1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Northern Rescue” od Netfliksa chce być jak „This Is Us”, ale dusi się w oparach absurdu

Northern Rescue

Kanada chyba zapragnęła mieć serial pokroju „Tacy jesteśmy”. Problem w tym, że „Northern Rescue” robi z rodzinnego opowiadania odrobinę pokraczną historię, w którą dość trudno jest uwierzyć.

Rodzina jest jednym z uniwersalnych tematów, o których telewizja rozmawia od dłuższego czasu i prawdopodobnie będzie rozmawiać po swój kres istnienia. Każdy z nas funkcjonuje przynajmniej w namiastce rodziny. Niemal każdy, kto posiada rodzeństwo, doświadczył też trudów dorastania z nim. Podobnie sprawa się ma, jeśli jesteście rodzicami, bo chyba każdy zna przeogromną potrzebę chronienia swojego potomstwa i dbania o nie, jak najlepiej się potrafi. „Northern Rescue” postanowiło podjąć temat familii i jej codzienności. Jednak żeby nie było za przyjemnie, trzeba było dodać do tej beczki miodu łyżkę dziegciu. Ten absolutnie popsuł smak całości.

Rodzinę Westów z „Northern Rescue” poznajemy w jednej z pierwszych faz żałoby.

Matka rodziny, Sarah West, zmarła na raka. Pierwszy odcinek to właściwie takie ekspresowe nadgonienie historii i pokazanie, jak rodzinie żyło przed tą wiadomością i w trakcie choroby Sarah. Aż nagle jesteśmy niemal brutalnie wepchnięci w sceny pogrzebowe. Właściwa akcja serialu zaczyna się gdzieś w połowie epizodu.

John West jest zawodowym ratownikiem, pracuje bostońskim SAR, czyli oddziale ratunkowym. Wraz z Sarah zbudowali przez lata wspólnego życia dom dla swojej trójki dzieci, najstarszej Maddie, średniego Scouta oraz najmłodszej Taylor. Maddie (Amalia Williamson) pełni zresztą rolę narratora serialu – to głównie jej oczami poznajemy świat Westów. Nastolatka jest typem butnowiczki, nosi podarte ubrania, skórzane kurtki i uwielbia dogryzać całej swojej rodzinie. Scout (Spencer MacPhearson) to środkowe dziecko, wiecznie poszukujące tożsamości. Trochę z inicjatywy ojca próbuje swoich sił w zapasach. Co ciekawe w starej szkole jest najlepszym zawodnikiem. Gdy ją zmienia, nagle ma trudności z dostaniem się do drużyny.

Mamy też Taylor (Taylor Thorne), która chociaż na moje oko wygląda całkiem dojrzale, jest jeszcze młodziutką dziewczynką. I ponownie paradoks, podobno jest niezwykle utalentowanym mechanikiem, tworzy własne roboty, ale nie potrafi sobie poradzić z matematyką na poziomie gimnazjum. W końcu jest też wspomniana wcześniej głowa rodziny, John West, którego gra w serialu William Baldwin. Jeśli i wy przez cały pierwszy sezon ciągle będziecie odnosili się do niego per Alec Baldwin, nie przejmujcie się. Podobieństwo jest tak uderzające, że trudno się nie pomylić. Przynajmniej w wyglądzie.

Toniesz w długach? Wyjedź z miasta, a twoje problemy zostaną rozwiązane.

Krótko po śmierci żony, John wraz z dziećmi, a za namową siostry zmarłej, Charlie Anders (Kathleen Robertson), postanawia dokonać radykalnej zmiany. Cała rodzina przeprowadza się z Bostonu do miejscowości Turtle Island Bay. Co zadecydowało o wyprowadzce? Według tego, co możemy zobaczyć na ekranie, po pierwsze długi, w których zdaje się tonąć ojciec, a po drugie perspektywa posady szefa tamtejszego SAR-u. Co ciekawe, po dokonaniu tego ruchu długi rodziny magicznie znikają, a przynajmniej nigdy nie pojawiają się już jako temat wart rozważań dla serialu. Rodzina pakuje swój dobytek do samochodu i wyrusza w drogę, tylko po to, by na miejscu zastać spalone zgliszcza domu swojej ciotki, Charlie. Nie wiem, co myśleli scenarzyści, pisząc taki stek ciągłych nieszczęść. Jednak dobra, podążajmy dalej tą historią.

W ramach zaskakującej pomocy ze strony mieszkańców i najprawdopodobniej władz miasta, John, jego dzieci i ciotka Charlie dostają tymczasowe domy. Myślicie, że to po prostu pokoje w jakimś przydrożnym motelu? Albo może po prostu mieszkanie komunalne? Otóż nie. Rodzina Westów plus ciotka w ramach dodatku, wprowadzają się na teren opuszczonego centrum rozrywki wodnej. Tam znajdują nawet pingwina, który niczym pies zostaje normalnie zaakceptowany jako zwierzę domowe. Tak, jestem absolutnie przekonana, że tak kończy większość rodzin, które nie mają gdzie zamieszkać. W opuszczonym Aquaparku z pingwinem. I to zupełnie normalne, że zamykając taki ośrodek, zostawia się jedno dzikie zwierzę plątające się po korytarzach. A to wszystko dzieje się tylko w początkowych fazach serialu, dalej jest już tylko coraz bardziej absurdalnie. Nie popsuję wam jednak zabawy w odkrywaniu coraz to nowych zagadkowych wymysłów scenarzystów „Northern Rescue”.

Po dłuższym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że winowajcą musi być scenariusz.

To naprawdę mógł być dobry serial. Problem w tym, że scenarzyści chyba trochę za bardzo wzięli sobie do serca to, że muszą się czymś wyróżnić. Nie wystarczyła im już całkiem znani członkowie obsady aktorskiej. Problemów ze scenariuszem jest znacznie więcej. Dialogi są momentami niezwykle sztywne, a zachowania aktorów po prostu nienaturalne. Po bohaterach przez większość czasu zupełnie spływa śmierć najbliższej im osoby. Śmieją się, imprezują, zawierają nowe przyjaźnie. A ojciec rzuca się w wir treningu ochotników SAR-u. Czasem widzimy przebłyski tej żałoby, jakby w pewnym momencie twórcy uznali „hej, dawno nie pokazaliśmy smutnej Maddie albo Scouta, czas na chwilę przygnębienia po stracie matki”.

W Ameryce Północnej obecnie furorę robi produkcja „Tacy jesteśmy” NBC. Amerykańska telewizja wykonała przy tym obrazie kawał świetnej roboty. I wiecie co? Chyba CBC wraz z Netfliksem trochę za bardzo inspirowało się amerykańskim serialem o dorosłej trójce rodzeństwa bez jednego rodzica. W „Northern Rescue” jest trochę mniej przebłysków z przeszłości i rodzeństwo jest znacznie młodsze, ale mimo wszystko trudno nie uciec od wrażenia, że gdzieś to wszystko już widzieliśmy.

Plus produkcji to emocje, na które czekać musimy do końca sezonu.

Jeśli „Northern Rescue” dostanie swój 2. sezon, to być może serial dozna pewnego rodzaju rehabilitacji i gdzieś odnajdzie swoją unikalną tożsamość. Obietnicą tego, są ostatnie odcinki, w których widać więcej autentyczności, zarówno w dialogach, jak i grze aktorskiej. Koniec sezonu może też w widzach obudzić większe emocje. I chociaż nie będzie to przejażdżka emocjonalnym rollercoasterem, to w porównaniu do absurdalnych pierwszych odcinków będzie to przynajmniej szybki trucht.

1. sezon „Northern Rescue” jest dostępny na platformie Netflix.