1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Lider zespołu Korn w końcu nagrał solowy album. Jonathan Davis i płyta Black Labyrinth - recenzja

jonathan davis black labirynth

Frontman grupy Korn, 25 lat od momentu założenia kapeli, która zmieniła oblicze rocka, w końcu zebrał się w sobie i oddał w nasze ręce swój pierwszy solowy krążek. Przed wami "Black Labyrinth".

Czy nam się to podoba, czy nie nu metal odegrał bardzo ważną i niemałą rolę w kierunku, w jakim udała się muzyka rockowa na przełomie XX i XXI wieku. Za ojców tego gatunku uważa się grupę Korn, z Jonathanem Davisem na czele.

Przyznam się, że biorąc pod uwagę popularność Korna, jestem szczerze zdziwiony, że solowy album Davisa pojawia się na rynku dopiero teraz.

Ten obdarzony charakterystycznym wokalem muzyk ma w końcu oddaną rzeszę fanów i uznanie całej branży. Jak to mówią: lepiej późno niż wcale.

Choć na waszym miejscu nie nastawiałbym się na to, że "Black Labyrinth" przyniesie wam wyjątkowe muzyczne doświadczenie. To zaledwie udana płyta. Chwilami brzmiąca jak spin-off Korna, a chwilami skręcająca w trochę nieuczęszczane przez grupę dźwiękowe zaułki. Ale nie ma tu żadnej rewolucji, ani rewelacji. A szkoda.

Mimo wszystko instytucję solowych albumów nagrywanych przez członków większego zespołu rozumiem wtedy, gdy któryś z muzyków nie może w pełni wydobyć swojego głosu w grupie, albo chce zwiedzić nieznane muzyczne ścieżki.

Jonathan Davis na "Black Labyrinth" ewidentnie szuka nowych środków wyrazu

Z drugiej strony nadal bliski jest rytmom, atmosferze i melodyce znanym ze swojej macierzystej formacji.

Przejdźmy do konkretów. Final Days przynosi całkiem ciekawe dźwięki. Utwór ten, oparty głównie na sekcji rytmicznej, zatopiony jest w dalekowschodnich motywach. Później jeszcze do nich s powróci - m.in. w Basic Needs. I muszę przyznać, że wymieszanie ich z dźwiękową ornamentyką metalu, to świetny pomysł i brzmieniowa rewelacja!

Szkoda, że Davis nie zbudował na tym całej płyty. Wówczas to "Black Labyrinth" miałby szansę się czymś wyróżnić na tle dorobku wokalisty z grupą Korn i innych płyt rockowo-metalowych.

Everyone czy Happiness to ostre jak brzytwa i dynamiczne metalowe pochody. Ciężkie, postawione na solidnych fundamentach mięsistych riffów i znakomitej pracy perkusji. Pełne mrocznej przestrzeni rodem z horrorów. Słucha się ich świetnie, choć to nic ponad to, co może nam zaoferować współczesny metal. I w większości takie są też dynamiczne kawałki na płycie Davisa.

Walk On By jest chyba najbardziej przebojowy i jednocześnie podobny brzmieniowo do repertuaru Korna. Na tyle, że równie dobrze mógłby się znaleźć na ostatniej płycie grupy.

W sumie charakterystyczny wokal Davisa sprawia, że niemalże każdy kawałek w jego wykonaniu brzmi jak Korn, ale na "Black Labyrinth" udało mu się wielokrotnie umiejętnie uciekać od macierzystej formacji.

W Walk On By chyba już nie próbował. Co wcale nie umniejsza potencjału tego kawałka. Ma znakomity, rytmiczny riff, który ciągnie za sobą całą resztę, a wokal Davisa idealnie z nim współgra, tworząc jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Gdyby delikatnie zmienić mu aranżację, spokojnie mógłby stać się klubowym hitem.

What You Believe jest chyba najciekawszym na "Black Labyrinth" eksperymentem.


Zaczyna się od motywów dark electro, szybko przechodzi w industrial rocka, a w refrenie to wszystko zostaje skąpane w orientalistycznym sosie. Daje to mroczną petardę, którą pokochają zarówno fani Nine Inch Nails, jak i Marylina Mansona!

I tak właśnie prezentuje się solowy debiut Jonathana Davisa. Dość nierówno. Ciekawe pomysły aranżacyjne oraz zwrócenie się ku orientalnym brzmieniom przeplatają się tu z dość przeciętnymi "wymiataczami", jakie znaleźć można na płytach Korna.

"Black Labyrinth" powstawał z przerwami od 2007 roku. Przynajmniej wtedy to rozpoczęły się pierwsze przymiarki do poszczególnych kawałków.

Biorąc pod uwagę fakt, że Davis dał sobie tyle czasu na nagranie, dobór i dopieszczenie utworów, to płyta trochę rozczarowuje.

Nie jest to bowiem wielkie, wiekopomne dzieło, które wnosi nową jakość do szeroko pojętego rocka czy nu metalu.  To po prostu niezła płyta. Niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ma parę dobrych momentów i z pewnością warto jej posłuchać, ale nie jest to coś, co szczególnie polecałbym nawet wiernym fanom Korna.