Filmy  /  Opinia

Żyjemy wśród ludzi, którzy wolą, żeby animowana króliczyca miała większy biust. Awantura o Lolę z „Kosmicznego meczu”

Picture of the author

Dostaliśmy paczkę zdjęć z filmu „Kosmiczny Mecz 2". Lecz zamiast dyskutować o jakości animacji, czy stawiać, w moim odczuciu zasadne pytanie, czy kontynuacja tej historii jest nam potrzebna, dyskusja internetowa skupił się na... biuście jednej z animowanych bohaterek. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o mediach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nostalgia w kinie i serialu trzyma się mocno. Studia dwoją się i troją w poszukiwaniu kolejnych marek, które kiedyś sprzedały się dobrze i można je, po odpowiednich przeróbkach, sprzedać jeszcze raz. Może nawet drożej. Jednym z takich tytułów jest „Kosmiczny mecz”. Film z 1996 roku był połączeniem animacji i filmu aktorskiego, w którym Królik Bugs i jego kumple musieli pokonać na boisku do koszykówki kosmitów o bardzo niecnych zamiarach.

Kilka miesięcy temu poznaliśmy datę premiery nowej części. Ta zadebiutować ma w połowie tego roku.

Wśród zmian, jakie czeka film, będzie główna rola LeBrona Jamesa, zamiast Michaela Jordana, a także odświeżenie samej animacji. Nic nadzwyczajnego – może pomyśleć dowolna ludzka osoba, która kiedykolwiek zetknęła się z jakimkolwiek dziełem kultury. Upłynęło trochę czasu, więc zupełnie normalnym jest, że zmieni się sam sposób opowiadania historii, może rozłożenie akcentów i tak dalej. Jedną z takich decyzji była zmiana projektów postaci. Pierwsze zdjęcia zdają się sugerować, że zmianie ulegnie choćby projekt bohaterki zwanej Lola Bunny, nazywana w polskich tłumaczeniach Króliczką Lolą.

Czująca miętę do Królika Bugsa bohaterka będzie wyglądała trochę inaczej, ale widzowie, w tym użytkownicy Twittera zauważyli, że bohaterka ma w nowej wersji... mniejszy biust.

Choć wydaje się to kuriozalne i aż trudno uwierzyć, że dorośli ludzie walczą o to, aby animowana postać była seksualizowana bardziej, niż jest to koniecznie – czyli w tym wypadku wcale.

Co ciekawe, fani wizji z pierwszego filmu podnoszą argumenty na temat atrakcyjności rysunkowej bohaterki, co przypomina mi, że jeszcze długo będziemy strząsać z butów to, co przyniosła nam popkultura sprzed 30-40 lat. Przypomnijcie sobie komisy superbohaterskie sprzed lat (i niektóre niechlubne przypadki z dzisiaj), które tak szkicowały swoje kobiece bohaterki, żeby jak najbardziej podkreślić elementy budowy ciała, które uważano za atrakcyjne. Zwykle sposób, w jaki je przedstawiano przeczył prawom anatomii i dobrego smaku, ale to w niczym nie przeszkadzało.

To jeden z i tak delikatnych przykładów

A i nie zapomnijmy, że kostium komiksowej kobiety, wojowniczki ze świata fantasy, musiał być możliwe sugestywny. Podczas, gdy męscy bohaterowie wdziewali zbroje, hełmy, koszulki, pełne płytowe pancerze, heroinom musiał wystarczyć „pancerny stanik” - co bardziej zaciężne mogły nosić jeszcze naramiennik lub gustowny karwasz.

Dzisiejsza dyskusja na temat Loli jest pozostałością po tym, jak popkultura portretowała kobiety.

Naprawdę nie trzeba wiele, poza namysłem nad tym, skąd biorą się takie a nie inne przyzwyczajenia, aby zdać sobie sprawę, jak szkodliwe one są. Ocenianie atrakcyjności seksualnej animowanej bohaterki, do tego bohaterki króliczej, doskonale pokazuje, że przed nami jeszcze bardzo, bardzo dużo pracy.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst