanie sprawia mu to radość, ale "przyjdzie czas, kiedy nie będę w stanie grać, dlatego póki mogę, to to robię". Było to kilka lat temu i nawet jeśli nie miał wtedy jeszcze symptomów i diagnozy, to doskonale pokazuje jego podejście.

Życie Bruce'a Willisa może wkrótce zamienić się w koszmar.

W ostatnich latach Bruce Willis szedł trochę ścieżką Nicolasa Cage'a. Tylko że w przypadku tego drugiego naprawdę chodziło o pieniądze. Chciał wyjść z długów (przehulał 150 milionów dolców i dojechała go skarbówka) i w końcu mu się udało. W tym roku zagrał też w ponoć genialnym filmie... o sobie samym "Nieznośny ciężar wielkiego talentu" (premiera 22 kwietnia). Z Brucem Willisem takiego happy endu raczej nie będzie. Moje serce rozdziera świadomość, że jeden z moich idoli w ostatnich latach pakował się w takie, za przeproszeniem, gówna, bo kocha grać w filmach i chciał to robić, dopóki jeszcze mógł.

REKLAMA

Nie potrafię przeboleć jego tragedii jeszcze z tego względu, że był uosobieniem męstwa, odwagi i ironicznego humoru, a teraz ledwo składa zdania. I jeśli to będzie postępować, to wkrótce w ogóle nie będzie z nim kontaktu. Moja babcia miała taką przypadłość po udarze (choć w tym najgorszym stadium, kiedy nie możesz nic powiedzieć, lecz tylko dukasz niezrozumiałe dźwięki). Jest to istny koszmar, którego nikt nie w stanie nie jest sobie wyobrazić. Cierpi nie tylko osoba chora, ale także jej bliscy, którzy muszą patrzeć, jak się męczy, nie mogą z nią pogadać ani nic więcej zrobić.

* zdjęcie główne: kadr z filmu "Kosmiczny grzech"

Tekst opublikowano w marcu 2022 r.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA