1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się
  4. Książki

Rak i Tokarczuk mszczą się na Polsce? „Do Rzeczy” obawia się redefinicji polskości

radek rak olga tokarczuk do rzeczy

Olga Tokarczuk, Radek Rak w towarzystwie Zbigniewa Herberta i Henryka Sienkiewicza? Taki obrazek pojawił się na okładce najnowszego wydania tygodnika „Do Rzeczy”. Jego tematem jest bowiem zmiana paradygmatu w polskiej literaturze, dążąca do redefinicji polskości.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Zemsta na Polsce” — grzmi żółty napis z okładki najnowszego wydania „Do Rzeczy”, która zdążyła już przedrzeć się do świadomości polskich miłośników literatury. Tematem numeru jest bowiem zmiana paradygmatu w rodzimej prozie. Oto, jak dowiemy się z krótkiej zajawki, współcześni pisarze „oczerniają to, czego bronili Zbigniew Herbert i Henryk Sienkiewicz”. Z samych artykułów poświęconych temu wzbudzającemu niezdrową fascynację zagadnieniu dowiemy się, że Radek Rak i Olga Tokarczuk przyczyniają się do redefinicji polskości, poprzez rewizję naszej historii i narodowych mitów.

W pierwszym poświęconym temacie numeru artykule, Krzysztof Masłoń wskazuje na zmianę warty w panteonie polskich bohaterów.

W ramach redefiniowania polskości, a co za tym idzie – wymiany bohaterów, nie wątpię, że Jakub Szela znajdzie się w nowym panteonie obok hochsztaplera Jakuba Franka z „Ksiąg Jakubowych” — czytamy w leadzie artykułu „A to Polska właśnie”.

Według autora tekstu do bluźnierczego nawoływania Szczepana Twardocha o redefinicję polskości dołączyli się wspomniani wyżej pisarze.

Oldze Tokarczuk poświęcony jest inny artykuł, a mianowicie „Przepis na rewolucję” Piotra Dariusza Urbana, który znajdziemy w dalszej części periodyku. Krzysztof Masłoń skupia się natomiast na Radku Raku i jego nagrodzonej w zeszłym roku nagrodą Nike powieści „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”.

Krzysztof Masłoń rozpoczyna swoją analizę książki Raka od przywołania portretu tytułowego bohatera powieści, który jest przecież „całkiem nieźle osadzony w polskiej historii, tradycji i literaturze”. Nie bez ironii i komentatorskich wtrętów autor przywołuje „postmodernistyczną, a politycznie najsłuszniejszą ze słusznych” „Ludową historię Polski” Adama Leszczyńskiego. To właśnie z niej dowiemy się, że postać Szeli oceniana jest dwojako, bo jedni widzieli w nim „sadystę żądnego krwi i napawającego się cierpieniem”, a inni „mistyka i sekciarza w siermiędze”.

Chociaż Krzysztof Masłoń zwraca uwagę, że powieść Raka o Jakubie Szeli jest baśniowa, to jednocześnie zarzuca autorowi niezgodność z faktami historycznymi. Jak czytamy w „A to Polska właśnie” książka „obfituje w całkiem realistyczne opisy galicyjskiej rzeczywistości z połowy XIX stulecia”. Autor artykułu przywołuje tu opisy losów Żydów i kobiet. Ci pierwsi są według niego wybielani, bo po lekturze „Baśni o wężowym sercu” nikomu do głowy nie wpadnie, że mogli „ręka w rękę z sadystycznymi panami ciemiężyć chłopów”. Te drugie natomiast uciekały ze wsi do wielkich miast, a tam czekała na nie tylko „nędza, praca ponad siły lub prostytucja”.

Autor artykułu zarzuca Rakowi wyparcie prawdy historycznej w imię źle pojętej poprawności politycznej.

O ile dobrze zrozumiałem intencje Krzysztofa Masłonia, przeszkadza mu, że pisarz w swojej, podkreślam, „baśni” miał czelność korzystać z niekoniecznie rzetelnie przedstawiających XIX-wieczną rzeczywistość źródeł. Nie pomaga nawet, że na oficjalnej stronie wydawcy w opisie książki czytamy:

Baśń jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka.

Wydaje mi się tym samym, że zarówno pisarz, jak i wydawca postawili sprawę dość jasno. Nie należałoby więc „Baśni o wężowym sercu” traktować jako dzieła mającego wypleniać starsze mity narodowe. Nie widzę też powodu, dla którego, jak twierdzi Krzysztof Masłoń redefiniowanie polskości miałoby strącić z piedestału narodowych bohaterów i zastąpić ich Jakubem Szelą czy Jakubem Frankiem. Autor artykułu wieści bowiem:

Obecność Szeli w panteonie narodowym oznacza równoległe usunięcie „Wesela” z kanonu literatury polskiej. W tym dramacie Wyspiańskiego ociekający krwią chłop ze Smarzowej występuje bowiem jako Upiór. Na listę szkolnych lektur zamiast „Wesela” wpisze się „Słowo o Jakubie Szeli” Brunona Jasieńskiego, co uraduje lewaków wszelkiej maści, bo autor był, za jednym zamachem, Żydem, Polakiem i Sowietem, futurystą i komunistą, międzynarodowym awanturnikiem, Kominternowską szychą i ofiarą stalinowskiego terroru.

W oparach ironii Krzysztof Masłoń wskazuje na upolitycznienie współczesnej literatury polskiej, czego koronnym przykładem, obok powieści Raka, mają być „Księgi Jakubowe”.

Oldze Tokarczuk obrywa się za próbę „stworzenia polsko-żydowskiej historii”, co może i jest celem szlachetnym, ale niewykonalnym, bo:

(...) nic tu nie da dorabianie Szeli żydowskich kochanek, co Radek Rak czyni z uporem godnym lepszej sprawy.

Krzysztof Masłoń utyskuje na upolitycznienie współczesnej literatury polskiej, ale zaznacza, że jest to zajęcie jałowe. I tutaj należy się z nim zgodzić. Jest to zajęcie jałowe, które nic przecież nie da. Na nic zda się straszenie wyparciem „Wesela”, zmianą narodowych mitów czy ironiczne wskazywanie na rzekomy absurd takiego podejścia. Pisarze idą bowiem z duchem czasu i nic ich nie powstrzyma. Może więc zacznijmy cieszyć się, że poprzez gatunkowość łamią dotychczasową, martyrologiczno-patriotyczną agendę.

Nie twierdzę, że musimy natychmiast albo kiedykolwiek wymienić cały kanon polskiej literatury. To byłby absurd. Wielcy mistrzowie zasługują na naszą uwagę, a tę można przecież dzielić również między współczesnych autorów. Chciałbym po prostu, żebyśmy cieszyli się z dobrej i docenianej na świecie literatury, zamiast ją negować za niezgodność z daną linią polityczną. Bo nie widzę powodu, dla którego trylogia Sienkiewicza miałaby gryźć się na jednej półce z „Księgami Jakubowymi”, a „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” z przemyśleniami „Pana Cogito”.