1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

„Alicja w krainie słów” to jedno z moich planszówkowych odkryć roku. I nie tylko dlatego, że jest tu grający imbryk

„Alicja w krainie słów” to jedno z moich planszówkowych odkryć roku

Grający melodyjkę imbryk, karty z pojedynczymi literami, tematy rozmów i klimat... herbatki u Królowej Kier. Brzmi jak przepis na grę dla dzieci, ale to kapitalna gra imprezowa i nie tylko.

Otwierasz pudełko. W środku pokaźny stos kart, kilkadziesiąt żetonów, kilka większych kartoników z postaciami i on. Plastikowy Graal – imbryczek. Zwracam na niego uwagę, bo to dość nietypowy element wyposażenia gry planszowej. Po wyjęciu go z pudełka, otwarciu (trzeba małego śrubokręta) i włożeniu dwóch baterii AAA, można go uruchomić. Na górze imbryka znajduje się niewielki przycisk, który uruchamia melodyjkę. Ta trwa 10 lub 15 sekund. Zastanawiacie się pewnie, o co w tym wszystkim chodzi – już tłumaczę.

„Alicja w krainie słów” to gra dla 3-8 osób, w której gracze wcielą się w uczestników herbatki u Królowej Kier. Są więc m.in. Kot z Cheshire, Pan Gąsienica, Biały Królik i oczywiście Alicja. Gra jest bardzo prosta. Osoba, która wciela się w gospodarza herbatki, czyli w Królową Kier, dobiera po jednej karcie z każdego stosu. Na kartach znajdują się literki, to właśnie one w tej rundzie będą zakazane, to znaczy, że nie będzie można użyć słów, które je zawierają.

Następnie Królowa Kier dobiera kartę, na która zawiera temat konwersacji poruszanej przy herbatce. Mogą to być zwierzęta domowe, sport, urządzenia działające na prąd i tak dalej. Teraz pierwszy gracz naciska na przycisk na imbryczku i zanim skończy grać muzyczka, musi powiedzieć słowo na zadany temat i jednocześnie nie zawierający żadnej z zakazanych liter.

Tak, to jest takie proste.

Za proste – pomyślałem przy pierwszej rozgrywce. Od razu z moimi współgraczami zdecydowaliśmy się na zasady zaawansowane. Jak się okazało, zmieniają one wszystko. Do dwóch zakazanych liter dochodzi dodatkowa, trzecia. Ponadto pojawia się jeszcze jeden stos, który pozwala niektórym postaciom dołożyć dodatkową kartę i wierzcie mi, czasem najłatwiejszy temat, gdy niedozwolone są aż 4 litery, bywa ekstremalnie trudny. Do tego dochodzą zupełnie szalone umiejętności postaci, jak wspomniane dokładanie kart, dodatkowy czas na imbryczku czy nawet nakazanie przeciwnikowi rozegrania jeszcze jednej rundy (co jest bardzo złośliwe, jeśli przeciwnik naprawdę w ostatniej chwili wpadł na jakieś słowo).

W wariancie zaawansowanym gra jest bardzo zabawna, trudna, a dodatkowo 10 sekund, które na początku wydaje się kupą czasu, narzuca graczom naprawdę mocne tempo. Dodatkowe zasady utrudniają rozgrywkę, czyniąc ją naprawdę ekscytującą. To fascynujące, bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że to gra dla dzieci. I tak jest w rzeczywistości. Tryb podstawowy, bez dodatkowych zasad z imbryczkiem ustawionym na 15 sekund świetnie sprawdzi się jako fajna, rozwijająca rozrywka dla młodszych. Zasady zaawansowane, cóż, są dla prawdziwych twardzieli.

Gra pod presją czasu.

Imbryczek jest jednym z najfajniejszych planszowych gadżetów, z jakimi się spotkałem. Choć sam w sobie wygląda dość osobliwie i możecie powiedzieć, że pomysł jest właśnie dziecinny, ja uważam, że jest tak szalony, jak cała ta gra. Wszystko niemal, od grafik, przez mechanikę, jest pokręcone, czym w gruncie rzeczy oddaje hołd „Alicji w krainie czarów”. Jestem prawie pewien, że gra nieraz pojawi się jeszcze na moim stole, nie tylko rodzinnym, ale również jako filler między poważnymi tytułami, a do tych siadam z poważnymi graczami – tak przy okazji, oni też byli zachwyceni.

Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem Egmont. 

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Lokowanie produktu