1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Aktorze, siedź cicho, bo trwa walka o box office. Mark Ruffalo i John Cena przepraszają za własne poglądy

john cena szybcy i wściekli 9

Hollywood powoli wychodzi z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa, ale wpływy z box office wciąż są dalekie od idealnych. Dlatego wytwórnie walczą o każdego dolara i bardzo nie podoba im się, gdy ich finansom szkodzą zbyt długie języki aktorów. Przekonali się o tym właśnie Mark Ruffalo i John Cena.

W dobie mediów społecznościowych głos najpopularniejszych celebrytów jest bardzo donośny i potrafi wpływać na postawy oraz zachowania setek tysięcy fanów. W niektórych przypadkach efekty tego trendu są bardzo pozytywne (np. dzięki Elliotowi Page'owi wiele osób lepiej zrozumiało uczucia osób transeksualnych), ale czasami zaangażowanie milionów odbiorców potrafi się obrócić przeciwko gwiazdom.

Doskonale przekonała się o tym Gal Gadot, która na początku tegorocznej odsłony konfliktu izraelsko-palestyńskiego wyraziła poparcie dla militarnych działań swojego kraju. A ponieważ standardowo wysokie poparcie dla Izraela w USA zaczęło w ostatnich latach wyraźnie maleć, to wyznanie aktorki spotkało się z bardzo negatywnym odzewem. Co z kolei stanowi potencjalne ryzyko dla dochodów nadchodzących produkcji z ich udziałem. Dlatego Hollywood bardzo nie lubi, gdy aktorzy angażują się międzynarodowe spory i swoimi wypowiedziami irytują mocarstwa.

Dlatego nie ma przypadku w tym, że John Cena i Mark Ruffalo musieli błyskawicznie przepraszać za własne słowa.

Gwiazdor Marvel Cinematic Universe jest jednym z najbardziej zaangażowanych politycznie amerykańskich aktorów. Na swoim Twitterze często komentuje społeczne kontrowersje i ustawia się na pozycji obrońcy lewicowych wartości. W ostatnim czasie często wyrażał też swoją opinię na temat zbrojnych walk toczących się w Palestynie. Początkowo występował w roli obrońcy życia Palestyńczyków (m.in. za sprawą hashtaga #PalentiniansLIvesMatter) i krytykował poczynania Izraela. Ale dzisiaj w nocy niespodziewanie opublikował tweeta, w którym przeprosił za poprzednie wiadomości:

Przemyślałem sprawę i chcę przeprosić za posty dotyczące ostatnich walk między Izraelem i Hamasem, w których sugerowałem, że Izrael dokonuje „ludobójstwa”. Nie było to stwierdzenie zgodne z prawdą, a w dodatku podburza ludzi i pokazuje brak należytego szacunku. Jest też wykorzystywane do wytłumaczenia antysemityzmu w kraju i za granicą. Teraz należy unikać hiperboli.

Większość internautów obserwujących Ruffalo na Twitterze skrytykowało taką postawę aktora. Nie umknął też ich uwadze fakt, że w najnowszej wiadomości gwiazdor ani razu nie użył słowa „Palestyna” i zamiast tego napisał o Hamasie. Co w trwającej właśnie wojnie informacyjnej jest bardzo na rękę zwolennikom twardej interwencji zbrojnej ze strony Izraela. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem założyć, że ktoś zasugerował Markowi Ruffalo zmianę stanowiska. Bo jednoznaczne wsparcie Palestyńczyków mogłoby mieć nieprzyjemne konsekwencje finansowe choćby dla Disneya, z którym Amerykanin będzie nadal współpracować przy okazji przyszłych projektów MCU.

Jeszcze bardziej oczywisty jest polityczny kontekst przeprosin Ceny, który zagrał w filmie „Szybcy i wściekli 9”.

Nie od dzisiaj wiadomo, że hollywoodzkim wytwórniom bardzo zależy na zwiększenie dochodów na bardzo wymagającym i nieprzewidywalnym rynku chińskim. A sprawy nie ułatwia komunistyczny reżim, który potrafi zablokować dystrybucję filmu w zemście za zatrudnienie zbanowanych aktorów czy reżyserów lub podjęcie krytycznych wobec Chin tematów. Dlatego Hollywood lubi się wysługiwać Pekinowi w zamian za obietnicę większych zysków.

W zeszłym roku szerokim echem odbiły się m.in. kontrowersje wokół „Mulan”. Gwiazda filmu wspierała policję zwalczającą protesty w Hongkongu, a w jego napisach końcowych zamieszczono podziękowania dla regionu pełnego obozów koncentracyjnych dla Ujgurów. A teraz w ślady Disneya idącego na rękę Chińczykom poszła wytwórnia Universal Pictures. Wszystko z powodu wielkiej premiery filmu „Szybcy i wściekli 9” na terenie Hongkongu, Tajwanu i reszty Chin.

Gwiazdy produkcji wzięły udział w szeroko zakrojonej akcji promocyjnej, w trakcie której Vin Diesel opowiadał choćby jakoby Chiny stanowiły część wielkiej rodziny „Szybkich i wściekłych”. I właśnie z tego powodu 9. część produkcji trafiła do tamtejszych widzów o miesiąc wcześniej niż na całym świecie. Podobne opowiastki można oczywiście włożyć między bajki, ale Universal Pictures ma obecnie większe problemy niż przekonywanie Zachodu co do prawdziwości podobnych bzdur. A to dlatego, że w trakcie jednego z wywiadów John Cena nazwał Tajwan „pierwszym państwem, które będzie mogło obejrzeć F9”.

Chińczykom nieuznającym niezależności tzw. Republiki Chińskiej się to bardzo nie spodobało.

Dlatego były wrestler musiał błyskawicznie opublikować na platformie Weibo wideo z przeprosinami. Brzmi ono dosyć absurdalnie, bo gwiazdor nie odnosi się nawet do tego, za co przeprasza. Podobnie jak Mark Ruffallo przestaje mówić o Palestynie, tak Cena ani słowem nie wspomina o Tajwanie. Zamiast tego w kółko podkreśla, że kocha i szanuje Chiny oraz Chińczyków. Nie wiadomo jednak, czy przekona tamtejszych kinomaniaków. Hashtag „John Cena przeprasza” doczekał się we wtorek prawie 840 tys. wyświetleń na Weibo, ale jak podkreśla portal The Guardian reakcje na wideo są raczej mieszane.

Wszystko to oczywiście pokazuje olbrzymie zakłamanie hollywoodzkiej branży filmowej, która w zależnie od sytuacji i okoliczności potrafi bez mrugnięcia okiem wyrzekać się niegdyś promowanych wartości. Nikogo nie obchodzi autokratyczna polityka chińskiej władzy wobec Ujgurów czy Hongkongu, gdy na horyzoncie widnieje góra zielonych dolarów z box office. A nawet jeśli ktoś na chwilę o tym zapomni, to zawsze znajdą się doradcy czy szefowie, którzy szybko przypomną aktorom, co wolno im mówić. I w taki sposób ta karuzela kręci się już od lat.