Filmy  /  Recenzja

Film z gwiazdą „Domu z papieru” spodobał się Polakom. „Na szczyt” przypomina kino Vegi

Picture of the author

„Na szczyt” jest obecnie jednym z najchętniej oglądanych filmów na polskim Netfliksie. Dopadła go klątwa „Domu z papieru”. Widzom wydaje się, że każda hiszpańskojęzyczna produkcja jest tak dobra, jak ich ulubiony serial i łykają wszystko, co ma z nią cokolwiek wspólnego. I tak thriller gangsterski z Miguelem Herránem, znanym z roli Rio, stał się hitem, mimo że kompletnie nie zasługuje na to miano.

Po pochodzącej z Meksyku, ale hiszpańskojęzycznej telenoweli sensacyjnej „Kto zabił Sarę?”, w topce Netfliksa mamy kolejną produkcję, która trafiła tam tylko i wyłącznie z powodu sukcesu „Domu z Papieru”. Hiszpanie owszem mają na koncie wiele doskonałych filmów i reżyserów z Pedro Almodóvarem na czele, ale ten ostatni hype na nowe produkcje jest już męczący.

na szczyt recenzja

Film z aktorem znanym z „Domu z papieru” i „Szkoły dla elity” prezentuje utarty schemat: od zera do gangstera.

Miguel Herrán wcielił się w postać Angela - mechanika samochodowego, który w pewnym momencie przechodzi na ciemną stronę mocy. Na dobrą sprawę nie wiadomo, co nim kierowało. Film jest tak chaotyczny i występują takie przeskoki czasowe, że aż spocił mi się mózg, gdy próbowałem ustalić, co się właściwie dzieje. Zrozumienie zasady nieoznaczoności Heisenberga to przy tym kaszka z mleczkiem.

Podam przykład z samego początku. Angel z maślanymi oczami patrzy na Estrellę (Carolina Yuste) wychodzącą z salonu fryzjerskiego. Niestety podjeżdża pod niego kabriolet z jej chłopakiem. W następnej scenie przenosimy się do warsztatu, w którym Angel dostaje ochrzan, że z nią kręci. Nagle pojawia się i Estrella, która zaczyna z nim flirtować. Po chwili widzimy, że Angel jedzie na napad, ale jest to przerwane sceną przesłuchania na policji. Sporo się wydarzyło jak na 4 minuty filmu, prawda?

na szczyt recenzja

Chamski montaż to największa bolączka tego filmu. Sprawia, że widz się gubi i traci zainteresowanie produkcją, a przez to pod koniec nerwowo spoglądamy na pasek postępu u dołu ekranu. Może i byłem zmęczony po całym dniu i nie łapałem wszystkiego jak należy, ale to przecież prosty film sensacyjny o hiszpańskich sebiksach i pięciu się po szczeblach przestępczej kariery, więc wszystko powinno być w miarę jasne.

Tymczasem nie dość, że nie do końca jest pokazany moment, w którym Angel wchodzi na drogę kryminalisty, to wplątuje się w zupełnie niezrozumiały trójkąt miłosny, a jego późniejsza przemiana jest słabo uzasadniona fabularnie. Kiedy oglądałem „Na szczyt” czułem się jak na filmach Patryka Vegi, a obecny również na Netfliksie film „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa” z Marcinem Kowalczykiem (momentami Herrán jest do niego szalenie podobny) w roli głównej, eksploruje podobną tematykę i jest ze sto razy lepszy.

na szczyt recenzja

Gdyby Patryk Vega kręcił remake „Człowieka z blizną”, to powstałoby coś na miarę filmu „Na szczyt”.

A szkoda, bo pod względem aktorskim nie ma się naprawdę do czego przyczepić. Ścieżka dźwiękowa również podkręca tempo (jakby komuś go brakowało) i nawet jeśli gardzisz techno, to przez pandemiczny zastój, rozbudzi się w tobie ochota na tego typu imprezę. Same sceny napadów i pościgów sportowymi autami prezentują wysoki, aczkolwiek oklepany poziom znany z hollywoodzkich produkcji. Nie wnoszą nic nowego, ale jeśli jeszcze nigdy nie oglądałeś „Szybkich i wściekłych”, to możesz być zachwycony.

To mogła być niezbyt oryginalna, ale przyzwoita, sensacyjna ballada o tym, do czego prowadzi przerost ambicji. Możliwe, że ten potencjał zostanie jeszcze uratowany – Netflix przejął prawa do filmu (miał premierę w 2020 roku) i nakręci na jego podstawie serial, który z pewnością nie będzie miał tak poucinanych wątków. Nie wiem jednak, czy będę chciał po raz kolejny poznawać historię Angela-gangstera.

Film „Na szczyt” z Miguelem Herránem możemy obejrzeć na Netfliksie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst