1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Znak Diabła” to nowy horror klasy C, który sam siebie bierze zbyt poważnie – recenzja

znak diabla netflix recenzja

Co jest gorsze od słabego horroru? Słaby horror, który nie ma żadnego dystansu do samego siebie. Taki właśnie jest przypadek starszaka rodem Meksyku pod tytułem „Znak Diabła”, który właśnie trafił na Netfliksa.

„Znak Diabła” to horror rozpisany wokół tematu opętania i egzorcyzmów. Przyglądamy się w nim, jak demon opętuje ciało młodej dziewczyny o imieniu Camila. Walkę o jej duszę podejmuje Karl, który sam walczy z opętaniem, a także ksiądz Tomas, który z kolei zmaga się z... uzależnieniem od narkotyków.

Oglądając „Znak Diabła” już w ciągu pierwszych 5 minut nawet niezbyt wprawione oko dostrzeże, że mamy tu do czynienia z produkcją pół amatorską.

Ograniczenia budżetowe widać już na poziomie mało doświadczonego operatora kamery (chwilami można odnieść wrażenie, że to student-debiutant, który nie potrafi zapanować nad obiektywem), kiepskiego oświetlenia, kiepskiego aktorstwa. W Stanach wytwórnie kręcą horrory za malutkie pieniądze, ale udaje im się zachować efekt profesjonalizmu i całość nie sprawia wrażenie taniego filmu domowego. „Znak Diabła” takie wrażenie jednak robi. I to na każdym kroku. Od wspomnianych wcześniej problemów, po pisany na kolanie scenariusz, który bezwstydnie powiela bez krzty kreatywności wszystkie znane nam schematy z horrorów o opętaniu i egzorcyzmach. Nawet jeśli nigdy nie widzieliście filmów z tego gatunku, to „Znak Diabła” i tak nie jest wart waszego czasu.

znak diabla netflix horror

Z tych wszystkich marnych wtórności, kiepskiego wykonania, fatalnego aktorstwa i ogólnej amatorszczyzny całości można by się nawet chociaż trochę pośmiać, gdyby tylko całość nie była tak bardzo na serio.

Twórcy chyba naprawdę mieli poczucie, że tworzą coś wielkiego, horror, obok którego nikt nie przejdzie obojętnie, bo takie wrażenie można odnieść oglądając „Znak Diabła”. A gdyby ten film był w stanie co jakiś czas mrugnąć do widza okiem, może nie wskoczyłby od razu o poziom wyżej, ale przynajmniej stworzyłby trochę lepsze wrażenie.

Domyślam się, że w obecnej sytuacji nie narzekacie na brak rzeczy do oglądania, także pozwólcie, że ułatwię wam decyzję, któregoś z nadchodzących wieczorów – omijajcie film „Znak Diabła” szerokim łukiem.