Dramy  /  Felieton

Radni i proboszcz sprawdzą, czy zespół Wiedźmuchy brata się z szatanem. Serio

wiedźmuchy okultyzm miłakowo wiedźmin 3 dziki gon
1829 interakcji
dołącz do dyskusji

Grupa artystyczna Wiedźmuchy znalazła się w oku cyklonu wywołanego przez Radę Miasta w Miłakowie. Miejscowi politycy sprawdzą, czy przebieranie się za czarownice i noszenie pod ręką miotły oznacza promocję okultyzmu i kumplowanie się z Szatanem. A co ciekawe, w całą sprawę mogą też być zamieszani wiedźmini z Kaer Morhen.

Polowanie na czarownice godne miasteczka Salem w Polsce 2021 roku? „Czemu nie?” – uznani radni leżącego w powiecie ostródzkim Miłakowa i postanowili rozpatrzyć na forum publicznym skargę dostarczoną przez Akcję Katolicką w Miłakowie. Jak donosi portal Onet, posiedzenie w tej sprawie miało pierwotnie odbyć się w miniony czwartek, ale politycy zmienili zdanie. Do spotkania z udziałem założycielki grupy Wiedźmuchy (pełniącą jednocześnie funkcję dyrektorki Miłakowskiego Domu Kultury) i miejscowym proboszczem dojdzie zapewne po okresie urlopowym. Wszystko po to, by całe zgrupowanie radnych mogło poznać argumenty obu stron i dojść do ewentualnego porozumienia.

Osobiście nie bardzo rozumiem, o jaki kompromis może chodzić w takiej sytuacji. Jeżeli radni Miłakowa naprawdę wierzą, że grupa 20 kobiet w różnym wieku wspierających się wzajemnie i występujących na lokalnych festynach (czasami w strojach wiedźm) szerzy w ten sposób okultyzm i brata się z samym Lucyferem, to o jakich negocjacjach może być mowa? Ze Złym się przecież nie dyskutuje, prawda? Oczywiście istnieje też druga opcja, że w tym co robią Wiedźmuchy nie ma absolutnie nic nagannego czy niewłaściwego. Tylko czemu miałyby w takim układzie ograniczać swoją działalność i podporządkowywać ją proboszczowi tudzież Akcji Katolickiej? Sensu w tym nie ma za grosz, ale w sumie ciężko go oczekiwać po fanatyzmie religijnym posuniętym tak daleko, że staje się żenującym absurdem.

Inna sprawa, że za kulisami całego konfliktu zapewne działają wiedźmini... znaczy wiedźminy.

Tak przynajmniej zdawał się sądzić jeden z miejscowych radnych Zbigniew Opoka, który w rozmowie z dziennikarzem Onetu podniósł pewną niezwykle istotną kwestię. Chodzi o zagadnienie, nad którym cała Polska zastanawia się, odkąd Andrzej Sapkowski po raz pierwszy napisał o Geralcie z Rivii. Czyli „Kim są ci cholerni wiedźmini?”. Ani to wiedźmy, ani czarodzieje. Mutanty zwykłe i to pewnie bratające się z mrocznymi pomiotami, na które niby to polują za naszą krwawicę:

– Myślę, że spotkamy się pod koniec sierpnia, bo teraz jest okres urlopowy.

– Może pan powiedzieć, czego dotyczy ta skarga? Po co to spotkanie?

– Ono ma wyjaśnić, co to są wiedźminy.

– Wiedźmuchy.

– Ja nie byłem na żadnym spotkaniu na Diablej Górze czy w domu kultury, ale członkowie komisji byli. I te dziewczyny są niby czarownice: przylecą, polatają na miotle. Niby kabaret, ale chcemy dokładnie się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi. Czy te Wiedźmuchy sieją na naszym terenie jakieś tam, powiedzmy…

– Okultyzm albo satanizm?

– No, chodzi o ten kult. Musimy to wyjaśnić. Co my, jako radni, możemy zrobić? Musimy to sprawdzić i dać odpowiedź.

– w taki sposób przebiegła rozmowa między przewodniczącym Komisji Skarg, Wniosków i Petycji a dziennikarzem.

Wiedźmini, wiedźmaki czy wiedźmiuchy – jak widać jeden diabeł i to taki, którego szanujący się polski radny powinien sprawdzić na własne oczy. Dla ostrożności oczywiście (i trochę też z powodu wciąż żywych wśród wielu osób zabobonów oraz nietolerancji). Wystarczy, że się czegoś nie rozumie, by od razu sięgać po metaforyczne widły i pochodnie. Cóż z tego ostatecznie wyniknie? Tego nie wiadomo, ale medialna afera wokół polowania na czarownice w Miłakowie na pewno nie przysporzy temu miastu wielu fanów. Co zapewne nie pozostanie bez wpływu na ostateczną decyzję podjętą przez radnych. Ze swojej strony poradziłbym tamtejszym politykom jedno: lepiej być pośmiewiskiem przez jeden dzień niż fanatykiem na całe życie. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.