REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Nowa moda z Rosji. Patocelebrytki dają sobie klapsy i nazywają to "walką"

Dawanie klapsów jako walka? Nic dziwniejszego już nie wymyślicie. Zawody ButtSlaps - pato-zawody polegające na klepaniu się po tyłkach - przywędrowały do Polski z Rosji. Wzięły w niej udział patocelebrytki. Tak wygląda koniec internetu - tego nie da się odzobaczyć.

klepanie po tyłkach zawody buttslaps
REKLAMA

ButtSlaps, czyli pato-zawody w klapsach, to zupełnie nowa inicjatywa na freak fightowej mapie Polski. Podobnie jak w przypadku innych mutacji MMA, moda przywędrowała do nas oczywiście z Rosji. W naszym wykonaniu wyszedł cringe jakich mało i pewnie dlatego nawet o tym nie słyszeliście. Sorki, że zmieniłem ten stan rzeczy, ale nie chciałem tkwić samemu w tej niedoli.

W Polsce jak grzyby po deszczu powstają kolejne federacje i freak fightowe gale MMA. Wszystko jednak potrafi się człowiekowi znudzić, więc przedsiębiorczy Polacy wychodzą z zupełnie nowymi pomysłami, które coraz dalej odstają od sportów walki. Pewnie obiły wam się o uszy zawody w piciu wódki, czyli AlkoMaster lub pojedynki w strzelaniu sobie z liścia - PunchDown.

REKLAMA

Ta ostatnia impreza pewnie już nie powróci, bo jeden z zawodników zmarł, ale za to narodziły się nowe pato-zawody: ButtSlaps od Freak Fighters. Polega to dosłownie na dawaniu klapsów w tyłek, w wykonaniu pań.

Zawody w klapsach w tyłek przywędrowały do nas z Rosji. W Polsce jednak wyszło to biednie.

Ojczyzną zawodów jest Rosja i jest to stosunkowo młoda "dyscyplina". Pierwsze filmiki i artykuły na ten temat pochodzą z 2019 roku. Kiedy włączycie poniższe nagranie, to zrozumiecie, że wcale tu nie chodzi o to, by pokazać, kto jest silniejszy lub ma lepszą technikę (?).

Same zawody powstały jako umilacz czasu na imprezie kulturystycznej  Yashankin Cup w Moskwie. Faceci już wcześniej policzkowali się pod okiem sędziów (choć nawet w Polsce były też kobiece pojedynki), więc zorganizowano też coś specjalnie dla kobiet. Aczkolwiek wciąż uważam, że to zawody, których fanami będą głównie mężczyźni.

W Polsce postanowiono zrobić z tego całą imprezę (bo chyba nikt nie włączył tego dla konferencji prasowej). Jej inicjatorem jest nowa federacja Freak Fighters. Już w zapowiedziach, w których linkowano filmiki z Rosji, a także Rumunii, mogliśmy się dowiedzieć, że "u nas będzie zupełnie inaczej". I faktycznie dotrzymali obietnicy.

"Marzy ci się fejm i zmiana życia? Zgłoś się już teraz, a może i ty dołączysz do naszej karty walk, na której pojawi się wiele głośnych nazwisk!" - czytamy na Instagramie. Początkowo event miał się odbyć 13 lutego, ale został przeniesiony. Pierwsza gala (a właściwie konferencja z kilkoma pojedynkami) odbyła się 27 marca i może gdyby nie Oscary i inba z Willem Smithem, to byłoby o tym głośniej.

A może dlatego, że wyszło to biednie i amatorsko, spięcie między zawodnikami były robione zupełnie na siłę, prowadząca nie wiedziała, gdzie jest, a oglądanie "walk" powinno być zakazane przez Konwencję Genewską.

Klapsy w tyłek w "walce" wieczoru dawały sobie niszowe influencerki. Tego nie da się odzobaczyć.

Możliwe też, że gala została przeniesiona, bo nie było chętnych. "Walką" wieczoru był bowiem pojedynek "ikon internetu" (tak zostały podpisane) – Lasuczity i Sandry S. Coś wam to mówi? Nie, to już służę pomocą. Pierwsza z nich to nastolatka, która stała się sławna dzięki tiktokom z obozu Teamu X. Ta druga to wytatuowana miłośniczka operacji plastycznych i piosenkarka, która zasłynęła viralowym kawałkiem Big Klamoty (obejrzyjcie teledysk, to zrozumiecie, dlaczego).

Ich pojedynek był tak emocjonujący jak wiązanie butów. Influencerki po prostu klepały się na zmianę po tyłkach. Przypatrywała się temu para sędziów, która po wszystkim oceniła, która z pań dawała lepsze klapsy. Starcie wygrała tiktokerka, ale organizatorom nie udało się uchwycić prostego "ducha" pato-zawodów z Rosji, w których dziewczyny nosiły obcisłe spodnie lub legginsy.

Wcale tam nie chodziło (tylko) o względy wizualne, ale jakiś element rywalizacji przez przyjmowanie soczystych ciosów. Piosenkarka miała spódniczkę, a tikokerka grube dresy, które amortyzowały klapsy. Jaki to ma sens? Nie wiem, ale przynajmniej jest bezpieczniejsze niż nawalanie się po twarzach.

Zawody ButtSlaps od Freak Fighters to żenada miesiąca (bo do końca roku jeszcze trochę).

Całą konferencję prowadziła kolejna "ikona" internetu - Izabela Kisio-Skorupa. To 63-letnia celebrytka z ogromnym parciem na szkło, która już raz brała udział w gali freak fight. Poziom jej konferansjerki idealnie pasował do całych zawodów. Jakby tego było mało, co chwilę myliła nazwę imprezy i rozmawiała z reżyserką przez włączony mikrofon.

Niektórym jednak taka amatorka się najwyraźniej podobała. To jednak wciąż nic przy pojedynkach mężczyzn na kopniaki w łydki. One też były częścią tej surrealistycznej konferencji. Aż dziwię się, że nikt nie rozwalił komuś kolana lub ścięgna. To jest dopiero pseudo-sport, a całość możecie, ale naprawdę nie musicie, obejrzeć tutaj.

REKLAMA
Screeny z YouTube

Komentarze internautów są albo sarkastyczne, albo po prostu wyrażają głębokie zażenowanie. Niektórzy nie dowierzają w to, co zobaczyli, inni nazywają konferencję Freak Fighters parodią Fame MMA, a nawet uważają, że przebiła dno, na którym była gala MMA VIP z Marcinem Najmanem i gangsterem Słowikiem. To naprawdę osiągnięcie i już sam nie wiem, czy da się zejść jeszcze niżej. A nie, przecież kolejna gala tej federacji już 22 maja, więc wszystko przed nami.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA