1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Marvel bez Iron Mana, Thora i Spider-Mana nie istnieje. Takie MCU nie może się udać

marvel cinematic universe iron man thor pozew

Kilkadziesiąt godzin temu świat obiegła informacja, że Marvel znajduje się w dużych tarapatach. Dom Pomysłów może stracić prawa do takich bohaterów jak Thor, Spider-Man, Iron Man czy Czarna Wdowa. Bez nich Marvel Cinematic Universe wyglądałoby śmiesznie. Jak dokładnie? Spróbujmy to sobie wyobrazić.

W ostatni piątek do sądu w Los Angeles wpłynął oficjalny pozew przeciwko grupie komiksowych twórców i ich spadkobierców, którzy walczą o wycofanie licencji na stworzonych przez nich bohaterów. Gdyby do tego doszło, to Marvel nie mógłby dalej korzystać z takich superbohaterów jak Iron Man, Spider-Man, Thor, Hawkeye, Czarna Wdowa, Falcon, Kapitan Marvel, Blade, Ant-Man i Doktor Strange, a także pobocznych postaci pokroju cioci May i wujka Bena. Dla należącej do Disneya firmy byłaby to kolosalna strata. Wystarczy spojrzeć na istniejące i zapowiedziane produkcje Marvel Cinematic Universe.

Thor dostał do tej pory trzy solowe filmy, podobnie Iron Man, Spider-Man i Ant-Man dwa, a Doktor Strange, Czarna Wdowa i Kapitan Marvel po jednym. Oprócz tego zagrali w szeregu produkcji poświęconych Avengers (podobnie jak Hawkeye i Falcon, którzy z kolei są głównymi bohaterami dwóch z czterech tegorocznych seriali Disney+). Z całego tego grona tylko Blade nie pojawił się jeszcze w MCU, ale jego film został już oficjalnie zapowiedziany. Wyobrażenie sobie kinowego uniwersum Marvela bez wspomnianych herosów jest czymś niemal niewiarygodnym.

Avengers z samymi Kapitanem Ameryką i Hulkiem? To nie mogłoby się udać.

Z całej 1. fazy MCU ostają się tylko "The Incredible Hulk" i "Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie". Poza tymi dwoma bohaterami nie byłoby też innych Avengersów. To nie mogłoby się udać, więc Marvel musiałby poszukać innych herosów. Co ważne, w to grono nie mogliby wejść Spider-Man, a także członkowie X-Menów i Fantastycznej Czwórki, bo Marvel nie miał wtedy jeszcze do nich praw. Wyobraźcie sobie sytuację, że Chitauri atakują Nowy York. Kapitan Ameryka staje im naprzeciw i krzyczy: "Avengers Assemble!". Podbiega do niego jeden jedyny Hulk i obaj zostają błyskawicznie zdominowani przez setki obcych najeźdźców. Smutny koniec Ziemi, a dla widzów zupełnie bezsensowny koniec filmowego uniwersum, które ledwie ruszyło.

Alternatywne MCU

Tak nie mogło być, więc Marvel musiałby znaleźć kogoś na zastępstwo. Tylko kogo? Zamiast Iron Mana można by zaproponować War Washine'a, choć miałoby to niewiele sensu z punktu widzenia historii tego bohatera. Kate Bishop na podobnej zasadzie mogłaby wejść w buty Hawkeye'a. Do tego grona dorzuciłoby się jeszcze kilku mniej popularnych Avengers z przeszłości (przychodzą do głowy Wonder Man i Adam Warlock). Kto jeszcze? Daredevil, a może Moon Knight? Część problemów dałoby rozwiązać sięgając szybciej po Ultrona i Visiona. Tylko czy popularność wszystkich tych superbohaterów wystarczyłaby do odpalenia MCU?

Thanos kontra Adam Warlock oraz Zimowy żołnierz jako protegowany Kapitana Ameryki, na wzór relacji Starka z Peterem Parkerem - scenariuszy nie brakuje.

Kapitan Ameryka stanąłby wraz ze swoim młodym podopiecznym naprzeciw Czarnej Pantery pragnącego zemsty za śmierć ojca? Ale kto w takim razie by go zabił? Nastolatek walczący u boku herosa II wojny światowej, a może sam Steve Rogers? I z kim miałby jak równy z równym powalczyć Hulk? Czy dostalibyśmy bliższą komiksowej wersji arenę gladiatorów z "Planet Hulk" lub do Avengers trafiłby Sasquatch? Co z magiczną stroną uniwersum? Bez Doktora Strange'a zostałaby tylko Scarlet Witch. Jej romans z Visionem mógłby wyglądać podobnie, ale co dalej nie wiadomo.

Znacznie biedniej musiałaby wyglądać też finałowa bitwa z siłami Szalonego Tytana. Z jeden strony Thanos i jego potężna armia. A z drugiej? Kapitan Ameryka wzywający Cloak i Daggera wraz Wonder Manem, Adamem Warlockiem i Strażnikami Galaktyki, Czarna Pantera u boku swoich poddanych, być może The Defenders z seriali Netfliksa. Żadnych potężnych czarnoksiężników, bo kto właściwie miałby ich tam przywołać? Chyba nie Wong współstworzony przez Steve'a Ditko, więc zapewne też podlegający pod obecny proces.

Wszyscy przybiegliby na nogach? A może pomogłaby Scarlet Witch? Tylko skąd właściwie Kapitan Ameryka wiedziałby o wsparciu, skoro Falcon też nie mógłby się pojawić w MCU? Bo chyba nie od Rocket Racoona. Zresztą o czym tu mowa. Bez Strange'a nie byłoby przewidywania przyszłości, bez Iron Mana podróży do przeszłości, a bez nich wszystkich żadnej filmowej serii.

Nowe MCU

Marvel Cinematic Universe byłoby szybką i krótką, ale nie bezbolesną porażką.

Jeśli wszystko to brzmi dla was jak totalny nonsens, to bardzo słusznie. Zresztą z dwóch różnych powodów. Pierwszy jest prosty, Nie sposób wyrwać aż tylu elementów z istniejącego MCU i wciąż rozmawiać jak mogłoby wtedy wyglądać. Odpowiedź brzmi: "Nie mogłoby". Nie ma nawet takiej opcji. To tak jakby DC próbowało zrobić "Ligę Sprawiedliwości" bez Batmana, Supermana i Wonder Woman. Na coś takiego można się tylko popukać w czoło. To musiałoby być zupełnie inaczej skonstruowane filmowe uniwersum.

Natomiast po prawdzie drugi powód jest jeszcze gorszy. Po co w ogóle byłaby komuś seria poświęcona superbohaterom z drugiego czy nawet trzeciego szeregu? Filmy potrafią wynieść czasem nieco zapomniane postaci do dawnych szczytów - Iron Man sam w sobie jest na to dowodem. Ale czym innym pojedynczy bohater wracający do łask, a czym innym konieczność oglądania zmagań postaci, które nikogo przesadnie nie obchodzą. Dlatego nie lekceważcie toczącego się od niedawna procesu. Bo Marvel nawet bez niego ma problem z bohaterami, a co dopiero stałoby się, gdyby stracił jeszcze swoje pozostałe gwiazdy. Thor, Blade, Doktor Strange czy Spider-Man wciąż mają przed sobą filmy. Jak biedniej wyglądałaby 4. faza MCU również bez nich?