1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Kuba Wojewódzki gościł Lil Masti i Szelągowską. I spoko, tylko po co robi z siebie „wujka z wesela”?

kuba wojewódzki lil masti dorota szelągowska seksizm

Oglądanie wczorajszego epizodu w wielu osobach wzbudzi ogromny dyskomfort, ale to nie Lil Masti i Dorota Szelągowska wypadły źle na kanapie u Wojewódzkiego. To sam prowadzący usilnie starał się pokazać swoje najgorsze oblicze.

Kuba Wojewódzki to celebryta, którego nigdy nie było łatwo darzyć sympatią, a w ciągu minionego tygodnia stało się to jeszcze trudniejsze. Gwiazdor TVN-u najpierw rozpuścił fake newsa o końcu swojego programu, a potem krytykował media za brak odpowiedzialności i propagowanie nieprawdy. Jeżeli dostrzegacie brak logiki w powyższym rozumowaniu, to nie muszę was przekonywać, że Kuba Wojewódzki ostatnią aferą skompromitował tylko siebie samego. To jednak nie koniec zamieszania z samozwańczym królem TVN-u. Jak wiadomo następny tydzień zawsze daje szanse do rozpętania nowych kontrowersji i właściwa okazja nadarzyła się już podczas wtorkowego wieczoru.

Na słynnej kanapie u Wojewódzkiego wylądowały tym razem Aniela Bogusz (znana jako Sexmasterka, a następnie Lil Masti) oraz Dorota Szelągowska. Portale plotkarskie najbardziej zainteresowały się wypowiedzią tej drugiej o jej najnowszym rozwodzie, taka już ich natura, ale w rzeczywistości ciekawsza była pierwsza część programu poświęcona Lil Masti. Nawet nie ze względu na samą influencerkę, która wypadła całkiem naturalnie i udanie. Widać było, że trochę się denerwowała, ale wybrnęła z kłopotów z głową, choć Kuba Wojewódzki jej tego bynajmniej nie ułatwiał. Od pierwszych minut rozmowy postanowił wejść w buty starego perwersa, który nie potrafi się powstrzymać przed nieeleganckimi i seksistowskimi komentarzami.

Kuba Wojewódzki wystartował z tekstem o wyglądzie Lil Masti, a potem już poleciał.

Jeżeli przywitanie z zaproszonym gościem polega na rzuceniu zdania: „Ty jesteś mega atrakcyjną... Przepraszam, bo ja cię zawsze widziałem w pozycji leżącej. Nie zawsze od strony twarzy”, to cała rozmowa zostaje ustawiona w bardzo konkretnym kontekście. Oczywiście z mężczyzną Kuba Wojewódzki nigdy nie rozmawiałby w taki sposób. Zresztą w kolejnych minutach prowadzący dalej sobie folgował, bo najwyraźniej spodziewał się obitej i zapuchniętej zapaśniczki tuż po walce (tak przynajmniej sugerują wypowiedzi Wojewódzkiego). Lil Masti jeszcze przed pierwszą przerwą reklamową mogła więc o sobie usłyszeć, że przy kimś takim jej chłopak musiał zacząć trenować MMA. Dlaczego? Bo jeśli zagalopuje się w trakcie orgazmu, to partnera zadusi.

Chwilę potem padło pytanie, czy dosiad w mieszanych sztukach walki oznacza siadanie komuś na twarzy. Wojewódzki dodał przy tym, że nie chce, by Bogusz demonstrowała mu chwyt, bo on tego nie potraktuje profesjonalnie. To wszystko wydarzyło się w pierwszych pięciu minutach rozmowy, a jednym z najważniejszych późniejszych wątków była cena sprzedawanych przez Sexmasterkę używanych majtek. Trudno powiedzieć, czy oglądanie tej dyskusji na antenie jednej z największych polskich stacji telewizyjnych (o przetrwanie której wielu Polaków od tygodni zażarcie walczy) było bardziej niekomfortowe czy po prostu smutne. Pewnie jedno i drugie.

Zobaczyliśmy wczoraj prawdziwe oblicze Kuby Wojewódzkiego, a może to tylko taka poza?

Tylko czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Wyszło żenująco i tak jakby cztery lata ruchu #MeToo nigdy się nie wydarzyły. Seks się sprzedaje, to nie jest żadna tajemnica. Dawna Sexmasterka sama powinna najlepiej to rozumieć. Nie daje to jednak prawa Kubie Wojewódzkiemu, żeby na każdym kroku posyłał w jej stronę otwarcie seksistowskie komentarze.

Można mieć różne zdanie o Fame MMA, ale deprecjonowanie zaangażowania Lil Masti jako sportsmanki przez ciągłe podkreślanie jej wyglądu i odwołania do seksu nie ma nic wspólnego z rzetelną krytyką. Czy tak wygląda rzetelne i poważne dziennikarstwo zdaniem Kuby Wojewódzkiego? Nie musieliśmy czekać nawet tygodnia na to, aż gwiazdor TVN-u skompromituje własne przesłanie. Nawet jeśli byliśmy świadkami tylko takiej pozy robionej „dla śmiechu”, efekt był żenujący.