1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Nie płaczcie, "Batman" będzie brutalny i bez kategorii R. W niej chodzi głównie o rzucanie mięsem

Superbohaterski fandom ma czasami tendencje do robienia afery z zupełnie banalnych kwestii. Nie spodziewałem się jednak nigdy, że część fanów Mrocznego Rycerza wezwie do bojkotu nadchodzącego filmu "Batman" z powodu... nieodpowiedniej kategorii wiekowej. Nie dość, że w rzeczywistości to wcale nie powinno być problemem, to istnieje jeszcze druga kwestia. Czy Batman w ogóle powinien być brutalny?

batman 2022 film warner bros kategoria r afera

"Batman" jest jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów w 2022 roku. Każdy z trzech opublikowanych do tej pory zwiastunów produkcji utwierdzał mnie mocniej w przekonaniu, że możemy mieć tutaj do czynienia z jednym z największych hitów od lat. Nie tylko od strony finansowej, ale też artystycznej, co wśród produkcji superbohaterskich zdarza się niestety coraz rzadziej. Nowy "Batman" wygląda fenomenalnie i zapowiada się na dzieło doskonale dostosowane do świata, postaci i estetyki komiksów o Mrocznym Rycerzu.

Zwiastuny potwierdziły też, że będzie to opowieść brutalna i realistyczna, ale nie idąca w tej pogoni za autentycznością tak daleko jak trylogia Christophera Nolana. I choć uwielbiam filmy Brytyjczyka o Batmanie, to odejście od realizmu zupełnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się na bardziej komiksowy styl nowej produkcji. Również dlatego, że pasuje on najlepiej do radzenia sobie z ograniczeniami kategorii wiekowej PG-13. A było dla mnie z góry oczywiste, że "Batman" właśnie takową otrzyma.

Dlatego obecna afera w mediach społecznościowych mnie zaskoczyła. "Batman" nie potrzebuje kategorii R, a mimo to ludzie krzyczą nawet o bojkocie.

Wystarczy zerknąć na dowolną dyskusję pod postem dotyczącym kategorii wiekowej nowego "Batmana", by zobaczyć tłumy wściekłych fanów. Nie byłoby to może sprawą godną naświetlenia i krytykowania, bo wielbiciele poszczególnych popkulturowych marek mają przecież prawo do wyrażania swoich opinii. Wielokrotnie tego prawa broniłem, ostatnio przy okazji "Ligi Sprawiedliwości Zacka Snydera". Problem w tym, że tej jeden raz rzesze oburzony najwyraźniej nie wiedzą, o czym mówią. Kategoria R nie jest wcale niezbędna, by mieć mroczny i brutalny film.

Oszczędzę sobie wymieniania wszystkich mocnych produkcji z ostatnich 20 lat, które zmieściły się w kategorii PG-13. Samo przeczytanie takiej listy zajęłoby pewnie z kilkanaście minut. Dość powiedzieć, że wszystkie blockbustery z udziałem Mrocznego Rycerza wyprodukowane w XXI wieku otrzymały identyczny wskaźnik. Błędem byłoby myślenie, że zbliża to najnowszą adaptację bohatera DC do przyjaznego również bardzo młodym widzom Marvel Cinematic Universe. W informacji o ratingu "Batmana" wprost mówi się o "mocnych, brutalnych i niepokojących treściach", "wykorzystaniu używek", "wulgarnym języku" i "sugestywnych materiałach" (ostatni fragment dotyczy szeroko pojętej erotyki).

Brak kategorii R nie zaprzecza istnieniu wszystkich tych elementów. Świadczy jedynie o tym, że w filmie Matta Reevesa zabraknie wielu przekleństw związanych z tematyką seksualną (nie liczcie więc na rzucanie "k*rwami" jak u Patryka Vegi), ekstremalnie brutalnych scen ocierających się o gore czy scen w wyraźny sposób erotycznych. Czy cokolwiek z tej listy jest potrzebne takiej postaci jak Batman? W żadnym razie. Granica jego brutalności i tak jest z każdą dekadą przesuwana o kilka kroków dalej, ale nawet ponury strażnik Gotham pewnych granic nie powinien przekraczać.

Postaci takie jak Carnage czy Spawn potrzebują kategorii R. Batman nie zabija i jest bohaterem, więc czemu miałby kląć na każdym kroku i kogoś torturować?

Po ogłoszeniu decyzji o przyznaniu ratingu PG-13 filmowi "Venom 2: Carnage" publicznie skrytykowałem nadmierną ostrożność Sony. Wtedy mieliśmy jednak do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Carnage to seryjny morderca bez najmniejszych ludzkich odruchów, który specjalizuje się w zabijaniu ze szczególnym okrucieństwem. Opowiedzieć o nim można tylko i wyłącznie balansując na granicy między nieuzasadnioną przemocą a totalnym kiczem. Wiedzą to wszyscy czytelnicy komiksów o tym przeciwniku Spider-Mana. Bez tego traci on całą swoją moc, znacznie bardziej niż choćby Joker, którego solowy film przecież dostał kategorię R.

Moje obawy były uzasadnione. Cletus Kasady z nowego filmu zupełnie nie przypominał siebie z komiksów. Ani pod względem charakteru i motywacji, ani poziomu brutalności. Nie waham się powiedzieć, że również z tego powodu "Venom 2: Carnage" spluwa fanom obu bohaterów w twarz. Tylko Batman to przecież nie Carnage. Ba, to nawet nie Wolverine, czyli jedyny superbohater, który w ostatnich latach dostał kategorię R. W pozostałych przypadkach chodziło o jednoznacznych złoczyńców lub co najwyżej postaci pozbawionych skrupułów antybohaterów.

Dochodzi do tego jeszcze oczywiście aspekty finansowy. Wytwórnia Warner Bros. ewidentnie zachłysnęła się fenomenalnym wynikiem "Jokera", po czym zaczęła bez ładu i składu pozwalać swoim filmowcom na więcej. Tylko czy "Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" faktycznie musiała być filmem dla dorosłych? Czemu to miało służyć, w jaki sposób zwiększyło potencjał tej historii? Nie mam najmniejszego pojęcia. W przypadku nowego "Legionu samobójców" dało się przynajmniej wytłumaczyć taką decyzję chęcią zbliżenia bohaterów filmu do bezwzględnych zabójców znanych z komiksów. Choć oczywiście nadal była to dosyć niemądra decyzja z punktu widzenia finansów.

Batman jest najważniejszym bohaterem DC i musi osiągnąć kasowy sukces. Wytwórnia Warner Bros. potrzebuje go jak tlenu.

Dlatego decyzja o dopasowaniu tegorocznego filmu do wymagań PG-13 była po prostu racjonalna. W niemalże niczym nie ogranicza fabuły i jeszcze w dodatku pasuje do etosu wyznawanego przez Bruce'a Wayne'a. Przypominam, że jego nadrzędną zasadą jest: "Nie zabijaj". Czasem pogodzenie tej zasady z naciskiem na brutalną akcję prowadzi do dosyć absurdalnych efektów (jak w grach z serii "Arkham" czy "Batman v Superman"), ale nigdy na tyle, by tłumaczyło to całkowite zerwanie Mrocznego Rycerza z moralnością.

Odnoszę zresztą wrażenie, że obecna burza w internecie to po część próba odreagowania na ostatnie informacje o Benie Afflecku. Wcielanie się w Batmana było dla tego aktora ciężarem, zwłaszcza na planie "Ligi Sprawiedliwości". Dlatego właściwie definitywnie pożegnamy jego wersję po premierze "Flasha". W międzyczasie "Batfleck" mocno zyskał na popularności i wielu widzów chętnie zobaczyłoby go jeszcze kilka razy w tej roli. Gdy tylko pojawiło się podejrzenie, iż "Batman" nie spełni oczekiwań, to wszyscy tym bardziej odwrócili głowy w stronę Afflecka. Ale to przecież absurd, bo nawet mający bardzo brutalną scenę walki w hangarze "Batman v Superman" zmieścił się ramach kategorii PG-13.

Campowy Batman z czasów Adama Westa już nie powróci. Nie oznacza to jednak, że należy znieść wszelkie granice.

Ze swojej strony chciałbym też zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Czy naprawdę za każdym razem trzeba ukazywać fizyczne obrażenia bez jakiejkolwiek cenzury? Czasami to, czego nie widać, naprawdę działa mocniej niż to, co zostaje pokazane w najdrobniejszym detalu. Jedną z najbardziej wstrząsających i mocnych scen w filmowej karierze Batmana jest przecież ta z Jokerem i ołówkiem z "Mrocznego Rycerza".

Na najbardziej podstawowym poziomie nie przedstawia ona nic niezwykłego. Nie widzimy ani kropli krwi czy nawet ciała zabitego człowieka. A mimo to ten pojedynczy moment od lat prześladuje setki tysięcy widzów. Dlatego nie warto robić afery wokół sprawy, która nijak nie powinna budzić kontrowersji. Nie wiem, czy "Batman" będzie udanym filmem. Nikt z nas tego jeszcze nie wie. Natomiast szczerze wątpię, by przyczyną jego ewentualnej porażki miał być brak kategorii R.