1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Komiksy

Najbardziej przereklamowane serie komiksowe w historii [TOP 7]

Najbardziej przereklamowane serie komiksowe w historii [TOP 7]
126 interakcji
dołącz do dyskusji

Komiksy to obecnie wielomiliardowy rynek, pełen różnorodnych stylów i świetnych dzieł. Takich komiksów nie znajdziecie jednak na tej liście, choć wiele z wymienionych pojawia się na listach najwybitniejszych komiksów wszech czasów. Ich twórców wychwala się pod niebiosa, zachwyca kreską, fabułą i kreacją bohaterów, a komiksy przenosi na duży ekran. Całkowicie niesłusznie.

Wymienione tu komiksy są najlepszymi przykładami nadmiernej autopromocji, chwilowego hype'u i niezrozumienia tego, czym jest dobry komiks. Nie oznacza to, że mowa o całkowicie nieudanych dziełach, które nie mają dobrych stron. Przynajmniej w większości przypadków. Najwyższy czas jednak, by ktoś zaczął mówić o ich słabościach.

Tintin

tintin w kraju sowietów

Najstarszy komiks z listy i zarazem taki, który najgorzej się zestarzał. Hergé rozpoczął swoją karierę rysownika komiksów jako członek silnie prawicowego Le Vingtième Siècle. I wyraźnie widać to po pierwszych albumach Tintina. Debiutancki Tintin w kraju Sowietów był tak nieudolną propagandą i tak złym komiksem, że Hergé nawet nie chciał do niego wracać, gdy po latach doszło do kolorowania wczesnych numerów. Późniejsze albumy nie były pod tym względem dużo lepsze – dopiero w Błękitnym lotosie belgijski rysownik zainteresował się faktycznym życiem w opisywanym kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że Przygody Tintina to seria komiksów, która irytuje powtarzalnością motywów, mało przyjemnym głównym bohaterem i statyczną kreską.

Batman: Powrót Mrocznego Rycerza

Frank Miller to zdecydowanie kontrowersyjna postać świata komiksów. Twórca dzieł kultowych, ale też całej masy chałtury, która została wydana tylko ze względu na nazwisko. Batman: Powrót Mrocznego Rycerza to powieść graficzna przez wielu uważana za początek nowej ery komiksów o tym bohaterze. Nie jest to pod żadnym względem zły komiks – ma ciekawe założenia i atmosferyczne rysunki. Wiele z poglądów głoszonych przez Millera w Powrocie Mrocznego Rycerza dzisiaj razi, ale seria znalazła się na tej liście głównie ze względu na dwie kontynuacje. Mroczny Rycerz Kontratakuje i nieopublikowany do tej pory w Polsce The Dark Knight III: Master Race to albumy chaotyczne, głupawe i zawierające w sobie wszystkie najgorsze cechy późnego Franka Millera.

Atak tytanów

Japońskie historie obrazkowe wprowadziły do globalnego świata komiksów powiew świeżego powietrza. Potrafiły zaskoczyć nowatorskim podejściem do bohaterów i bombastyczną stroną wizualną. Znacznie przesunęły też granice brutalności w komiksach. W pierwszej chwili wydawało się, że Atak tytanów będzie kolejnym udanym przedstawicielem japońskiej sztuki komiksowej. Manga Hajime Isayamy opowiada historię postapokaliptycznego świata, w którym ludzkość została zdominowana przez potwornych tytanów. Koncept był ciekawy, ale z upływem miesięcy coraz mocniej było widać, że Isayama nie ma pomysłu na dalszy rozwój historii. Coraz bardziej wydumane zwroty akcji i systematyczne odejście od horroru w stronę typowego shonena okazały się ostatecznym gwoździem do trumny Ataku tytanów.

Thorgal

thorgal łucznicy

Wszystkich polskich fanów, którzy Thorgala traktują jak nietykalną świętość, mogę z góry uspokoić - komiks nie znalazł się na tej liście z powodu rysunków Grzegorza Rosińskiego. Wręcz przeciwnie. Jedyne, co trzyma poziom na przestrzeni całej serii i wielokrotnie ratuje Thorgala, to właśnie pomysłowy układ kadrów, dobór kolorów i idealnie wyważona, nieco zabrudzona kreska. Tych pochwał nie można jednak powtórzyć w stosunku do scenariuszy Jeana van Hamme'a. Thorgal to komiks pełen dziur fabularnych, powtarzalnych schematów i (niestety) słabo skrywanej mizoginii. Można powiedzieć, że taki już styl Van Hamme'a (zresztą powtarzający się na łamach innych jego komiksów). Nie zmienia to jednak faktu, że Thorgal zwłaszcza na początku odrzuca słabością swoich scenariuszy. Dopiero w kolejnych komiksach coraz częściej zmienia się perspektywa, pojawia się też postać Kriss de Valnor, która doczekała się potem własnej serii. Nazbyt często jednak Thorgal pełni mało ciekawą rolę ratownika bezradnych księżniczek.

Death Note

Death Note doczekał się jednego z najlepszych anime w historii oraz jednej z najgorszych seriali Netfliksa. Na samym początku tej niezwykle ciekawej historii była jednak manga autorstwa Tsugumiego Ōby i ilustrowana przez Takeshiego Obatę. Komiks pełen fantastycznych kadrów, pasjonujących bohaterów, ciekawych aspektów filozoficznych, a zarazem... jeden z najlepszych przykładów na to, co z dobrym komiksem potrafi zrobić przeciągająca się publikacja. Warto pamiętać, że większość japońskich komiksów ukazuje się początkowo w ilustrowanych magazynach. O dalszym istnieniu niejednego tytułu (zwłaszcza w tygodnikach) decydują przeprowadzane co jakiś czas ankiety czytelnicze. Mangi, które są najbardziej popularne, ciągną się latami i z czasem zamieniają w parodię tego, czym niegdyś były. Tak właśnie było z Death Note, którego szczyt nastąpił wraz z ostatecznym pojedynkiem duetu Light Yagami/L. Rzecz w tym, że ten nastąpił niemal dokładnie w połowie całej serii.

300

O ile w przypadku Powrotu Mrocznego Rycerza nie sposób powiedzieć, że mamy do czynienia ze złym komiksem, o tyle w przypadku 300 takie słowa są jak najbardziej zasadne. Mniejsza z tym, że fabuła 300 ma bardzo niewiele wspólnego z historyczną bitwą pod Termopilami. Większym problemem jest to, że Frank Miller w swoim komiksie stworzył pomniki, a nie bohaterów. A te są zwyczajnie nudne, niezmienne i do bólu patetyczne. Leonidas z 300 nie ma w sobie nic poza odrobiną machismo. Postawa Greków w komiksie ma przypominać o honorze i demokratycznych wartościach w starciu ze wschodnimi hordami morderców, ale czy to naprawdę brzmi jak fabula ponadczasowej powieści wizualnej? A skoro o rysunkach mowa - te również nie rzucają na kolana. Rozmazane, niestaranne, często przypadkowo śmieszne i niezamierzenie nieproporcjonalne. 300 jest zjawiskiem głównie z jednego powodu - to jedyny przypadek, gdy Zack Snyder zrobił film lepszy od adaptowanego komiksu.

The Amazing Spider-Man/One More Day

Spider-Man to prawdopodobnie najpopularniejszy komiksowy bohater obok Batmana, Asteriksa i może detektywa Conana. Nie bez powodu. Spider-Man i jego alter ego, Peter Parker wpisali się w historię popkultury złotymi zgłoskami. Człowiek-Pająk ma fantastycznych wrogów, ciekawych bohaterów drugoplanowych i fajne alternatywne wersje. To zarazem chłopak z przedmieścia, którego problemy trafiały w czułe miejsca czytelników. I pozostaje tylko jedno pytanie - czemu ma tak tragiczną główną serię komiksową? The Amazing Spider-Man to obok świetnych historii, także niesamowita wylęgarnia idiotycznych decyzji: zeszytów w których Peter Parker zachowuje się zupełnie jak nie on i crossoverów, których fabuły mają mniej sensu niż używanie dyskietek w 2018 roku. To właśnie wydarzenia tej serii doprowadziły także do znienawidzonego przez wszystkich fanów resetu postaci Spider-Mana. One More Day zostanie zapamiętane jako jeden z najgorszych crossoverów w historii branży komiksowej. I bardzo słusznie. Takie katastrofy lepiej pamiętać na przyszłość.

_________________________________________________________________________________________

Dziękujemy, że wpadłeś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.