1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Dramat, załamka i depresja - piszemy o nowej płycie PRO8L3Mu

pro8l3m widmo recenzja

Jestem przekonana, że nowy album duetu PRO8L3M będzie miał tyle samo zagorzałych fanów, co przeciwników. Ja jeszcze znajduję się po środku, ale z każdym odsłuchem przesuwam się w stronę tych pierwszych.

Drugi album długogrający Oskara i Steeza to sporo nowych rozwiązań, choć momentami uderza pewna powtarzalność formy. Jak choćby melodia w refrenie „Crash Test”, przypominająca tę z singla „Flary” z „Ground Zero Mixtape”. Na szczęście wątek nowinek przykrywa wspomnianą powtarzalność.

Na „Widmie” Oskar poszedł mocniej w podśpiewywanie, natomiast Steez w jeszcze większe kombinowanie z beatami. Jest reggaetonowy klimat w „Interpolu” (i romantyk-eskapista Oskar, nawijający o ucieczce w nieznane ). Są ciężkie, przestrzenne motywy, jak w „Prawdy nie mówi nikt”. Są też lżejsze, melodyjne, jak w „National Geographic”. W każdym wypadku oszczędne i dobrane w sam raz.

Podrzucane przez samych autorów słowa-klucze do interpretacji linijek Oskara, takie jak retrofuturyzm, degradacja, upadek współczesnej cywilizacji, można zastąpić hasłami takimi jak rozczarowanie, dramat, załamka, a nawet depresja. „Widmo” bowiem mocno skupia się na reakcjach człowieka. Przejawia się to dosadnie choćby w numerze „112”, pełnym poniekąd romantycznych wizji samobójstwa, okraszonych pozornie niepasującym do nastroju lekkim beatem.

Ponure wątki nie raz pojawiały się już w twórczości PRO8L3Mu, jednak chyba nigdy nie wybrzmiały tak mocno, jak na „Widmie”.

I żeby było jasne - nie wybaczam i nie ignoruję wersów, w których autor traktuje kobiety, delikatnie mówiąc, przedmiotowo, co jest zresztą częścią większego problemu. Doceniam za to coraz większy polot w pisaniu Oskara. Wersy ostre i te bardziej okrągłe. Te proste, celne i łopatologiczne, a także te skryte za metaforami. Proste myśli w stylu „Nic nie jest moje tak bardzo jak błędy” i bardziej zawiłe storytellingi. Doceniam to, że nadal potrafi strzelić celnie między oczy, by za chwilę popaść w coraz częstsze dla niego nostalgiczne tony. Huśtawka, jak to w życiu.

Czasami myślę, że nie chciałabym słyszeć słów Oskara w anturażu innym niż to, co wyczynia Steez. Gdy do gęstych linijek swojego kompana dopisuje zaskakująco minimalistyczne beaty. Albo gdy ni stąd, ni zowąd w piosence „Pirelli” wkleja fragment numeru JWP. Lub gdy recyklinguje stary numer Myslovitz i zaprasza do featuringu Artura Rojka. To, co producent wyczynił na „Widmie”, jest po prostu świetne.