Książki  /  Recenzja

Straszliwa przemoc szokuje tu najmniej. „Szatan w naszym domu” sprawi, że zwątpicie we własne wspomnienia

szatan w naszym domu recenzja

Wykorzystywanie seksualne córek to był tylko początek. Do zarzutów doszło znęcanie się, tortury, dzieciobójstwo, kanibalizm i uczestnictwo w krwawych satanistycznych rytuałach – z każdym tygodniem lista zbrodni, które miał popełnić Paul Ingram, rosła. Główną osobą, która dodawał kolejne zbrodnie do listy, był sam oskarżony.

„Szatan w naszym domu. Kulisy śledztwa w sprawie przemocy rytualnej” opisuje przedziwną historię śledztwa, które wstrząsnęło małym miasteczkiem Olympia w 1988 r. Paul Ingram, cichy, uprzejmy i pobożny zastępca szeryfa został nagle oskarżony przez swoje dwie córki o wykorzystywanie seksualne. Choć podejrzany z początku nie jest w stanie sobie przypomnieć popełnionych zbrodni, wierzy w oskarżenia – w końcu jego dzieci nie kłamią. W poszukiwaniu prawdy próbuje zagłębić się we własny umysł i znaleźć w nim wyparte wspomnienia. Znajduje horror.

„Szatan w naszym domu. Kulisy śledztwa w sprawie przemocy rytualnej” to reportaż, który przeraża, ale nie ze względu na opisane w nim okrucieństwa.

„Nie mogę zrozumieć, dlaczego, jeśli to zrobiłem, w ogóle tego nie pamiętam” – mówi podczas jednego z pierwszych przesłuchań skonsternowany Jim Rabie rzekomy wspólnik Ingrama. Śledczy uspokajają go, tak samo na początku było z Paulem, ale przy pomocy śledczych, lokalnego pastora i modlitwy wyparte wspomnienia można „odzyskać”.

Opisy tego, co miało się dziać w domy Ingramów, mogą jeżyć włos na głowie, ale Wright nie skręca w stronę delektowania się makabrą – wzięte z zeznań historie są wstrząsające, ale nie czuć w nich koloryzowania, podbijania na siłę emocji i nurzania się w taniej sensacji. Pomaga w tym niewątpliwie zasiana szybko przez autora wątpliwość dotycząca ich autentyczności. Nie znaczy to jednak, że przy czytaniu książki nie będzie nam towarzyszył strach – za rogiem nie będą się jednak czaić mroczni sataniści w długich szatach i z nożami w rękach, źródłem lęku będzie system, który nie tylko pozwalał na trwanie koszmaru rodziny Ingramów ale sam go nakręcał.

Książka opiera się na policyjnych aktach, zapisach przesłuchań, a także na wywiadach prowadzonych z osobami, w jakiś sposób w sprawę zaangażowanymi między innymi Paulem Ingramem i Richardem Ofshe, psychologiem i ekspertem od kultów i manipulacji, który pomagał policji przy sprawie Ingrama. Wiele miejsca poświęcono także niedoskonałościom pamięci i badaniom przeprowadzonym choćby przez znaną psycholog Elizabeth Loftus.

Dla Lawrenca Wrighta ta opowieść to pretekst do naświetlenia popularnego na przełomie lat 80.i 90. ruchu odzyskiwania wspomnień i wszechogarniającym lęku przed straszliwymi satanistycznymi kultami, których macki mają oplatać całe Stany Zjednoczone. Skala tego zjawiska i jego intensywność sprawiają, że autor porównuje je do polowań na czarownice, a spokojną i cichą Olimpię do niesławnego Salem.

„Szatan w naszym domu” to opowieść o lęku i religijnej histerii.

Nie ma tutaj wątpliwości, w co wierzy autora reportażu. Osoby oczekujące, że sprawa zostanie nierozwikłana, a one będą mogły wrócić do łóżka zastanawiając się, jak było naprawdę, będą rozczarowane – tu nie ma niedomówień i wątpliwości. Sprawa Ingrama jest zarysowana jako wyraźna porażka policji, wymiaru sprawiedliwości i systemu opieki psychicznej w Stanach Zjednoczonych, który po uwolnieniu zawodu terapeuty kompletnie zarzucił nad nim kontrolę.

Historia Paula Ingrama, jego rodziny, przyjaciół i śledczych, którzy próbowali stworzyć sensowny obraz z sieci sprzecznych lub niepełnych zeznań, bezsprzecznie jest wstrząsająca sama w sobie. Opowieść Paula Ingrama i jego córek szybko się rozpada. Nie tylko nie pasują do siebie ich wzajemne zeznania, ale na ich poparcie nikt nie może znaleźć żadnych dowodów, a te, które są, im przeczą. Nic to jednak – maszyna ruszyła i nic nie może jej zatrzymać. W swoją winę wierzy przecież nawet oskarżony – a przecież on najlepiej powinien wiedzieć, co się stało, prawda?