1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

„Potwór” czy przestraszony nastolatek? Oceniamy nowość w ofercie Netfliksa

potwór recenzja film opinie netflix

Anthony Mandler w swym pełnometrażowym fabularnym debiucie (wcześniej zajmował się realizacją muzycznych klipów i reklam) pochyla się nad walką nierówną i w większości przypadków skazaną na porażkę. I choć nie unika potknięć, ostatecznie nie upada pod ciężarem podjętego tematu. Jego "Potwór", który w 2019 miał trafić do kinowej dystrybucji, w końcu wylądował na platformie Netflix.

Steve Harmon (Kelvin Harrison Jr.) to aspirujący filmowiec. Utalentowany, błyskotliwy i przykładający się do nauki siedemnastolatek, który uczęszcza do elitarnego liceum na Dolnym Manhattanie. Mieszka w Harlemie, pochodzi z dobrej rodziny, ma kochających rodziców i przyzwoitych ludzi wokół siebie. Na linii horyzontu może już dostrzec blask swojej świetlanej przyszłości.

Blask tonie w bezbrzeżnym cieniu, gdy Steve zostaje wmieszany w udział w napadzie, który kończy się morderstwem. Prokuratura oskarża siedemnastolatka o udzielenie pomocy w obrabowaniu sklepu, którego dopuścili się William King (ASAP Rocky), charyzmatyczny młody diler z sąsiedztwa, oraz jego mrukliwy przyjaciel, Bobo (John David Washington). W nowojorskim areszcie Steve oczekuje na kolejne etapy procesu, od którego wyniku zależy, cóż, wszystko: cały jego świat, który może lec w gruzach. Za bycie rzekomą czujką w przypadku napadu o tak dramatycznych skutkach grozi mu nawet dwadzieścia lat więzienia.

Perspektywy nie napawają optymizmem. Prawniczka Steve'a przygotowuje linię obrony, uprzedzając na wstępie, że czeka go żmudna i prawdopodobnie przegrana batalia.

Wyjaśnia, że przysięgli zdecydowali o jego winie w momencie, w którym go ujrzeli: młodego czarnoskórego na sali sądowej. "Potwór" to słowo, którym określił chłopca oskarżyciel.

Zeznania świadków są siłą rzeczy obciążające: widzieli grupę czarnoskórych mężczyzn w okolicach miejsca zdarzenia, a w tych skomplikowanych okolicznościach łatwo wrzucić wszystkich do jednego worka.

Anthony Madler oprowadza widza po dwóch liniach czasowych: teraźniejszości (pobyt w areszcie, kolejne szczeble procesu) i przeszłości (szkolna i podwórkowa codzienność, wydarzenia, które doprowadziły go do ujęcia przez władze). Więzienne dramaty przeplatają się ze scenami, które nakreślają ciepłe relacje bohatera z rodziną, dziewczyną i przyjaciółmi. Widzimy jego fascynację światem, który obserwuje przez obiektyw aparatu analogowego lub telefonu. Harmon bada otaczającą go rzeczywistość, a miłość do filmu i fotografii w końcu krzyżuje jego ścieżkę ze ścieżką Kinga: niebezpiecznego, ale w pewien sposób interesującego i intrygującego.

Relacja Kinga i Steve'a to bodaj najlepiej napisany wątek filmu.

To nie przyjaźń ani nawet koleżeństwo, ale gdy początkujący gangster angażuje siedemnastolatka jako swojego fotografa, przy okazji opowiada mu o nieznanych mu aspektach nowojorskiej rzeczywistości, za którymi stoją rozmaite ekscytujące historie. Nieufność Steve'a okazuje się słabsza niż fascynacja i choć z jednej strony stara się trzymać dystans, ciekawość przyciąga go do magnetycznego dilera. Cała ta dziwna relacja będzie komplikować linię obrony. To jedna z pułapek, które dostrzegamy zawczasu, ale z jakiegoś powodu i tak w nie wpadamy.

Madler nie szczędzi ciekawych obserwacji, choć momentami stara się złapać zbyt wiele srok za ogon. Zaledwie prześlizguje się po wątkach, którym w ostatecznym rozrachunku brakuje pełniejszego ujęcia. Przeskakując pomiędzy dwoma etapami życia bohatera potrafi zbudować kontrasty służące dramaturgii, ale bywa też powierzchowny; część retrospekcji wydaje się niepotrzebna, a w efekcie odwraca uwgę od tragedii bohatera.

Nie sposób nie docenić wizualnego zmysłu reżysera, który zanurza nas w świecie widzianym oczami Steve'a, nadając wielu scenom wymiaru głęboko osobistego. Wcielający się w głównego bohatera Harrison Jr. znakomicie wyraża mieszankę przerażenia, desperacji i intelektu.

Oparty na przełomowej i wielokrotnie nagradzanej powieści Waltera Deana Myersa scenariusz bywa niezgrabny, okradający film z napięcia, ale często zaskakująco subtelny w swoich obserwacjach. Ten społeczny dramat o postrzeganiu siebie w konfrontacji z uprzedzeniami (co istotne: przywileje nie zmieniają tego, jak Harmon postrzegany jest na poziomie instytucji) uniknął patosu, a temat czarnoskórych w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości i sprawach karnych ujął w sposób być może nieszczególnie odkrywczy, ale angażujący i niepozbawiony odświeżających zabiegów.

Od 7 maja na platformie Netflix.

Oscarowe i głośne tytuły możesz obejrzeć w CHILI za darmo dzięki nowej promocji Logitech – sprawdź