Książki  /  Wywiad

„Sasza spędziła mi sen z powiek” – Magdalena Boczarska i Piotr Cyrwus zdradzają, czemu warto obejrzeć „Żywioły Saszy”

Picture of the author

Stacja TVN w ramach wiosennej ramówki pokaże szereg nowych seriali, w tym adaptację powieści „Lampiony” autorstwa Katarzyny Bondy. O produkcji zatytułowanej „Żywioły Saszy – Ogień” opowiedzieli nam Magdalena Boczarska i Piotr Cyrwus. Dlaczego warto zwrócić uwagę na dzisiejszą premierę?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Kilka lat temu szefowie TVN-u wpadli na pomysł, jak pogodzić potrzeby klasycznych stacji telewizyjnych z koniecznością stałego rozwoju platformy Player.pl. Jednym z ważniejszych elementów obranej strategii była taktyka podwójnego wypuszczania swoich najważniejszych seriali oryginalnych. Począwszy od „Pod powierzchnią” wiele z nich najpierw debiutowało na VOD, a dopiero po kilku miesiącach trafiało do widzów przyzwyczajonych do bardziej oldschoolowej formy oglądania nowości.

Podobnie było również z adaptacją powieści „Lampiony”. Trzeci tom cyklu „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” doczekał się serialowej wersji w listopadzie zeszłego roku. Główne role w serialu zatytułowanym „Żywioły Saszy – Ogień” zagrali m.in. Magdalena Boczarska, Mirosław Haniszewski, Andrzej Konopka, Piotr Cyrwus, Arkadiusz Jakubik, Aleksandra Konieczna i Jędrzej Hycnar. Sama historia koncentruje się zaś na pogoni łódzkiej policji i współpracującej z nimi profilerki za seryjnym podpalaczem.

Późniejsza premiera na stacji TVN sprawiła, że z aktorami rozmawialiśmy już po obejrzeniu przez nich całości serialu.

Większość polskich seriali premium powstaje w zasadzie na ostatnią chwilę. Nawet na kilka tygodni przed premierą wiele produkcji wciąż ma niegotowe efekty specjalne, niezmontowane do końca sceny i brakujące elementy (np. muzykę). Dlatego toczone przed premierą rozmowy z aktorami czy twórcami często przypominają nieco schizofreniczną sytuację, w której dany tytuł jest już gotowy, ale właściwie nikt nie widział go jeszcze w całości.

Zobaczyłam całość dopiero po tym, jak ostatni odcinek wszedł na Playera. Wiedziałam, że będę bardzo niecierpliwa, a jestem typem widza, który lubi oglądać całość za jednym zamachem. Dla mnie zawsze konfrontowanie się z premierą filmu czy serialu z sobą na ekranie jest trudnym momentem. Natomiast zdaję sobie sprawę, że premiera na głównej antenie wiążę się z trochę inną grupą odbiorców. I siłą rzeczy jest we mnie obawa, jak „Żywioły Saszą” ocenią fani książek Katarzyny Bondy – przyznaje Magdalena Boczarska.

Przyznam się szczerze, że obejrzałem do tej pory trzy odcinki, bo potem wpadłem w wir pracy w teatrze. Teraz sobie siądę razem z widzami od pierwszego epizodu, żeby na nowo wczuć się w całą historię. A jeśli chodzi o trudność oglądania siebie na ekranie po raz pierwszy, to zwykle radzę sobie z tym w prosty sposób. Po prostu się nie oglądam (śmiech). Bardzo długo nie wracam do produkcji, w których zagrałem. Przez pracę jestem też tak nasycony, że nauczyłem się dystansu. Dopiero gdy wszyscy już jakąś rzecz zobaczą, po latach sam do tego siadam – stwierdza z kolei Piotr Cyrwus.

Żywioły Saszy – Ogień” łączy w sobie elementy kryminału, thrillera sensacyjnego i opowieści obyczajowej.

Tytułowa bohaterka od samego początku stanowi dla widzów zagadkę, której pełne rozwiązanie potrwa zdecydowanie więcej niż tylko jeden sezon. Katarzyna Bonda w wywiadzie udzielonym Rozrywka.Blog przyznaje, że sama miała długo obawy, w jaki sposób twórcy serialu pokażą tego typu postać. Dlatego też w przeszłości kilka planowanych ekranizacji „Czterech żywiołów” wysypało się na ostatniej prostej. Niektórzy filmowcy po prostu nie rozumieli Saszy i istoty kryjącej się w niej tajemnicy. A to właśnie ona jest kluczowa, co podkreśla Magdalena Boczarska:

Sasza spędziła mi sen z powiek. Zagranie kogoś, kto na tak wielu poziomach skrywa w sobie tajemnicę, było wzywaniem. Co więcej, pozwolę sobie na delikatny spoiler dla widzów TVN-u i powiem, że Sasza była wręcz szkolona do zachowywania sekretów. Umie perfekcyjnie analizować sytuację i udawać kogoś, kim tak naprawdę nie jest. Nie wiedziałam na początku, jak ją ugryźć.

Pamiętam, że po którymś dniu zdjęciowym załamana zadzwoniłam do naszego reżysera Kristoffera Rusa i mu wyznałam, że wciąż nie mam pojęcia, jak ją uchwycić. On chwilę milczał, a potem powiedział mi: „To dobrze. Bo jak ją już ugryziemy, to będziemy mogli się rozejść do domów. Dopóki nie mamy definicji tego, kim ona jest, dopóty mamy w rękach tajemnicę”. I ja się tego trzymałam już do końca. Kasia Bonda powiedziała, że Sasza musi przejść przez wszystkie cztery żywioły, żeby się oczyścić i dać poznać.

Dużym wyzwaniem dla twórców było zmierzenie się z oczekiwaniami, które fani powieści „Lampiony” wykształcili w sobie przez lata czekania na adaptację.

żywioły saszy ogień

Trzeba pamiętać, że to ekranizacja literatury, więc wiążą się z nią z góry pewne wyobrażenia czytelników. Ja też często oglądając takie adaptacje, dziwię się pewnym wyborom, bo w życiu nie wybrałbym tego czy tamtego aktora do roli swojej ulubionej postaci (śmiech). Ale potrafi to mieć też odwrotny skutek i niektórzy bohaterowie na zawsze są kojarzeni z osobą, która ją zagrała. Dla wielu osób Kmicic już na zawsze będzie mieć twarz Daniela Olbrychskiego – przypomina aktor.

A przecież oczekiwania widzów to nie wszystko. Twórcy serialu muszą się też zmierzyć z założeniami autorki i misternie zbudowaną przez Katarzynę Bondę konstrukcją fabularną. Co samo w sobie jest o tyle trudne, że TVN zdecydował się rozpocząć czteroczęściową serię od 3. tomu powieściowego cyklu. Największa odpowiedzialność spoczywała oczywiście na Magdalenie Boczarskiej, która musiała udźwignąć trudną, niejednoznaczną rolę, a jednocześnie spełnić oczekiwania autorki. A Katarzyna Bonda na długo przed rozpoczęciem prac nad serialem znała się z krakowską aktorką i z miejsca widziała ją w roli Saszy Załuskiej:

Od autorki oryginału usłyszałam jedną radę: „Ty właściwie nie graj, tylko bądź sobą” (śmiech). A mówiąc poważnie, to znamy się z Katarzyną od wielu lat i łączy nas prywatna relacja. Bardzo ją lubię i cenię, ale nie mogłam pójść za takim tokiem myślenia. Nie da się zbudować postaci, czerpiąc tylko z siebie. Zawsze to robię, bo w każdej roli to jestem ja. Czasem postarzona, czasem ubrana w kostium. I gdy nie mam zupełnie pomysłu na rozwój bohaterki, to wyobrażam sobie, co prywatnie bym zrobiła. Ale nie chcę nigdy opierać się tylko na tym.

Efekt pracy obojga aktorów i reszty ekipy od kilku miesięcy można już podziwiać na portalu Player. Nie ma jednak wątpliwości, że ostatecznie o przyszłości Saszy Załuskiej na małym ekranie zadecyduje widownia telewizyjna. A pierwsze spotkanie z bohaterami adaptacji „Lampionów” czeka na nią już za pół godziny.

Premierowy odcinek 1. sezonu serialu „Żywioły Saszy” zadebiutuje dzisiaj o 21:30 na antenie TVN-u.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst