REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Media
  4. Dzieje się

Gajos, mówiąc o PiS, nawiązał do powstania hitleryzmu. Rzeczniczka partii wyjaśnia: „insynuacje prostaka”

Środowisko aktorskie w Polsce nie od dzisiaj ma na pieńku z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Jednym z częstych krytyków władzy był Janusz Gajos, ale żadna wcześniejsza wypowiedź aktora nie wywołała takiej burzy jak ta ostatnia. W odpowiedzi politycy PiS obrzucili popularnego aktora epitetami takimi jak „prostak” i „święta krowa”.

Janusz Gajos skrytykował PiS. Usłyszał, że jest prostakiem i świętą krową
REKLAMA
REKLAMA

Cała sprawa zaczęła się od wypowiedzi Janusza Gajosa udzielonej w trakcie odbywającego się Pol'and'Rock Festival. Z powodu pandemii koronawirusa tegoroczna edycja wydarzenia odbywa się w całości online. Autorzy festiwalu pomimo tych kłopotów nie zrezygnowali jednak z transmitowania rozmów z popularnymi postaciami polskiej kultury. Goście festiwalu nierzadko stronią od polityki, dlatego nikogo nie zaskoczyło skierowane do aktora pytanie o wyniki wyborów prezydenckich i co go w Polsce uwiera:

Oczekiwaliśmy i chcieliśmy zmiany. I nie wiemy, dlaczego tak się skończyło. Czy w sposób, jaki zasługujemy, czy może zadziałały jakieś siły, które nam to uniemożliwiły. Coś takiego, czego dokonał, przepraszam za wyrażenie, mały człowiek, jednym ruchem ręki podzielił nasz kraj i nas samych na dwie części. To jest zbrodnia. Ponieważ znamy takie przykłady z historii. W ten sposób powstawały najgorsze sprawy na świecie. Tak powstawało to, co później nazwano hitleryzmem. To takie dosyć ordynarne wskazywanie jedną ręką. Jest ci źle? Powiem ci dlaczego: bo on cię okrada – odpowiedział Janusz Gajos.

Taki komentarz wybitnie nie spodobał się europosłance Prawa i Sprawiedliwości, Beacie Mazurek. Polityk pełniąca przez kilka rolę rzeczniczki klubu PiS odpowiedziała Gajosowi na Twitterze, przy okazji ironicznie przypominając jego role w serialu „Czterej pancerni i pies” oraz filmie „Układ zamknięty”. Nie obyło się też oczywiście bez mocnego epitetu pod adresem jednego z najbardziej szanowanych polskich gwiazdorów kina.

Janusz Gajos nie odpowiedział Beacie Mazurek, ale w międzyczasie pojawiły się kolejne głosy ze strony polityków.

W obronie aktora wystąpiła posłanka Platformy Obywatelskiej, Gabriela Lenartowicz, a na dalszą krytykę zdecydowali się z kolei wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Funkcjonariusz państwa, który teoretycznie powinien stać po stronie aktorów, podkreślił, że bycie dobrym aktorem nie oznacza pozwolenia na nieodpowiedzialne wypowiedzi w życiu publicznym. Porównał też Janusza Gajosa do świętej krowy.

Trudno nie odnieść wrażenia, że obecna afera wokół słów wypowiedzianych w trakcie Pol'and'Rock Festival to sztandarowy przykład upadku polskiej debaty publicznej zamknięty w małym, idealnym do analizy pudełku. Tocząca się dyskusja pełna jest bowiem pojawiających się niemal automatycznie odpowiedzi i argumentów, które słyszymy niemal na każdym kroku.

REKLAMA

Cała sytuacja zaczęła się od popularnego w przestrzeni internetowej reductio ad hitlerum i przytyku na temat niewysokiego wzrostu Jarosława Kaczyńskiego, a potem nastąpiła dosyć typowa dla współczesnych debat politycznych reakcja władzy. Usłyszeliśmy więc wzajemne wyzywanie się od prostaków, będące pochodną „winy Tuska” stwierdzenie „PO nikt nie przebije w chamstwie”, a także hasła o „świętych krowach” i „nadzwyczajnych kastach”. Czyli w jakimś sensie nic nowego pod słońcem, ale raczej nikogo nie powinno to cieszyć. Nie jest to bowiem ani wysoki poziom retoryki, ani sposób w jaki politycy powinni rozmawiać między sobą i niezadowolonymi obywatelami.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA