Filmy  /  Opinia

NIEPOPULARNA OPINIA: Uwielbiam Oscary, ale te nagrody nie są wyznacznikiem jakości filmu

Picture of the author

Tegoroczne Oscary zostaną rozdane już za tydzień. Dowiemy się, jakie filmy Amerykańska Akademia uznała za najlepsze w danych kategoriach. Tylko czy te produkcje naprawdę są najlepsze?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Gala rozdania Oscarów to wielkie święto kina. Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej celebruje podczas niej magię X muzy, za którą wszyscy kochamy filmy. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej (właściwie od 2009 roku, kiedy to prowadził ją Hugh Jackman najczęściej jest gorzej), ale zawsze z przepychem i wielką miłością do całej Fabryki Snów. Już w nocy z 25 na 26 kwietnia poznamy tegorocznych zwycięzców tych najważniejszych... no właśnie. Czy to są najważniejsze nagrody w branży? Czy to one stają się wyznacznikiem jakości danych produkcji? Oczywiście, że nie.

Pomylone Oscary

Bez wątpienia wytypowane przez Amerykańską Akademię filmy są dobre. Przynajmniej pod względem wskazanym przez daną kategorię, w której są nominowane. Ale weźmy najlepszy film. Jaki on tam najlepszy? Ileż to razy ta najważniejsza statuetka wieczoru trafiała w niekoniecznie właściwe miejsce. W 1942 roku odbyła się 14. w historii ceremonia rozdania Oscarów. Królowała na niej „Zielona dolina”. Ktoś kojarzy? Może jacyś filmoznawcy, czy osoby śledzące historię Oscarów. No dobra, ale może po prostu nie było zbytniej konkurencji. Była. W tym samym roku produkcja sygnowana nazwiskiem Johna Forda wygrała z „Obywatelem Kane'em”. Pełnometrażowy debiut Orsona Wellesa do dzisiaj trafia na szczyty najlepszych tytułów wszech czasów. Próżno jednak w jego towarzystwie szukać „Zielonej doliny”.

Z bardziej współczesnych przykładów weźmy 1995 rok. Podczas 67. gali królował „Forrest Gump”. Zdobył łącznie 6 statuetek. I rzeczywiście jest to film bardzo dobry, oglądamy go, gdy leci w telewizji, kibicujemy głównemu bohaterowi w jego podróży przez historię Stanów Zjednoczonych i w ogóle. Ale czy dostarcza tylu emocji co jego główny konkurent, czyli „Pulp Fiction”? Wątpię. Decyzja Akademii okazała się bezpieczna i zachowawcza, pomijająca przełomowość tytułu sygnowanego nazwiskiem Quentina Tarantino. Wyliczankę podobnych pomyłek można mnożyć. Martin Scorsese otrzymał Oscara dopiero za „Infiltrację”, podczas gdy na swoim koncie miał już wiele lepszych filmów. Leonardo DiCaprio został doceniony za „Zjawę”, a, chociaż wybitna, nie była to jego najlepsza rola.

Oscary to plebiscyt popularności

Problem z Oscarami nie leży jednak stricte w doborze nagradzanych, a nieraz i nominowanych filmów, bo to wynika ze sposobu funkcjonowania Amerykańskiej Akademii. Żeby jej członkowie zauważyli dany tytuł, trzeba ich nim atakować z każdej strony i prowadzić szeroko zakrojone kampanie promocyjne. Oni sami z siebie nawet nie obejrzą twojej produkcji, no chyba że po spełnieniu wszystkich wymogów, w jakiś sposób dotrzesz do ich świadomości. Producenci i dystrybutorzy mówili już o tym w wywiadach wielokrotnie. Z tego właśnie względu, bardziej niż rzeczywiście ze względu na jakość, statuetki są rozdawane na zasadzie plebiscytu popularności.

I nie chodzi tutaj o popularność wśród publiczności, bo przecież wszystkie statuetki zgarniałyby adaptacje komiksów superbohaterskich czy „Gwiezdne wojny”. Akademia jedynie flirtuje z fanami, tu nominując, a nawet nagradzając „Mrocznego Rycerza” bądź „Czarną Panterę”, tam wyróżniając dany tytuł w kategoriach technicznych. W rzeczywistości nie chce jednak być kojarzona z kinem tak bardzo komercyjnym, tylko bardziej komercyjno-artystycznym, jednocześnie bojąc się odważnych zabiegów.

Oscars just being Oscars

Ale to właśnie w tym miksie komercji i artyzmu kryje się cała magia filmów Oscarowych. Dlatego co roku warto obejrzeć jak najwięcej nominowanych do nich tytułów. I tym razem, przez obecność większości z nich w serwisach VOD, mamy ku temu lepszą okazję niż kiedykolwiek wcześniej. Dzięki temu będziemy mogli skonfrontować nasze wybory z decyzjami Akademia. I chociaż nie ma co liczyć, że okryjemy w ten sposób kolejnego „Obywatela Kane'a” czy „Pulp Fiction”, to przynajmniej będziemy mogli z całą pewnością wskazać, w których kategoriach statuetka powędrowała do niewłaściwych rąk.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst