1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Niestety spór o „Wiedźmina" Netfliksa jest toksyczny. Nie ma sensu go już podsycać

Niestety spór fanów o „Wiedźmina" Netfliksa jest toksyczny

Dawno nie widziałem, żeby jakiś serial (ale dotyczy to również innych wytworów popkultury) spolaryzował widzów tak bardzo, jak „Wiedźmin" platformy Netflix. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Premiera „Wiedźmina” okazała się ważnym wydarzeniem. Tak ważnym, że Netflix postanowił zorganizował dużą akcję marketingową w Warszawie, nie skąpił na plakaty, a już przed premierą zapowiedział, że będzie 2. sezon. Tak, Netflix wie, co robi, bo z tego co mi wiadomo, to sama impreza z przedpremierowym pokazem cieszyła się sporą popularnością, a wieści o 2. sezonie rozeszły się po Internecie z prędkością Płotki w cwale. Na Rozrywce.Blog też zauważyliśmy, że chętnie czytacie teksty o ekranizacji prozy Sapkowskiego, dyskutując z nami, czasem niestety dość ostro.

Nie mamy jeszcze informacji o oglądalności „Wiedźmin” od Netfliksa. A nawet jeśli je dostaniemy, to będą one szczątkowe.

Ale patrząc na to, jak wiele mówi się o serialu, możemy już powiedzieć, że tytuł jest hitem. Przynajmniej w Polsce. Zauważam jednak, że temperatura - nie chce mi przez gardło przejść, że „dyskusji” - sięga już takich rejestrów, że za chwilę nie będzie już o czym rozmawiać.

wiedźmin silne kobiety

Pod moją - nieprzesadnie krytyczną, ale jednak wyrażającą rozczarowanie - recenzją pojawiło się wiele wypowiedzi fanów, którym serial się podobał. Często jednak nie były to argumenty, a mniej lub bardziej obraźliwe komentarze. I było ich naprawdę dużo, często też były ostre, personalne i pisane taką polszczyzną, której nie ma w słownikach. Zaczęło mnie to zastanawiać, bo chyba ostatni razem było tak ostro, gdy przez Internet przetoczyła się plotka, że Ciri może być grana przez reprezentantkę mniejszości.

Poświęciłem więc sporo czasu, aby przyjrzeć się komentarzom, dyskusjom, licznym memom, które pojawiły się niedługo po premierze. Z powodów estetycznych i ze względu na ustawę o języku polskim nie będę ich przytaczał. Zauważyłem jednak, jak niewiele jest tu merytoryki, jak wiele wzajemnego obrażania.

Pierwszy raz w Internecie? - możecie śmiało zapytać.

Otóż nie, bywałem w tych rejonach już wcześniej, ale dawno nie widziałem tak licznego pospolitego ruszenia w dyskusji o kulturze! Doceniam, że bardziej zajmuje nas serialowa adaptacja literatury, niż kolejna emocjonalna i najpewniej wykreowana polityczna wojenka. Tylko w wielu miejscach zrobiło się przynajmniej toksycznie.

Wrócił znowu czający się ciągle nad horyzontem spór widzowie kontra krytycy. Podsyciła go sama showrunnerka serialu, Lauren S. Hissrich, która w jednym ze swoich wpisów nawiązała do recenzji w serwisie Entertainment Weekly, w której to dziennikarze przyznali się wprost, że nie obejrzeli wszystkich przedpremierowych odcinków. Hissrich zestawiła ten nieprofesjonalny tekst z „prawdziwymi fanami” („REAL fans” – tak napisała).

To podejście jest błędne i krzywdzące.

Wiele razy już czytałem o rozróżnieniach na „prawdziwych fanów” i tych niedzielnych, takich „pikników”. A teraz jeszcze dochodzi do podziału między krytykami a „fanami”. A czy ktoś zajmujący się zawodowo pisaniem o książkach, filmach i serialach nie może być również miłośnikiem jakiejś twórczości, gatunku i pisarza? A co gdyby powiedzieć, że w gruncie rzeczy różnica między krytykiem a zwykłym widzem, to tak naprawdę miejsce, w którym dana osoba publikuje?

Osoby „Wiedźminem” Netfliksa rozczarowane, a nie posługujące się jedynie wyssanymi z brunatnego palca argumentami, mają swoje powody, aby produkcję krytykować. Nikt jednak nie obiera prawa do dobrej zabawy widzom, którym rozmaite niedociągnięcia nie przeszkadzają. To często kwestia akcentów, podejścia i czasem po prostu gustów, bo rozmowy o tym, czy zbroje Nilfaagrdczyków są w porządku przypominają trochę spór o kolor sukienek.

Zagraniczne media, które nie były zresztą tak pobłażliwe dla „Wiedźmina”, jak znaczna część polskich, mogą nie mieć tak szerokiej perspektywy, jak rodzimi widzowie. Ale wśród recenzentów jest spora rzesza fanów (do których, dosłownie nawiasem mówiąc, też się zaliczam), nie różniących się wcale od widzów, czytelników i graczy, którzy pokochali świat wykreowany przez Sapkowskiego. I naprawdę wierzę w to, że jest miejsce na wszystkie głosy, te pochwalne i te mniej, jakoś powinniśmy się pomieścić.