Film

Z „Kosmicznego meczu 2” wyleciał skunks Pepe, ale nie gwałciciele z Kubricka. Poprawność polityczna poziom: Hollywood

Picture of the author

To podręcznikowy przykład tego, jak działa poprawność polityczna w show-biznesie. Warner Bros. co prawda usunął z filmu „Kosmiczny mecz 2” molestującego samice skunksa Pepe, ale nie ma problemu z grupą gwałcicieli z filmu „Mechaniczna pomarańcza”.

Kilka dni temu w sieci zadebiutował oficjalny zwiastun filmu „Kosmiczny mecz: Nowa era”. Zapowiedź ta jednak przekroczyła wszelkie oczekiwania fanów popkultury i wzięła ich z zaskoczenia.

Zwiastun filmu „Kosmiczny mecz: Nowa era” jest nie tylko zapowiedzią oczekiwanego od 25 lat sequela, ale też swoistą reklamą całej biblioteki HBO Max.

I przyznam, że jest to najbardziej imponująca i kreatywna mikstura reklamy i zwiastuna filmowego ostatnich dekad (a może i w ogóle). W klipie promującym „Kosmiczny mecz 2” pojawił się nie tylko Królik Bugs, Kaczor Daffy, Yosemite Sam czy króliczka Lola, ale też inni bohaterowie kultowych kreskówek, filmów i seriali ze stajni studia Warner Bros.

W zwiastunie możemy więc dojrzeć chociażby Flintstonów, Misia Yogiego, goryla Magillę czy drużynę Scooby-Doo. Ale nie tylko. Pojawiają się też Stalowy Gigant, Maska, Pingwin z filmu „Powrót Batmana”, jeden z Facetów w Czerni, Joker, Catwoman, Robin i Batwoman. Dojrzymy również smoka i grupę białych wędrowców z „Gry o tron”. Więcej, jest nawet fragment czołówki z serialu „Gra o tron”! Są też i rycerze z filmu „Monty Python i święty Graal”! To jednak nie wszystko.

W zwiastunie filmu „Kosmiczny mecz: Nowa era” dojrzycie również... zjadającego dzieci Pennywise’a oraz gang gwałcicieli z filmu „Mechaniczna pomarańcza”. I tu już się robi (nie)ciekawie.

Autorzy „Kosmicznego meczu 2” od jakiegoś czasu zwracają na siebie uwagę nie tylko samym filmem, ale i wszelkimi, mniej lub bardziej kosmetycznymi, zmianami w obrębie produkcji. Zmiany te przeważnie podyktowane są poprawnością polityczną, choć przyznaję, że są całkiem na miejscu. To znaczy, mówimy tutaj o fikcyjnych postaciach kreskówkowych, antropomorficznych zwierzakach, ale niech już będzie.

Najpierw uwagę widowni zwróciła przemiana króliczki Loli, która w pierwszym „Kosmicznym meczu” była przedstawiona jako seksbomba. Nie wiem wprawdzie, czy odmienny styl designu postaci to skuteczny oręż w walce z seksizmem, ale trudno przyznać rację tym, którzy twierdzili, że Lola nie powinna wyglądać w filmie familijnym jak królicza wersja, nomen omen, króliczków Playboya.

Jeszcze większa drama miała miejsce, gdy twórcy „Kosmicznego meczu 2” postanowili usunąć ze swojego filmu skunksa Pepe Le Swąda, znanego propagatora kultury gwałtu i nagminnego molestatora. Nadal nie jestem przekonany, czy tego typu stanie na straży moralności w kreskówkach dla dzieci jest dobrym sposobem na walkę z tymi problemami społecznymi, które rozumieją dorośli. Natomiast na pewno zachowanie Pepe, które znamy z bajek, jest co najmniej niepokojące.

Lola, która wygląda dziewczęco, ale nie jest uosobieniem seksapilu, to dobry wybór. Tak samo jak wysłanie na ławkę rezerwowych „seksualnego drapieżcy” Pepe.

No, ale gdy zobaczyłem zwiastun filmu „Kosmiczny mecz: Nowa era”, a w nim Pennywise’a oraz gang oprawców-gwałcicieli z szokującego filmu Stanleya Kubricka „Mechaniczna pomarańcza”, to nagle zacząłem się zastanawiać, jaki jest sens tego wszystkiego? Jak można z jednej strony chwalić się walką z seksizmem i kulturą gwałtu, a z drugiej rozmyślnie wrzucać do filmu dla dzieci i młodzieży postaci z filmów dla dorosłych? W dodatku takie, które reprezentują sobą coś o wiele gorszego niż źle pojmowany romantyzm skunksa Pepe?

To jest podręcznikowy przykład tego, jak działa poprawność polityczna i walka o sprawiedliwość społeczną w wydaniu wielkich korporacji i Hollywood. Nie ma w tej walce szczerości, jest jedynie hipokryzja i chęć stawiania się na moralnym piedestale przez firmy wykonujące te wszystkie nagłaśniane publicznie ruchy. I to jest w tym wszystkim najgorsze. Same założenia poprawności politycznej nie są złe, ale zdecydowanie za często pewni ludzie czy organizacje wykorzystują je jako sztandary swoich szlachetnych zamiarów, propagując pewne hasła pod publiczkę. Jednocześnie traktując te wszystkie zagadnienia wybiórczo, bez większej konsekwencji w tematyce, w której się wypowiadają. Tym samym wypaczając idee, które głoszą.

Żeby była jasność, nie jestem absolutnie za tym, by zrobić teraz nagonkę na film „Mechaniczna pomarańcza”.

To dzieło wybitne i, choć szokujące oraz niepokojące, jest niezmiernie potrzebne w dyskusji na temat przemocy, bo też taka jest rola filmu Kubricka. Ma ono otwierać oczy na tego typu zdarzenia i mierzyć ludzi z ich okropieństwami.

Nie rozumiem tylko tej dychotomii Warnera. Oczywiście nie jestem naiwny, wiemy wszyscy dobrze, że Hollywood prędzej odżegna się od wszystkiego, co związane z seksem niż brutalną przemocą, ale gang z „Mechanicznej pomarańczy” dopuszczał się w filmie Kubricka przerażającego gwałtu, więc jak to się łączy z publicznym linczem na skunksa Pepe w obrębie tego samego filmu?

Cały czas daję sobie sprawę też z tego, że mówimy tu o postaciach, które pojawiają się gdzieś w tle i większość ludzi, która oglądała ów zwiastun pewnie nawet nie zwróciła na nie uwagi. Tym niemniej, zgrzyt jest, a niesmak pozostał. Czego się jednak nie robi dla dobrej reklamy?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst