1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

Śmierć Apetora zdruzgotała fanów, ale jego twórczość podzieliła widzów

Minał już ponad tydzień od śmierci Tora Eckhoffa – legendy YouTube'a, który od lat nagrywał szalone filmiki na kanale Apetor. Wielu jego fanów do tej pory nie może się pogodzić z jego stratą. Są też i tacy, którzy twierdzą, że promował patologię i zginął na własne życzenie.

youtuber apetor nie zyje internauci smierc

Apetor zmarł kilka dni po opublikowaniu filmu zatytułowanego "Nie umarłem, mam 57 lat". Dlatego pierwsze informacje o jego śmierci niektórzy traktowali jako prank. Czekali na kolejne nagranie, na którym Norweg to wszystko obśmieje, napije się łyka wódki i dalej będzie śmigać na łyżwach w samych majtkach. Tak się jednak nie stało.

26 listopada prawdopodobnie nie wypłynął w porę spod lodu w czasie kręcenia swojego ostatniego wideo. Według relacji mediów - przed śmiercią ktoś usłyszał jego krzyk. To właśnie przypadkowy przechodzień wezwał pomoc. Nurkowie wyłowili z jeziora jego ciało, które zostało zabrane helikopterem do szpitala w Oslo. Pomimo usilnych starań lekarzy, youtubera nie udało się uratować. Zmarł dzień później. Policja prowadzi w tej sprawie śledztwo. Funkcjonariusze podali, że na zamarzniętym jeziorze był wycięty przerębel.

Internauci płaczą za Apetorem. Jak mors żłopiący wódkę dawał szczęście tylu ludziom?

Kiedy pierwszy raz oglądamy jego nagrania, nie dostrzegamy w nich nic niezwykłego, a wręcz przeciwnie. Zastanawiamy się, jak taki gość mógł zgromadzić wokół siebie tylu widzów (przeważająca część z Polski – w 2016 r. stanowili nawet 80 procent oglądających).

Jego kanał ma ponad 1,2 mln subskrybentów, a pierwsze wideo wrzucił aż 15 lat temu: w 2006 roku nieco ponad rok po założeniu serwisu. Był więc jednym z najdłużej działających twórców, choć też nie wszyscy go znali.

Niektórzy mogliby określić jego twórczość patostreamingiem – w końcu wódka była nieodłącznym elementem filmów Apetora, a część obserwatorów wprost określała twórcę chlejusem – świat Norwega to żadne nurzanie się w alkoholu. Sam youtuber przyznawał zresztą w rozmowach, że wcale nie pija dużo, a wódkę kosztuję tylko łykami. Głównie na potrzeby kręcenia filmów. To, co przede wszystkim wybija się w jego twórczości, to radość i prostota życia. O sobie mówił zwykły gość, a nie twardziel

czytamy w artykule na Newonce.

Apetorowi nie można odmówić oryginalności. Filmiki najsłynniejszego morsa świata były poszatkowane przeciwnymi ujęciami i praktycznie nieme – najczęściej słychać było jego westchnięcie po zaczerpnięciu łyka wódki (bardzo lubił polską gorzałkę, stąd też takie uwielbienie nad Wisłą) lub odgłos "ip ip".

Na jednym nagraniu udawał psa, jeździł na łyżwach z piłą mechaniczną, wiele razy wpadał też do wody, gdy załamywał się pod nim lód. Całość swoją formą przypominała eksperymentalne klipy pokazywane na telewizorach w galeriach sztuki współczesnej. Jednak to tylko czubek góry lodowej. Internauci dostrzegali w tym głębszy przekaz, który miał ogromny wpływ na ich życie.

Screeny z Reddita, Wykopu, YouTube i Facebooka

"Dawał mi uśmiech i radość jak nikt inny w tych poj*banych czasach", "Apetor nauczył mnie jednego: by czerpać radość z każdej sekundy życia", "Trzymaj się morda, byłeś jednym z nielicznych kanałów na tej staczającej się platformie, który wywoływał we mnie wewnętrzne ciepło", "Chryste, ale mi smutno. Uwielbiałem jego filmy, miały w sobie tak nie spotykany dziś spokój i autentyczność" – czytamy w komentarzach internautów z całego świata w wielu miejscach sieci.

Wiele osób pisze, że płakało i dalej się nie otrząsnęło się po jego śmierci (ciągle powstają nowe komentarze pod jego filmami), a nadchodzące święta będą dla widzów wyjątkowo smutne. Chociażby to dowodzi temu, że rzeczywiście nie był kolejnym patostreamerem, których nikt by nie żałował. Niektórzy zapalają nawet znicze pod ambasadą Norwegii.

Screen z Reddita

Apetor nie był youtuberem bez skazy, ale niewielu zwracało na to uwagę.

Czasem się zastanawiam, czy gdyby Apetor zaczął tworzyć dopiero dziś, jego kanał cieszyłby się takim powodzeniem i nie znalazłby się pod ostrzałem mediów. Nikomu nie robił krzywdy, promował bliski kontakt z naturą, ale jednak pokazywał szalenie niebezpieczne zachowania jako coś fajnego i normalnego (tylko niektóre filmiki mają zapytanie o wiek). Pływanie po alkoholu jest niewskazane latem, a co dopiero zimą. I to w przeręblu.

Jego filmiki są przez fanów uważane za "satysfying", ale mam nadzieję, że nikt nie próbował tego powtarzać – przynajmniej pod względem picia, bo już widziałem deklaracje uczczenia jego śmierci na jeziorze w Norwegii. Widziałem jednak również komentarze, w których internauci dziękowali mu za to, że zmotywował ich do morsowania. Ta aktywność w odpowiednich warunkach jest akurat korzystna dla zdrowia.

Przypomnę, że "morsing" stał się megapopularny w naszym w kraju m.in. ze względu na lockdowny (zaraz obok domowego wypieku chleba) i potrzebę wzmocnienia odporności. Jednak chwalenie i bronienie Apetora, gdy krytykowaliśmy gamerów za drunk streamy (a przecież wielu osobom też dawały radochę), jest w pewien sposób hipokryzją.

Niektórzy internauci obwiniają Apetora za własną śmierć.

Pod artykułami o jego śmierci przewijają się z rzadka głosy mówiące o patologii, nazywające go "idiotą" lub twierdzące, że zmarł z własnej winy. "Nieprawdopodobne, co ludzie zrobią dla odrobiny atencji. Plus jego filmiki były po prostu głupie. Tak, masz 57 lat i jesteś teraz martwy. Prawdopodobnie utonąłeś będąc pijanym. Było warto?" - czytamy w jednym z komentarzy pod ostatnim nagraniem na YouTube.

Apetor w 2018 roku powiadomił, że ma raka jelita grubego. Zrobił to w swoim ekstrawaganckim stylu. Podkreślił, że nie wynikało to z jego stylu życia, ale przewlekłej choroby. Po wycięciu nowotworu musiał korzystać z worka kolostomijnego. Na Wykopie jeden z użytkowników sugeruje, że rodzina (osierocił syna i żonę) powinna odpowiedzieć za... defraudację, ponieważ dalej siebie narażał. Argument trochę od czapy, bo ludzie powinni korzystać z życia po operacji, ale pokazujący, że nie wszyscy w taki sam sposób zareagowali na jego śmierć.

Screeny z YouTube i Wykopu

Przywoływany jest też wywiad z 2016 roku, którego udzielił polskiemu blogerowi Piotrowi Browinowi. Norweg często igrał ze śmiercią, ale zdawał sobie z tego sprawę. Niektórzy uważają, że poniższe słowa były bardzo prorocze. Nadal jednak nie znamy dokładnych przyczyn zgonu.

Co najbardziej szalonego zrobiłeś w swoim życiu?

Hmm… Chyba szalone jest to co czasem robię w zimę. Wycinam otwór w lodzie na zamarzniętym jeziorze i wpływam do środka. Bardzo to lubię, jednocześnie boję się, że jak nie znajdę dziury, kiedy będę wracał, to umrę

– odpowiedział Apetor.

Śmierć Apetora jest często podsumowywana komentarzem "Umarł robiąc to, co kochał". To bardzo poetyckie określenie, ale mające mało wspólnego z rzeczywistością. Zabrzmię okrutnie, ale jego śmierć powinna być raczej przestrogą dla ewentualnych naśladowców. Jestem też przekonany, że nie chciał opuścić swojej rodziny.

Tor Eckhoff na pewno żył robiąc to, co kochał i dawał przy tym radość wielu ludziom. Prawdziwa legenda YouTube'a, która jak na ten serwis przystało - nie uniknęła kontrowersji.