1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„The Order” miał przyprawiać o gęsią skórkę, a w rzeczywistości męczy niedociągnięciami i absurdalnością

the order

Chyba każdy serialomaniak zetknął się kiedyś z produkcją o czarownicach, magach, wilkołakach i innych mitycznych stworzeniach. Niektóre zachwycały, inne odstraszały. Jeśli zastanawiacie się, czy dać szansę „The Order”, przemyślcie to dwa razy.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Tematyka magii i mitycznych stworzeń chyba od zawsze fascynowała świat rozrywki. Spójrzmy choćby na wampiry, które funkcjonują jako postaci w kulturze popularnej właściwie niemal od samych początków kina. Wcześniej z kolei przez setki lat legenda o nich i innych nadludzkich stworzeniach była przekazywana za pomocą literatury i słowa mówionego. Nic więc dziwnego, że współcześni twórcy telewizyjni chętnie sięgają po tę tematykę. W końcu, jeśli nie znudziła się przez ostatnie stulecia, raczej nie ma szans, aby nagle przestała nas interesować.

Ostatnio jednak ci mityczni bohaterowie przeszli mało korzystną ewolucję. Niegdyś śmiercionośne wampiry, od których widoku mroziła się widzom krew w żyłach, zaczęły błyszczeć się na słońcu i uganiać za nastolatkami. Oczywiście spotkało się to ze sporym ruchem sprzeciwu. By wyjść naprzeciw oczekiwaniom widzów, twórcy obecnie eksperymentują z różnymi poziomami agresji i brutalizacji obrazów, które traktują o magicznych stworzeniach. Serial „The Order” miał być jedną z takich prób.

„The Order” na papierze wygląda nieźle.

Prawdę mówiąc, byłam pełna nadziei, sięgając po tę produkcję. Netflix przyporządkował „The Order” do kategorii mroczne i  trzymające w napięciu, a wśród gatunków znalazł się nawet horror. W dodatku oficjalny opis obiecuje widzom świat pełen tajemnic. Oto pojawia się Jack (Jake Manley), świeżo upieczony student, który dołącza do tajemniczego stowarzyszenia. Tam adepci uczą się kontrolowania magicznych mocy. W tym samym czasie na kampusie dochodzi do serii morderstw. Brzmi zachęcająco. A jak jest naprawdę?

Otóż Jack to faktycznie pierwszoroczny student. Jest sierotą, wychowuje go od dłuższego czasu jego dziarski dziadek (Matt Frewer). Chłopak dostał się na prestiżowy uniwersytet Belgrave, w którym od zarania dziejów funkcjonuje sekretne stowarzyszenie. Wielką ambicją Jacka jest dołączenie do tej elitarnej grupy. Nie będzie to jednak proste, ponieważ w przeciwieństwie do innych studentów chłopak pochodzi ze zwyczajnego domu.

Szybko odkrywamy także prawdziwy powód, dla którego główny bohater tak bardzo chce dołączyć do organizacji. Jest nim planowana przez długie lata zemsta. Jeden z członków ma ponosić winę za śmierć matki Jacka. Początkowy plan, opracowany wspólnie przez dziadka i wnuka, zaczyna się jednak z czasem komplikować. W grę zaczynają wchodzić nadprzyrodzone moce oraz inne opcje, które kuszą swoimi możliwościami.

„The Order” jest jak dom zbudowany z zapałek.

Aż się prosi o podpalenie. Serial jest po prostu koślawy. Akcja rozwijana w jednej scenie potrafi być raptownie przerwana, a widz zostaje przeniesiony do sekwencji, która nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co widzieliśmy jeszcze przed kilkoma sekundami. Następstwo i logika zdarzeń wołają o pomstę do nieba. Nie wspominając już o poziomie aktorskim, który wręcz zadziwia swoją przeciętnością (żeby nie powiedzieć miernością).

Osoby odpowiedzialne za dialogi chyba dawno nie obcowały z prawdziwymi ludźmi albo w celu przygotowania się do projektu obejrzały o jeden film o amerykańskich studentach za dużo. Nasi bohaterowie porozumiewają się przedziwnym zestawem słów, który jest mieszanką określeń w stylu „ultrasonograf” i „rdzeń mózgowy” z  wplątanym pomiędzy nie „ziomem”. W dodatku scenariusz bardzo lubi uwzględniać sceny picia alkoholu, które są wciśnięte dosłownie wszędzie.

I oczywiście są jeszcze efekty specjalne. Czasem są naprawdę niezłe. Innym razem wyglądają jak żywcem wyciągnięte z 1. sezonu „Xeny wojowniczej księżniczki” z 1995 roku.

„The Order” ratuje tylko w miarę udany finał.

Jeśli już przetrwacie pierwszych dziewięć odcinków, to może znajdziecie pocieszenie w informacji, że jak na to, co prezentował sobą cały sezon, finał jest naprawdę udany. Kończy się w całkiem nieoczywisty sposób i przyznam, że sama nie przewidziałam takiego biegu wydarzeń. Co przy produkcji, która próbując uchodzić za taką, co pokonuje schematy, a w rzeczywistości w dużej mierze je powiela, jest sprawą wyjątkową.

1. sezon „The Order” jest dostępny na platformie Netflix.