1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Nie obejrzę jeszcze raz „Gry o tron”. I mam ku temu bardzo dobry powód

Pewna, znacząca nawet, część życia redakcyjnego kręci się w pobliżu serialowej „Gry o tron” i ja sam wpadam czasem w pułapkę rosnącego zainteresowania. To jeden z najgłośniejszych seriali ostatnich lat, kochany i nienawidzony przez miliony, a co za tym idzie, wyczekiwany. I to wyczekiwany tym bardziej, że finałowy sezon będzie musiał spiąć mocno rozwleczoną już fabułę, a do tego stanowić godne zwieńczenie cyklu, który zmienił historię telewizji.

gra o tron nie obejrze
141 interakcji
dołącz do dyskusji

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Część z nas z „Grą o tron” jest już 8 lat, od czasu premiery pierwszego sezonu.

Te ostatnich kilka tygodni to doskonały czas, aby przypomnieć sobie ważniejsze wątki serii, poprzednie sezony, a może nawet okazja na coś więcej. Bo jeśli po tylu latach wrócimy do 1. sezonu, to pojawia się również sposobność ku temu, aby skonfrontować się z tym, co przechowała nasza pamięć. Doskonale wiemy przecież, jak rewelacyjnie i krwawo została zrobiona bitwa bękartów w 9. odcinku 6. sezonu, ale czy pamiętacie, że większość starć, gdzie walczyły ze sobą armie pretendentów do tronu, odbywała się poza kadrem? Potencjalnie emocjonujące rozbicie wojsk Jaimie’ego przez Robba Starka znamy tylko z opowieści i konsekwencji.

Właśnie z takim zamiarem, to znaczy przypomnienia sobie wątków i ewentualnej konfrontacji z tym, co pamiętam, postanowiłem włączyć sobie 1. sezon. Tak, od początku.

hbo go kwiecień

Wiedziałem, że raczej nie zobaczę całego serialu jeszcze raz, bo to w końcu 7 sezonów.

I obejrzałem kilka. Nie było wcale źle. Myślę nawet, że było lepiej, niż się spodziewałem. Pierwsze sezony nie zestarzały się, aż tak bardzo, widać było postęp w grze aktorskiej znacznej części obsady. Zaskoczyło mnie też to, jak ładnie rozwijają się kolejne wątki i kolejni bohaterowie. Oglądając 1. sezon w kontekście (niemalże) całości, widać konsekwencję oraz mrówczą pracę scenarzystów i Martina.

I, cholera, znowu się wciągnąłem.

To o tyle ciekawe, że „Gra o tron” nie jest nawet na liście 5 moich ulubionych historii w odcinkach. Starłem się jednak z tym, że absolutnie nie jestem w stanie oglądać jej dalej. Nie chodzi tu nawet o brak czasu, choć wskazówki zegara nieubłaganie odmierzają czas wolny i przeznaczony na przyjemności, ale raczej o to, że moja optyka zmieniła się w ostatnich latach.

Kiedyś nie miałem większego problemu, żeby film czy serial obejrzeć jeszcze raz. Ba, „Rodzinę Soprano” widziałem prawie 3 razy, uwielbiam ten serial i naprawdę mnie relaksuje.

Dzisiaj jednak, dokładnie to samo uczucie i chęć powtórnego obcowania z jakimś dziełem ustępuje wyrzutom sumienia. Wydaje mi się, że chęć poznawania nowych historii i słuchania nowych opowieści ustępuje myśli o zupełnie luźnym i swobodnym obcowaniu z filmem, serialem czy książką. Rynek rozrywki jest tak wielki, że nie sposób konsumować wszystkiego, codziennie pojawiają się nowe dzieła, które – jak krzyczą zwiastuny, budżety i nasi znajomi – trzeba znać.

5 sezon gra o tron

Jest w tym chyba jakaś przewrotność, bo mimo tego że doskonale zdaję sobie sprawę, iż wszystkiego obejrzeć i przeczytać się nie da, ciągle terroryzuje mnie myśl, że na skutek swojego wyboru coś stracę. I może jest to lęk przed pominięciem (FOMO), tak bolesny w świecie, który codziennie bombarduje nas nowymi i bardzo ważnymi informacjami, a może to klasyczny niemalże dylemat osiołka z wierszyka Aleksandra Fredry.

I dzisiaj już wiem, że te kilka odcinków „Gry o tron” to był jednorazowy wyskok.

Tym razem odciągnęła mnie nigdy nieskończona książka Umberta Eco, dwa blockbustery, które wleciały na HBO, dwie wizyty w kinie, jedna w teatrze, komiks, który pokrył się kurzem tak bardzo, że zdmuchnięcie go wyglądało jak scena z przygodowej animacji.

Pozornie wygrałem. Zmiana, nowe doświadczenia, odmienne punkty widzenia wygrały ze stagnacją i powrotem to tego, co już znam. Pozornie. Bo znane i sprawdzone światy bywają przecież tą stabilną przystanią w zmieniającym się krajobrazie popkultury. I nawet jeśli oglądamy coś więcej niż raz, to kto powiedział, że to będzie dokładnie takie samo doświadczenie i taki sam seans?