1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Skąd cały ten szum wokół Billie Eilish? Sprawdzamy jej debiutancki album „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”

billie eilish recenzja

Sensacja sceny popowej, najbardziej wyczekiwany debiut roku, młoda artystka w ekspresowej pogoni na szczyt. Skąd cały ten szum wokół Billie Eilish? W końcu możemy sprawdzić.

Tak mocny debiut nie mógł wydarzyć się przypadkiem. Stąd od miesięcy pytania o pochodzenie Billie Eilish, o to, kto jej pomaga, o jej rodzinę, muzyczne początki i o to, dlaczego tak śmiało i bezczelnie pnie się ku górze. Oprócz pytań są i pochwały, między innymi od Dave'a Grohla. Młodziutka artystka zaprezentowała dziś swój debiutancki album „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” i mam nadzieję, że miejsce tych wszystkich pytań zajmą zachwyty lub chociaż wyrazy szacunku wobec świetnej roboty, którą wykonała razem z bratem.

To właśnie starszy brat Eilish, Finneas O'Connell, pomógł jej w przygotowaniu pierwszej długogrającej płyty.

Nagrali ją w domu w Los Angeles. Trzy grosze dorzuciła pewnie wytwórnia, pomagając niespełna 18-letniej debiutantce określić swój styl i wizerunek. W wyniku czego narodziła się Billie Eilish, która jest trochę jak typowa współczesna (a może nie tylko współczesna?) nastolatka - pomieszanie horroru ze słodyczą i delikatnością. Trochę spoko, a trochę creepy.

Muzyka Billie Eilish nie ma jednak w sobie niczego z nastoletniości. To często wyposażone w dość odważne teksty dojrzałe kawałki, dopieszczone produkcyjnie zresztą przez samą Billie i jej brata. Dziewczyna śpiewa o byciu twardą, o tym, że wszystkie dobre dziewczynki idą do piekła i o uzależnieniu od drugiej osoby.

Na „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” roi się od rozmaitych inspiracji - od r&b w „Wish you were gay” po trapowe echa w „You should see me in a crown”. Mocniejszymi punktami albumu są single utrzymane w szybszym tempie - „Bad guy” czy świetny i upiorny „Bury a friend”. Eilish zdarza się kierować w spokojniejsze rejony, jak choćby w „When the party's over”, gdzie popisuje się wyższymi rejestrami wokalnymi, czy w piosence „8”, rozpoczynającej się jak ballada śpiewana pod ukulele.

Krzepiącym jest fakt, że tak dobra i dopracowana płyta powstała bez ogromnego sztabu nominowanych do Grammy producentów. Widać śmiałość i bezczelność Billie przekonała wytwórnię, która jej zaufała i dała wolną rękę w kwestii pracy nad debiutem. Oby wystarczyło jej tej bezczelności na kolejne lata trudów kariery w mainstreamie.