1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

Wideo na czasie coraz dobitniej uświadamiają mi, że na YouTube'a jestem po prostu za stara

youtube trendy

Nie wiem, czy kiedykolwiek tak naprawdę czułam YouTube'a. Mechanizmy, które nim rządzą nie są mi całkowicie obce, mam jednak raczej na myśli to, że bardzo często z tym, co jest lub było popularne na polskim rynku, nie jest bądź nie było mi po drodze. A zakładka Na czasie tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że na YouTube'a jestem po prostu za stara.

Wielokrotnie próbowałam zrozumieć sukces różnych gwiazd YouTube'a. Przygotowując artykuły, rozmawiałam z nimi o ich pracy, sposobie na życie. Uczestnicząc w różnych wydarzeniach, obserwowałam reakcje dzieciaków i młodzieży na polskich cewebrytów. Zawsze zdumiewał mnie ten szał, który wybuchał, kiedy widzieli swoich idoli. Zdumiewało mnie też to, jak bardzo wytrwali są rodzice tych dzieci, którzy potrafią wytrzymać z nimi kilka godzin w sali katowickiego MCK-u, gdzie na scenie rapuje Multi w towarzystwie jakiegoś innego youtubera, którego pseudonimu - wybaczcie - nie pamiętam. Istna kakofonia.

Ktoś może powiedzieć, że to przecież nic nowego.

YouTube muzyka reklamy

Nastolatkowie zawsze mieli swoich idoli - muzyków, aktorów, prezenterów telewizyjnych i tak dalej. Jasne, mieli. Być może trudno mi się z tym identyfikować, bo nigdy nie wieszałam plakatów chłopców z boysbandów na ścianach albo fascynowali mnie muzycy, których już nie było na świecie, kiedy ja zaczynałam ich słuchać. Faktem jest też, że gdzieś tam w głębi duszy uważam artystów, czyli muzyków, pisarzy, aktorów za ciekawsze źródło inspiracji wszelakiej niż np. gości, którzy robią pranki na YouTubie.

Przez lata, z racji swojej pracy, która wymaga, aby być - nomen omen - na czasie, starałam się śledzić popularnych youtuberów.

A co za tym idzie ich dramy, wojenki, afery, które są tak zawiłe, że nagle Moda na sukces i powinowactwa jej bohaterów wydają ci się szalenie proste. Przecież to oczywiste, że Brooke jest macochą swojego kochanka, no o co wam wszystkim chodzi. Parę razy nawet się wkręciłam, jak była jakaś jazda z Atorem albo jak Dakann kogoś dissował, ale to Dakann, ten gość jest po prostu zabawny i do dzisiaj śledzę go na Facebooku, nierzadko z przyjemnością obserwując, jak komuś bezpardonowo potrafi dowalić, łamiąc wszelkie konwenanse.

W pewnym momencie przestałam jednak nadążać.

Zaczęło mi się wydawać, że youtuberów w Polsce jest więcej niż samych mieszkańców Polski, co oczywiście jest niemożliwe. Hiperbolizuję jednak celowo, by podkreślić, że namnożyli się jak grzyby po deszczu. Młodzi ludzie zafascynowali bumem, który w Polsce przypadł gdzieś na rok 2014 czy 2015, chcieli łatwych sławy i pieniędzy za reklamę butów New Balance'a, bo New Balance to przecież marka blogerów i vlogerów, więc ja sama noszę adidasy. Ci młodzi ludzie zapomnieli gdzieś po drodze, że ta prawdziwa sława i te prawdziwe pieniądze (a jakiś czas temu mówiło się, że 100 tys. za kampanię to już bywają realne pieniądze dla ludzi z YouTube'a) nie są dane wszystkim i że trzeba zapieprzać jak mały robocik, żeby o tobie nie zapomniano.

Co oglądać na Youtubie

Niemniej youtuberów z subami rzędu kilkudziesięciu czy ponad stu tysięcy, którzy są czyimiś idolami i zarabiają na swojej działalności, jest mnóstwo. Przestałam ich od siebie odróżniać. Kiedy wchodzę w zakładkę Na czasie na YouTubie mam wrażenie, że błądzę po omacku. Wczoraj jak obuchem w łeb uderzył mnie tytuł popularnego wideo: Ruda lubi na ostro. Że co? Kim są ci wszyscy ludzie? Dlaczego raperów w Polsce jest tak dużo jak youtuberów? Dlaczego Polacy kochają tani dance i disco-polo?

Jak to możliwe, że popularny jest materiał: Twister challenge z moją dziewczyną!?

Te pytania kłębią się w mojej głowie na dobrą sprawę od kilku lat, od kiedy regularnie przeglądam zakładkę Na czasie, ale znaczącą uwagę zwróciłam na nią w ciągu ostatnich miesięcy. I nie mogę wyjść z podziwu. Większość materiałów, jakie tam trafia, to wideo, które zupełnie mnie nie interesują. Żadna siła nie zmusiłaby mnie, żeby z własnej woli je oglądać i chcieć więcej. Zapewne wynika to z tego, że nie znoszę disco-polo, nie znam sporej części internetowych gwiazd, a jeśli znam, to za nimi nie przepadam i nie ciekawi mnie to, co nagrali, nie nadążam za raperami młodego pokolenia. A do tego ta pstrokata estetyka.

Ktoś mógłby pomyśleć, że narzekam.

I poniekąd miałby rację. Narzekam, bo mogę, ale przestałam się już obrażać na to, że większość tworów na YouTubie to chłam. Doszłam do wniosku, że po prostu ja do tej retoryki nie pasuję. Nie będę oglądać gameplay'ów z Minecrafta, nie dam rady oglądać czelendży, w których ktoś się wydurnia, bo wolę powydurniać się z moimi znajomymi. No i nie przekonam się do disco-polo. Choć raczej ta polska miłość, o zgrozo, nie ma wieku, co dobitnie uświadamiają nam ogródki działkowe podczas tej letniej aury.