1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Film „Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge” zadowoli tylko nielicznych fanów kultowej serii

Mortal Kombat Legends Scorpions Revenge / materiały prasowe

Animacja „Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge” nie funduje fanom artystycznego fatality na poziomie potwornego „Mortal Kombat: Unicestwienie”, ale to ciągle nie jest satysfakcjonujące przeniesienie kultowej serii gier na język filmowy.

Oj, nie mają nadal szczęścia gry wideo do filmowych adaptacji. Zapewne w dużej mierze wynika to z prostego faktu – gry to jednak inna poetyka niż film czy serial. Uwielbienie do danej produkcji elektronicznej rozrywki wynika w dużej mierze z jej mechaniki i grywalności, rozumianej jako interaktywności. Tego nie da się przełożyć na język kina. Sama fabuła, postaci czy motywy, nie dość, że nie zawsze pasują do ram filmowych, to jeszcze nie wystarczą, by oddać ducha danego tytułu.

Z „Mortal Kombat” sprawa jest o tyle łatwiejsza, że jest to bijatyka, tak więc, teoretycznie, żadna wielka filozofia dla twórców filmowych. Do tego autorzy gry stworzyli całkiem pokaźnych rozmiarów mitologię oraz rozpisali biografie i historie postaci z „MK” (co miało swój niemały wkład w ogromny sukces tej serii), więc pozornie filmowcy mają jak na talerzu podane wszystkie składniki do solidnej adaptacji. Ale jednak jakoś to nie idzie.

Dość powiedzieć, że dotąd jedynym w miarę udanym filmem adaptującym grę jest „Mortal Kombat” z 1995 roku w reżyserii Paula W.S. Andersona. Sam w sobie film ten nie jest wysokich lotów (delikatnie rzecz biorąc), choć wspominam go z dzieciństwa z niemałym sentymentem, ale jako adaptacja tej konkretnej gry spisał się nieźle. Jego sequel to już z kolei jeden z najgorszych filmów jakie widziałem.

Obecnie powstaje kolejna hollywoodzka inkarnacja „Mortal Kombat”, która ma mieć premierę w styczniu 2021 roku, natomiast wcześniej, bo w bieżącym 2020 roku, na rynku (póki co w wersji Blu-ray) pojawiła się też animacja „Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge”. Jak wypadła na tle poprzedników?

Zacznę może od tego, że pomysł na ów film wydawał mi się z początku całkiem interesujący.

Jak sam podtytuł wskazuje, w teorii głównym wątkiem miała być postać Scorpiona (jedna z najbardziej uwielbianych i kultowych pośród fanów serii gier).

Film zaczyna się od przedstawienia jego historii, a konkretniej rzecz biorąc origin story, w której to cały jego klan, wraz z żoną i dzieckiem, został wymordowany przez popleczników złowrogiego ninja Sub-Zero. Poprzysięga on zemstę, która ostatecznie prowadzi go do turnieju Mortal Kombat, w którym rozstrzygać się będą losy wielu światów. Resztę historii znacie z poprzednich filmów i gier.

Pisałem jednak wcześniej o wątku Scorpiona w czasie przeszłym, gdyż, o dziwo, w pewnym momencie, został on zrzucony na drugi plan. Jest to przedziwna decyzja ze strony twórców, którzy ewidentnie chcieli skupić się na nim, nadając zresztą wyraźny podtytuł tej produkcji. Tymczasem Scorpion, po kilkuminutowym wstępie, staje się nagle tylko jednym z bohaterów, zupełnie jak w grze czy filmach, a reszta fabuły to, do pewnego momentu, rozwinięte powtórzenie tego, co mogliśmy oglądać w kinowej produkcji z 1995 roku.

Jest tu trochę więcej postaci niż w pierwszym filmie i grze z 1992 roku, ale, poza finałem, jest to mniej więcej znana nam historia rozłożona na kilka postaci. Są więc i Liu Kang, Sonya Blade, Johnny Cage, Raiden, Goro, Shang-Tsung i wielu innych.

Mortal Kombat Legends Scorpions Revenge sonya liu kang johnny cage

Wątek Scorpiona powraca raz na jakiś czas i ogrywa on istotną rolę w finale, ale osobiście nie miałem poczucia, że to jego film.

Spodziewałem się raczej albo tylko jego historii, albo opowiedzenia fabuły „Mortal Kombat” z perspektywy Scorpiona. Nie wiem więc, czy jego wątki były bardziej rozbudowane i po prostu trafiły pod montażowy nóż, czy twórcy od początku tak to dziwnie rozplanowali. Mi w tym wszystkim zabrakło spójności i jakiejś bardziej przemyślanej konstrukcji fabularnej. Tym bardziej, że w pewnych momentach o wiele bardziej wyraźnymi postaciami stają się Sonya czy Johnny Cage, który bezapelacyjnie dostał najlepsze kwestie i stanowi wyraźny comic relief tego filmu.

To podejście dziwi mnie o tyle, że „Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge” nie jest animacją dla dzieci ani nawet nastolatków. To produkcja dla dorosłych, głównie biorąc pod uwagę ilość scen gore, ćwiartowania przeciwników, tryskającej krwi i fruwających flaków. Tego typu narracyjne wpadki można by wybaczyć w produkcji dla dzieci, ale nie w tym przypadku.

Moje spore zastrzeżenia budzi też animacja.

Sam nie wiem czemu naprawdę piękną i dopracowaną kreskę w przypadku amerykańskich produkcji możemy oglądać w filmach Disneya, a za granicą w japońskich anime, natomiast wszystko inne nie potrafi olśniewać. I tak samo ma to miejsce w „Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge”. Kreska jest „kwadratowo-kanciasta”, bardzo niedokładna.

Mortal Kombat Legends Scorpions Revenge goro

Do tego tła ewidentnie odstają od reszty, wyglądają niewiele lepiej niż te z „Bojacka Horsemana”, co biorąc pod uwagę fakt, że mówimy o kultowej marce Mortal Kombat, delikatnie rzecz biorąc dziwi.

Same sekwencje pojedynków są za to w miarę udane. Animacja ma dobre tempo, bywa, że jest naprawdę widowiskowa. I krwawa. Czasem aż za bardzo, choć to pewnie brzmi kuriozalnie w recenzji Mortal Kombat, ale zdarza się, że krwi i szaleńczego szatkowania ludzi bądź stworów niczym szynki było tu za dużo. I niekiedy wydają się zwyczajnie przesadzone, i to nie w stylu, który znamy z gier.

Są też oczywiście kultowe fatality, wraz z wyrywaniem czaszki razem z kręgosłupem, ale przyznam, że do ich widowiskowości i pomysłowości z elektronicznego pierwowzoru daleka droga.

„Mortal Kombat Legends: Scorpion’s Revenge” jest więc propozycją dla naprawdę oddanych fanów serii.

Albo ewentualnie dla niedzielnych sympatyków, których usatysfakcjonuje ten powrót do znanych i lubianych postaci. Nadal jednak czekam na w pełni udaną produkcję z logiem Mortal Kombat.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.