1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Jeśli chcecie cofnąć się o 20 lat do czasów świetności „Bravo”, obejrzyjcie nowego „Big Brothera”

big brother nowa edycja

Po blisko 20 latach od pierwszej edycji do telewizji wrócił „Big Brother”. W domu Wielkiego Brata zamieszka kilkunastu uczestników, których poczynania będziemy mogli oglądać nawet kilka razy dziennie na żywo. Powstaje być może nieco przewrotne pytanie: a komu to potrzebne?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Wieść o nowym „Big Brotherze” wywołała w sieci zdziwienie i sprowokowała do kpin. Taka reakcja Polaków nie dziwi, bo choć nie jesteśmy tak postępowi jak np. Amerykanie, to dla nas też niczym nowym nie jest podglądanie ludzi żyjących w zamknięciu. Widzieliśmy już „zwykłych” śmiertelników, którzy obserwowani są przez kamery w trakcie intymnych czynności, do swoich domów wpuszczały nas wielkie, znane na całym świecie gwiazdy i ci mniej popularni celebryci. Ekipy z „Warsaw Shore” udowodniły, że można nie mieć żadnych granic, nawet na wizji.

Ale to właśnie pierwsze edycje „Big Brothera”, kiedy to Frytka kąpała się w wannie z Kenem, budziły ogromne kontrowersje. Tym lata temu żyła Polska i rodzime media.

Od tego czasu wiele się zmieniło, a kolejne granice były konsekwentnie przekraczane. Z „ukrycia” obserwowaliśmy już nie tylko tych, którzy świadomie godzili się na taką ideę programu, ale także uczestników, których celem w show było tak naprawdę coś innego – np. prowadzenie baru, zdobycie tytułu Top Model czy przetrwanie na tzw. bezludnej wyspie.

Można pokusić się o stwierdzenie, że widzieliśmy już właściwie wszystko.

Obserwowanie gościa, który udaje, że klepie po zadzie sztuczną świnię, wykonując przy tym ruchy frykcyjne, już na nikim nie robi wrażenia. Co najwyżej żenuje albo prowadzi do pytań o naturę ludzką i ewentualną potrzebę nowej definicji posthumanizmu. A kiedy dodamy do tego jeszcze patostreamerów, za którymi nie siedzi cały sztab profesjonalistów (operatorów, reżyserów itd.), to próżno szukać w reality-show czegoś niezwykłego. Najbardziej niezwykła chyba jest ciągła promocja tego typu programów w telewizji. Zwłaszcza, że po obejrzeniu otwarcia „Big Brothera” ma się wrażenie, że przez te kilkanaście lat nic się nie zmieniło.

Większość uczestników wygląda jakby została wyciągnięta z „Bravo”. TVN chyba zapomniał, że mamy rok 2019, a nie 2009. Może i zapomnieli o tym sami zgłaszający się do show albo to taka moda, za którą ja z kolei nie nadążam.

Każdy chce być cool i trendy, na wszystko ma nadzieję i o tej nadziei wciąż zapewnia milionową publiczność (pierwszy odcinek obejrzały ponad 2 mln widzów). Poza tym jest szalony, lubi sporty ekstremalne, pracuje w jukej, jest silnym indywidualistą. Część chce być sławna, a część udaje, że nie chce. Wszyscy są zabawni, wyjątkowi i oprócz tego, że szaleni, zwariowani. Żyją na pełnych obrotach, a o 6 rano są już po joggingu, stretchingu i crossficie, z kolei o 24 bez chwili snu wpadają uśmiechnięci na imprezę. Prawdziwa plejada gwiazd z ZAGRANICO oraz młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków. Najprawdopodobniej żaden z nich nigdy nie przechodził całego jednego dnia w piżamie, stąd nie wydaje mi się, byśmy mogli znaleźć wspólny język. Tym bardziej, że mnie zmęczyło już słuchanie o ich niezwykłym i pełnym podbojów życiu. Po 30 minutach musiałam wstrzymać program na kolejne 15, żeby złapać oddech. I uciąć sobie drzemkę.

Bo nowy „Big Brother” zapowiada się nudno, przaśnie, nieciekawie, trochę żenująco. Poczułam się, jakbym wróciła do przeszłości.

O ile potrafię zrozumieć mechanizmy, jakimi rządzi się chęć uczestnictwa w takim show, choć jest mi ona nad wyraz obca (wiecie, chęć sławy, jakiś sprawdzian dla samego siebie, próba zmiany życia, zdobycie pieniędzy), to nie jestem w stanie – nawet mając świadomość zainteresowania otwarciem powrotu „Big Brothera” – wytłumaczyć sobie celowości tego show i to jeszcze w takim wydaniu. Wydaje się, jakby nikt zwyczajny, budzący sympatię nie chciał albo nie mógł wziąć udziału w tego typu programie. Trzeba być „jakimś”, choćby to było sztuczne, każdy musi mieć swoją łatkę. Oczywiście, to jasne, twórcy programu próbują zaserwować widzom spektrum archetypów, z którymi ci mogą się identyfikować.

Niestety, „Big Brother” wygląda jak maszynka do produkcji nowych gwiazdek TVN-u i kolejnych programów, które te będą prowadziły i które nie znajdą dla siebie miejsca nawet w stacji-matce.

To przecież „genialny” pomysł na casting dla ludzi, którzy w przyszłości mogą zarabiać pieniądze, także dla telewizji. A sama rekrutacja też może być z zyskiem. Ba, niech udział w niej pośrednio mają ci, na których potem i już teraz, właśnie w tej chwili, zarabiamy. Perpetuum mobile!

Nie przekonuje mnie ta estetyka rodem z 2001 roku, nie budzi we mnie nowy „Big Brother” żadnych emocji poza irytacją, że co jakiś czas wypadałoby dowiedzieć się, co słychać u tych modnych ludzi z racji konieczności bycia na bieżąco. Choć TVN zachęca do włażenia z butami w cudze życie, nie czekam na romanse, ekscesy, kłótnie, żarty i pakty, które obejrzymy w przyszłych tygodniach w programie. Od tego mam seriale i prawdziwe życie bez oka Wielkiego Brata. I to wystarcza mi w zupełności.

Nowe odcinki „Big Brothera” co niedzielę o 20:00 w TVN 7. Program dostępny jest też w Player.pl. Więcej o programie dowiecie się z oficjalnej strony show.