REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD
  4. Filmy

Miłość może i gwarantowana, ale rozrywka — niekoniecznie. Oceniamy nową komedię Netfliksa

Aż trudno uwierzyć, że ten film znalazł się na szczycie listy najchętniej oglądanych w Polsce produkcji Netfliksa. „Miłość gwarantowana” to chyba najbardziej schematyczna komedia romantyczna, jaką oglądałam. I być może w tym właśnie tkwi jej sukces.

milosc gwarantowana netflix komedia romantyczna recenzja
REKLAMA
REKLAMA

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o trendach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga na spoilery!

To nie jest komedia romantyczna, która idzie pod prąd schematom, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Zwroty akcji są przewidywalne, dialogi możemy rozpisywać na kwadrans do przodu, a finał „Miłości gwarantowanej” naznaczony jest happy endem i lukrem, który niemal wylewa się z ekranu. I choć twórcom nowej produkcji Netfliksa nie udało się uniknąć drogi na skróty i pójścia w zbyt częsty banał, to film Marka Stevena Johnsona ogląda się lekko, łatwo i w gruncie rzeczy dość przyjemnie. Czy nie jest to minimum do spełnienia dla każdej komedii romantycznej? Pewnie tak, choć etykietka „numer 1 w Polsce” widniejąca przy tytule w serwisie Netflix w kontekście tej produkcji nadal dziwi. Zwłaszcza że podobny sukces towarzyszył premierze obu części „The Kissing Booth”, której to komedii „Miłość gwarantowana” nie dorasta do pięt.

Złamane serce kontra Tinder i 1000 pierwszych randek

Punkt wyjścia fabuły jest całkiem zgrabny i nieźle pomyślany. Oto jeden z popularnych portali randkowych zamieszcza w swojej nazwie zapewnienie o tytułowej "gwarantowanej miłości" dla zarejestrowanych użytkowników. Na pozór zwyczajny chwyt reklamowy ma jednak poparcie w regulaminie i zapisach oznaczonych małą gwiazdką: prowadzący serwis obiecują znalezienie miłości po odbyciu minimum tysiącu randek. Nikt nie spodziewa się, że jeden z użytkowników (Nick, w tej roli Damon Wayans Jr.) przetestuje tę furtkę.

Na polskim gruncie wydaje się to absurdalnym pomysłem, niemniej jednak w Stanach Zjednoczonych procesy dotyczące małych i większych dziur w prawie są na porządku dziennym. Jeden z wielu przykładów — pozywanie restauracji McDonald's za to, że na kubkach z gorącą herbatą nie poinformowano o tym, że w środku jest... gorący napój. W takich procesach specjalizują się poszczególni adwokaci, a nawet całe kancelarie prawne.

Wróćmy jednak do „Miłości gwarantowanej”. Kiedy wspomniany Nick trafia do podupadającej kancelarii prowadzonej przez Susan (Rachael Leigh Cook), ta początkowo wyśmiewa jego pomysł. Argumentem za przyjęciem sprawy stają się pieniądze, które mogą uratować pracę prawniczki i jej asystentów. Fabularna karuzela rusza i choć każdy z widzów może domyślać się zarówno rozwinięcia wątków, jak i zakończenia filmu (tak, główni bohaterowie — mimo przeszkód — zakochali się w sobie), to kilka żartów twórcom filmu wyszło, a film nie przesadza z ilością sentymentalnego kiczu (choć oczywiście go tu nie brakuje).

„Miłość gwarantowania”: do pośmiania, do wzruszenia i do... zapomnienia

W ciągu niespełna dziewięćdziesięciu minut produkcji co bardziej skłonni do chichotania pośmieją się zatem z dowcipów, które rzucane są w kancelarii prawnej, co bardziej wrażliwi wzruszą się samotnością i pogmatwaniem ścieżek życiowych Susan i Nicka, a co bardziej romantyczni może nawet będą trzymać kciuki, by miłość na koniec zatriumfowała i wygrała z chęcią zysku. Nie ma tu wielkich historii, nie ma dramatycznych zwrotów akcji, nie ma też zaskoczeń czy problemów, których nie znalibyśmy z innych podobnych filmów.

"Miłość gwarantowana" jest produkcją Netfliksa, którą można zapomnieć w kwadrans po emisji, ale zarazem to całkiem niezła propozycja dla tych, którzy chcą spędzić niezobowiązujący, spokojny i rozluźniający wieczór w towarzystwie ukochanej osoby. Tym bardziej, że podczas filmu można ze sobą rozmawiać (żaden wątek nam nie umknie), a jeśli potrzebna będzie dolewka herbaty czy wina, to spokojnie można wyjść do kuchni bez zatrzymywania filmu.

To wszystko oczywiście złośliwości, ale z drugiej strony: czy choćby raz na jakiś czas nie potrzebujemy takiej właśnie prostej komedii i takich dziewięćdziesięciu minut bez ciśnienia, zanim znów ruszymy do swoich zakładów pracy, mediów pełnych dramatów, filmów poruszających ważne kwestie społeczne i timeline'ów pełnych wielkich dyskusji światopoglądowych? „Miłość gwarantowana" może i gwarantuje dziewięćdziesiąt minut niezobowiązującego relaksu, ale o prawdziwej rozrywce nie ma tu mowy. Ale i na ten argument trzeba uważać: widzowie zakochani w futbolu powiedzą, że mecz piłkarski daje to samo, w tym samym wymiarze czasowym, w dodatku z kwadransem przerwy i nieco większymi emocjami.

Komedię „Miłość gwarantowana” obejrzycie na Netfliksie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA