1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Komiksy
  4. Książki

Polscy fani fantastyki zasłaniają się J.R.R. Tolkienem, żeby mieć wymówkę do walenia w LGBT

Polscy fani Tolkiena walczą w jego imieniu z LGBT i fanartami. To absurd

Kilka tygodni po burzy wokół czarnoskórej elfki w prequelu serialowego „Wiedźmina” część polskiego fandomu fantastyki rozpętała kolejną dramę. Tym razem poszło o fanarty przedstawiające Aragorna w wersji queer i Arwenę o ciemnej karnacji. J.R.R. Tolkien znowu jest wykorzystywany po śmierci do walki z tolerancją.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Fani fantastyki na wojnie z nowoczesnością. Tak można by w maksymalnym skrócie przedstawić serię kolejnych afer, które w ostatnich tygodniach i miesiącach wybuchły w rodzimym fandomie fantasy. Wewnątrz środowiska od jakiegoś czasu trwa bowiem ideologiczna dyskusja. Media szczególnie mocno skupiły się na dwóch związanych z nią wątkach – serii „Dziady polskiej fantastyki”autorstwa Kasi Babis oraz wielkim poruszeniu w fandomie na wieść o czarnoskórej aktorce mającej wystąpić w „The Witcher: Blood Origin”. Podobnych sporów wokół tolerancji i współczesnych adaptacji było jednak jeszcze więcej.

Co ciekawe, dosyć niespodziewanie wielkim bohaterem konserwatywnych fanów stał się J.R.R. Tolkien. Ojciec współczesnej fantastyki był w tych dyskusjach przedstawiany jako orędownik rasowej czystości, a jego dzieła miały stanowić swoistą „oazę normalności”, w której nie ma miejsca dla bohaterów nieheteronormatywnych i mających inny kolor skóry niż biały. Trend wypowiadania się za dawno nieżyjącego autora postanowił kontynuować ostatnio Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny, który poszedł na wojnę z autorką fanartów zainspirowanych „Władcą Pierścieni”.

Admini fanpage'a postanowili zawłaszczyć sobie „Profesora Tolkiena” w imię chrześcijańskiej walki z adaptacjami LGBT.

W usuniętym już wątku na Facebooku Elendilionu można było znaleźć atak wymierzony w niepodaną z imienia i nazwiska autorkę za stworzony przez nią fanart przedstawiający czarnoskórą Arwenę i Aragorna w wersji queer. Zdaniem autora posta, taki rysunek stanowi naruszenie praw autorskich Tolkiena w imię własnej ideologii. Bo przecież „zniekształca i psuje świat” stworzony przez autora „Władcy Pierścieni” i „Silmarillionu”.

Jednocześnie Elendilion otwarcie sprzeciwił się podaniu źródła obrazka i przybliżeniu danych autorki, co w kontekście walki o szacunek do praw autorskich wygląda co najmniej niepoważnie. Zaznaczenie, że chodzi o znaną ilustratorkę i autorkę komiksów Molly Knox Ostertag nie powinno bowiem wymagać wielkiego wysiłku. Twórczyni serii „The Witch Boy” nie jest bowiem postacią anonimową (Netflix już zapowiedział, że na bazie wspomnianego dzieła zrobi animowany musical), a przy tym na swojej stronie internetowej wprost przedstawia się jako wielka fanka Tolkiena.

J.R.R. Tolkien był głęboko wierzącym katolikiem i to w opinii prawicowej części fandomu oznacza, że stałby teraz po ich stronie.

W ostatnim czasie mamy do czynienia z coraz częstszymi próbami zawłaszczenia sobie przez konkretne grupy poszczególnych pisarzy czy wręcz miana „prawdziwego fandomu”. Fanami są tylko osoby jeżdżące na konwenty. Fani to tylko te osoby, które wyznają światopogląd rzekomo podobny do poglądów autora. Prawdziwi wielbiciele to tylko ci, którzy przeczytali wszystkie książki i widzieli wszystkie filmy. Podobne kłótnie w 2021 roku naprawdę nie mają sensu i nie prowadzą nas do niczego konstruktywnego.

Nie jest żadną tajemnicą, że Tolkien był osobą głęboko wierzącą, a pewne motywy chrześcijańskie znalazły się tak we „Władcy Pierścieni”, jak i „Silmarillionie”. To samo można jednak powiedzieć też o wątkach staroangielskich czy nordyckich. Przedstawianie tekstów Brytyjczyka tylko w kontekście teologii katolickiej jest zdecydowanym nadużyciem, nawet jeśli sam J.R.R. Tolkien z czasem nabrał przekonania, że jego powieść była w jakiejś mierze dziełem religijnym.

W poprzednim tekście na temat autora „Hobbita” dokładnie wyjaśniałem, dlaczego nazywanie Tolkiena rasistą jest czymś niewłaściwym. Bez względu na to czy robi to prawica, czy lewica. Nie ma sensu powtarzać teraz tych wszystkich argumentów, bo dobrze pasują one również do dyskusji o nieheteronormatywnych bohaterach w fantastyce. Spór o to, jakie poglądy pisarz miałby w 2021 roku, jest czymś tak przeraźliwe karkołomnym, że naprawdę nie warto się w to dalej bawić. Nikt nie ma jednak prawa do tego, żeby rządzić się pamięcią mistrza fantastyki w dowolny sposób. Nawet powołana do tego instytucja Tolkien Estate nie ma w tym temacie nieograniczonych możliwości.

Jako fan Tolkiena rozumiem walkę o wierność oryginałowi w późniejszych adaptacjach. Pod płaszczykiem tego celu ukrywa się jednak kampania przeciwko inności.

Administratorom Elendilionu i redaktorom czasopisma „Simbelmyne” nie zależy bowiem tak naprawdę na zachowaniu „Władcy Pierścieni” i innych opowieści Tolkiena w nienaruszonym stanie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że podobnym czasie co post o rysunku Molly Knox Ostertag na fanpage'u pojawiły się też wiadomości dotyczące filmu „Tolkien” oraz trylogii „Władca Pierscieni” i „Hobbit”. Wszystkie w pochwalnym tonie, choć „Tolkien” dużo zmienia w biografii profesora Oxfordu, a Peter Jackson zdecydowanie nie był wiernym adaptatorem obu książek.

W świecie stawiającym coraz większy nacisk na reprezentatywność w kinie ważniejsze dla konserwatywnych fanów fantastyki staje się, żeby postaci miały biały kolor skóry niż to, czy Denethor zostaje przedstawiony we właściwy sposób, a decyzja podjęta przez Drzewca i enty ma w filmowej wersji sens. Nie chodzi o nic innego jak o walkę z innością i mniejszościami. A mieszanie do tego Tolkiena czy wcześniej Sapkowskiego jest po prostu czymś ohydnym.

* Autorką ilustracji ze zdjęcia głównego jest Molly Knox Ostertag/Twitter.com.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.