1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale
  4. VOD

A co, jeśli dobre czasy są już za nami? „Dystans społeczny” Netfliksa stawia kilka ważnych pytań na czas pandemii

netflix dystans spoleczny serial pandemia recenzja

Antologia Netfliksa „Dystans społeczny” jest trochę jak biografia Marka Zuckerberga — prędzej, czy później po prostu musiała powstać. Choć momentami serial jest mocno schematyczny, to stawia kilka ważnych pytań, nad którymi w czasie pandemii warto się pochylić.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Od 15 października na Netflix Polska możemy obejrzeć składającą się z ośmiu odcinków miniantologię pt. „Dystans społeczny”. Jak sugeruje jej tytuł, poszczególne odcinki zostały poświęcone tego, w jaki sposób przeżywamy społeczną izolację i inne wyzwania, które narzuciła na nas pandemia COVID-19. 

W tych ośmiu niby-lustrach możemy się przejrzeć i poszukać nie tylko zrozumienia (zaskakujące, jak wiele „pandemicznych problemów” to wspólne doświadczenie milionów ludzi na całym świecie), ale i zadać sobie kilka ważnych pytań.

Pandemia jako rodzaj społecznego testu

O tym, że pandemia koronawirusa to test dla nas wszystkich, chyba nie trzeba nikogo przekonywać: w dużej mierze to od naszej odpowiedzialności, solidarności i empatii zależy przebieg epidemii. „Dystans społeczny” pokazuje, że to nie tylko kwestia mycia rąk, noszenia maseczek, czy wspomnianego w tytule dystansu. To również umiejętność towarzyszenia (często na odległość) sobie nawzajem, wspierania najsłabszych, a nierzadko przeformułowania dotychczasowego stylu życia i zmiany priorytetów.

Każdy odcinek antologii trwa ok. 20 minut i poświęcony jest innej historii. Twórcy pokazują sposób (nie)radzenia sobie z pandemią z perspektywy ośmiu różnych osób. I tak, cykl otwiera historia mężczyzny, który w samotności musi sobie emocjonalnie poradzić z rozstaniem z dziewczyną. Fakt, że bohater walczy o utrzymanie trzeźwości wcale tu nie pomaga — a zdalne spotkania grupy Anonimowych Alkoholików są w zasadzie jedyną opcją, by podzielić się z kimś swoimi obawami. 

Zbyt intensywna bliskość bardziej toksyczna, niż samotność

W kolejnych odcinkach twórcy pokazują także złożoną sytuację par i rodzin. Okazuje się, że przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu to poważny test dla związku. O ile wśród singli dobijająca jest samotność, o tyle zbyt duża dawka bliskości również bywa niebezpieczna. Do tego dochodzą problemy rodziców: jak wytłumaczyć kilkulatkowi, że nie powinien przytulać się do zakażonej koronawirusem matki? Albo jak w dobie pandemii pogodzić samotne rodzicielstwo z pracą zawodową? 

Stypa na Zoomie

Tu z pomocą przychodzą oczywiście nowe technologie: oprogramowanie smart domu można wykorzystać do wyproszenia z naszych progów niechcianego gościa, przez FaceTime utrzymywać kontakt z przyjaciółmi, a nawet zorganizować na Zoomie rodzinną stypę. Problem w tym, że najlepsza nawet „proteza” społecznego kontaktu nie jest w stanie zastąpić spotkania twarzą w twarz: dotyku, przytulenia, czy zwykłego wspólnego pomilczenia przy kubku herbaty.

Dobre czasy są już za nami?

Choć w „Dystansie społecznym” jest również miejsce na humor, to przesłanie płynące z serialu nie napawa optymizmem. Premiera tytułu zbiegła się w czasie z tzw. drugą falą pandemii COVID-19, kiedy po chwilowej, wakacyjnej odwilży, niemal cały świat na nowo zaczął się zmagać z rosnącą liczbą zakażeń.

Pokazane w cyklu problemy są więc (albo za chwilę będą) również i naszym, widzów, udziałem. Jeden z odcinków nosi tytuł „Fakt, dołujące czasy”. I taka jest również główna myśl serii: to naprawdę nie są przelewki. Sytuacja jest trudna, a może być jeszcze gorzej. W tym smutnym obrazku pewnym światełkiem w tunelu jest to, że nawet w tak ciężkich momentach możemy się wspierać, a pewne rzeczy pozostają niezmienne: ludzie rodzą się i umierają (nie tylko na koronawirusa), chcą kochać i być kochani, realizować się w pracy i snuć plany na przyszłość, na „po pandemii”.

Tylko czy w ogóle jeszcze takich czasów dożyjemy…?               

Wątek George’a Floyda: trochę na siłę, ale za to bardzo ciekawy

Twórcy postanowili również poruszyć wątek śmierci George’a Floyda, którym kilkanaście tygodni temu żyły nie tylko Stany Zjednoczone, ale również cały świat. I choć próba dołączenia tego wątku do antologii wygląda dość sztucznie i niezgrabnie (tak jak by ktoś w pewnym momencie ktoś arbitralnie uznał „nie wiem jak, ale macie nakręcić odcinek poświęcony Floydowi i ruchowi Black Lives Matter”), to już sposób, w jaki została pokazana, jest bardzo ciekawy.

Najbardziej rozwija go odcinek poświęcony młodemu czarnoskóremu chłopakowi, który w pandemii dorabia sobie jako asystent przy organizacji eventów. Jego szef (również Afroamerykanin) w pewnym momencie dosyć dobitnie wyraża swoją opinię o tłumach protestujących na ulicach po zabójstwie George’a Floyda.

Chłopak staje przed trudnym zadaniem: wejść z przełożonym w dyskusję (a tym samym narazić się na utratę pracy) i wyrazić swoje odmienne zdanie, czy przytaknąć dla świętego spokoju? Rozstrzygnięcia tego dylematu wam nie zdradzę, ale sam dialog dwóch ciemnoskórych bohaterów na temat tego, co wydarzyło się pod koniec maja w Minneapolis zdecydowanie wart jest uwagi.

Zresztą jak cała seria „Dystans społeczny”: momentami mocno schematyczna, przewidywalna i wtórna, ale i na swój sposób piękna: może dlatego, że tak bardzo aktualna.

Wszystkie odcinki serialu obejrzycie na Netfliksie.