1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. VOD

Temu Mikołajowi chyba odjechały sanie. Oceniamy komedię „Randki od święta”

Nawet jeśli bożonarodzeniowa atmosfera w tym roku nieco blaknie w obliczu szalejącej pandemii, widzowie stęsknieni za świątecznymi produkcjami na pewno docenią pojawienie się na Netfliksie komedii „Holidate”. I choć film nie umywa się do gwiazdkowych evergreenów pokroju „Love Actually” czy polskich „Listów do M.”, to naprawdę miło pomyśleć przez chwilę o czymś innym, niż kolejne doniesienia o liczbie zakażeń COVID-19.

holidate randki od swieta netflix recenzja

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga na spoilery!

Gdyby nie restrykcje wokół walki z koronawirusem, to zapewne wszyscy powoli przechodzilibyśmy w tryb, w którym z każdej witryny błyskają nam po oczach świąteczne ozdoby, figurki św. Mikołaja i renifery, a co drugi sklep wita nas zapachem pierniczków, goździków i mandarynek. O ile rzeczywistość za oknem utrudnia w tym roku doznanie tego rodzaju przyjemności, to na Netfliksie świąteczny klimat dobija się bez zwracania uwagi na COVID-19.

Na niemal dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem na Netfliksie pojawił się film „Randki od święta" („Holidate”) w reżyserii Johna Whitesella. Tytuł tej komedii romantycznej mówi w zasadzie wszystko o fabule — oto dwoje singli: Sloane (w tej roli Emma Roberts) i Jackson (Luke Bracey) trafiając na siebie w nerwowej kolejce przy zwrocie nietrafionych świątecznych prezentów, zawierają deal. Umowa jest prosta i ma polegać na tym, że oboje będą sobie towarzyszyć podczas świątecznych spotkań z rodzinami. A te, jak wszyscy pewnie wiemy, zwłaszcza dla singli bywają koszmarnie kłopotliwe — zwłaszcza, gdy wścibski wujek po raz kolejny wypytuje nas o życie prywatne.

Pożyczony narzeczony jako patent na bezstresową Gwiazdkę (i nie tylko)

Porozumienie przynajmniej w teorii ma same zalety: pozwala na uniknięcie kolejnych pytań „o sympatię" od wiekowych babć i ciotek, daje szansę na swobodną rozmowę, gdy przy stole robi się zbyt duszno i gęsto, a przy tym jest niezobowiązującą furtką do życia po swojemu w ciągu pozostałych dni w roku. Nie trzeba tęgiego umysłu, by odgadnąć, jak ten filmowy scenariusz się rozwinie (serio, to jest tak przewidywalne, że wahałam się, czy w ogóle dawać przed tym tekstem ostrzeżenie przed spoilerami): tak, bohaterowie dojrzewają do tego, by zdecydować się na poważniejszą relację i po pokonaniu kilku przeszkód i zakrętów żyć długo i szczęśliwie.

„Randki od święta" przeładowane są momentami, w których przy rodzinnych stołach robi się niezręcznie lub przynajmniej osobliwie. To film nie tylko o Bożym Narodzeniu (choć gadżetów w stylu sweterków z reniferami jest całe mnóstwo — i za to duży plus, bo świąteczne produkcje powinny ociekać lukrem i powodować migrenę od jarzących się różnymi kolorami światełek), bo umowa między Sloane a Jacksonem obowiązuje także w trakcie Święta Dziękczynienia, Halloween, Wielkanocy czy kolejnych ślubów i wesel.

„Holidate” to film niskich lotów, ale spełnia swoją funkcję jako „odmóżdżacz”

Nie należy spodziewać się pogłębionej analizy stosunków społecznych czy relacji międzyludzkich — film Whitesella to raczej pełna anegdot i mniej lub bardziej śmiesznych gagów historyjka na złapanie trochę więcej dystansu w tych smutnych dniach, w których zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o liczbie zakażeń, zgonów i dostępnych łóżek czy respiratorów.

Na tym polu „Randki od święta" spełniają swoje zadanie, a zarazem wydają się filmem kompletnie z innej epoki i czasów, gdy najwięcej emocji wzbudzał powracający co roku spór o świętowanie Halloween czy kłótnia o to, kiedy można zagrać w radiu „Last Christmas" (tak, tak, słyszałam już, że w tym roku nie powinniśmy puszczać tego utworu wcale, bo jego tytuł mógłby okazać się w pandemii zbyt proroczy). Widzowie, którzy klikną w tę produkcję na Netfliksie, po prostu muszą wrzucić na luz — i w tym zakresie twórcom udało się to, co najważniejsze: dostarczyć porcję niezobowiązującej, momentami po prostu głupiutkiej rozrywki.

Niestety, na żadnym innym poziome filmu nie da się obronić: fabuła jest przewidywalna do granic możliwości, większość dowcipów ciosana siekierą, a zwroty akcji i dialogi przeciągające się i przegadane. Pomysł na scenariusz — jakkolwiek banalny — nie wydawał się zły, ale "Randki od święta" nie mają w sobie zbyt wiele życia i energii; nie przyciągają uwagi, nie wciągają widza w bożonarodzeniowy klimat (grudzień jest tam obecny w ramach kilku scen), a nade wszystko: są po prostu nudne. To nie jest przesadnie mocne otwarcie świątecznego sezonu filmowego, bo — nie wymagając zbyt wiele od tego rodzaju produkcji — jego głównym zadaniem jest zaprosić widza do trochę innej, nawet jeśli sztucznej i wykreowanej rzeczywistości.

To nawet nie jest nagroda pocieszenia za odwołaną premierę „Listów do M. 4”

A może taki film po prostu nie mógł być lepszy? Być może nie ma co wymagać od niewymagającego kina wielkich wniosków natury socjologicznej, zabrania głosu w społecznych debatach na trudne tematy, tylko po prostu trzeba rechotać po rubasznych żartach, a na wielkie kino wybrać inny czas i inny segment filmów na Netfliksie?

Zapewne coś w tym jest, ale zarówno na polskim, jak i zagranicznym poletku świąteczne, rozrywkowe, romantyczne komedie potrafią nieść ze sobą coś więcej — równolegle do wspomnianych żartów. Przykładem mogą być tu chociażby niezłe polskie „Listy do M.” (z powodu pandemii premierę 4. części odwołano, ale istnieje cień szansy, że film pojawi się na Playerze).

W „Randkach od święta" czegoś zabrakło: może jakiejś formy ciepła, które byłoby optymistycznym akcentem dla widzów, może większego skupienia się na tym, by pokazać, skąd biorą się trudności przy zrozumieniu przy rodzinnym stole, a może po prostu większej żonglerki wątkami i postawami kreślonymi w filmie?

Przy produkcji Johna Whitesella zapewne widzowie parę razy parskną śmiechem, przytną komara na nudniejszych fragmentach albo w trakcie kolejnych scen pójdą zrobić sobie herbatę z goździkami i pomarańczami, szukając świątecznego klimatu. „Randki od święta" zapomina się równie szybko, co ogląda — ale czasem i takie filmy warto zobaczyć, by odciąć się od wielkich historii i dojrzałego kina.

„Randki od święta” już do obejrzenia na platformie Netflix.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.