1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale
  4. VOD

„Dom z papieru” już tak nie „grzeje”. 4. sezon serialu o Profesorze i jego gangu obejrzysz od teraz na Netfliksie

Profesor i jego gang wracają. Już dziś premiera 4. części „Domu z papieru”. Czy było na co czekać?

dom z papieru 4 sezon czy warto

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Dom z papieru” to chyba jeden z tegorocznych najbardziej oczekiwanych seriali na Netfliksie. Polacy od razu pokochali szalonego Profesora i jego ekipę, którzy kilka lat temu niepostrzeżenie, bo w okresie Świąt Bożego Narodzenia, pojawili się w serwisie streamingowym. Od czasu premiery 1. części szum związany z „La Casa De Papel” nie cichnie.

Już dziś w katalogu Netfliksa pojawiła się 4. część produkcji, która wrzuca nas od razu w centrum wydarzeń. I to – paradoksalnie – stanowi największy problem serialu, a raczej sposobu jego dystrybucji.

Już pierwsze dwa sezony zostały przez Netfliksa sztucznie podzielone. W hiszpańskiej telewizji pierwsza i druga część „Domu z papieru” wyemitowane zostały jako jeden sezon. O ile jeszcze to nie stanowiło problemu, bo obie serie wylądowały w serwisie w niedużym odstępie czasowym (1. część w grudniu 2017 roku, kolejna w kwietniu 2018), o tyle części 3. i 4. dzieli prawie rok. Biorąc pod uwagę, że przedostatni sezon urywa się w bardzo dramatycznym momencie, widzowie mogli poczuć się z jednej strony rozochoceni, by zobaczyć więcej, a z drugiej strony rozczarowani, że nie dowiedzą się od razu, co czeka naszych bohaterów.

Stoję gdzieś w rozkroku pomiędzy jedną a drugą grupą – 3. sezon „Domu z papieru” nie był tak udany jak dwa poprzednie, bo wydarzenia momentami nikły gdzieś w oparach absurdu (tego i nie brakowało w dwóch pierwszych częściach, ale z racji fantastycznej dawki emocji i „świeżości” tematu w serialowym świecie, można było przymknąć na to oko), ale kiedy już zdążyłam się szczerze, mówiąc kolokwialnie, „wkręcić” w nowy skok Profesora i jego załogi, nagle znikąd przyszło ostre cięcie.

Teraz, z okazji premiery 4. części, mamy okazję do tej gonitwy wydarzeń powrócić.

W tym sezonie będziemy mieli do czynienia z rozłamem w przestępczej grupie. Dwie ważne postaci z gangu będą próbowały ratować sytuację – każda z nich znajdzie się w niebezpiecznych dla siebie okolicznościach. I każda z nich będzie obawiała się zdrady tej drugiej. A tym razem stawka będzie jeszcze wyższa. Pojawią się też przetasowania na szczycie i w życiu uczuciowym uczestników skoku.

Szkopuł w tym, że po pierwsze zapomnieliśmy już częściowo, co działo się w serialu, kiedy oglądaliśmy go rok temu, a po drugie napięcie nie jest stopniowo budowane. Musimy szybko odnaleźć się w tej, co prawda nieskomplikowanej, ale nawarstwionej fabule i na nowo zżyć z bohaterami. Bez tego zaangażowania emocjonalnego radość z oglądania hiszpańskiej produkcji jest nikła, żeby nie powiedzieć – żadna.

Czy to znaczy, że formuła „Domu z papieru” się wyczerpała?

I tak, i nie. Z perspektywy widza, a nie marketingowej, którą doskonale rozumiem, o wiele przyjemniej byłoby mi zasiąść do dwóch sezonów „Domu z papieru” i obejrzeć je ciągiem, niż mieć poczucie, że szatkowana seria gdzieś przecieka mi przez palce i przelatuje nad głową. Profesor już tak nie urzeka, a reszta bohaterów nie budzi już takiej sympatii jak kiedyś. Ich problemy to stara sprawa, sprzed blisko roku, straciłam z nimi więź, a ciągłe odkrywanie przeszłości, która służy tylko do nadbudowania teraźniejszych wydarzeń, by te w ogóle miały jakikolwiek sens się toczyć, nie pomaga.

„Dom z papieru”, czy raczej jego kontynuacja w 4. części, pokazuje dwie bolączki współczesnych seriali, których jednak coraz częściej (i bardzo dobrze!) nie kręci się w nieskończoność.

Liczne cliffhangery służące tylko stymulowaniu widza, bywają przez niego postrzegane jak „oszustwo”, którym jest zmęczony. Coraz częściej przypominają tanie chwyty wprost z areny wrestlingowej, które są tylko sztuką kamuflażu dla opowiedzenia dobrej, mocnej historii, która powinna bronić się sama. Chęć wykorzystania popularności jak najdłużej, może odbić się czkawką – kolejne sezony nierzadko wyglądają jak tworzone na potrzeby promocji, a z nie rzeczywistej chęci opowiedzenia historii. A to skutkuje tym, że nagle w kolejnych seriach doświadczamy w pewnym sensie luk fabularnych poprzednich sezonów – jak bowiem uzasadnić to, że nikt nie zająknął się wcześniej o nowej-starej bardzo ważnej postaci czy istotnych wydarzeniach z przeszłości?

„Dom z papieru” w 4. sezonie zawodzi bardziej niż 3. seria z prostego powodu – jest jej sztucznym przedłużeniem. Jestem pewna, że gdybym mogła od razu obejrzeć 3. i 4. część, w formie po prostu 2. sezonu, nie byłabym aż tak rozczarowana. Nie dostajemy tu w pewnym sensie niczego nowego – ot kontynuacja nieco zbyt wymyślnych i czasem naprawdę nieprawdopodobnych zdarzeń. Ale bez pasji ze strony widza to już tak – wybaczcie za dosłowność – po prostu nie „grzeje”.