1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Królowa Elżbieta z The Crown zarobiła mniej od swojego męża. Tłumaczenie twórców zakrawa o absurd

the crown claire foy

Ileż to podniosłych mów i wzajemnego poklepywania po plecach uświadczyliśmy podczas gali rozdania Oscarów? Hollywood udowodniło, że nadal jest mistrzem w kreowaniu własnego dobrego samopoczucia. A tymczasem kobiety wciąż są finansowo dyskryminowane. Tym razem poszkodowaną okazała się Claire Foy z The Crown.

Aktorka wcielająca się w rolę królowej Elżbiety w ciągu dwóch pierwszych sezonów serialu zarabiała mniej niż jej towarzysz książę Filip. I to mimo że grała rolę absolutnie pierwszoplanową, a jej występ przez wielu uznawany był za największy plus serialu. Za swoją rolę Foy otrzymała także nagrodę Gildii Aktorów i Złotego Globa. Netflix może kreować się na niezależną siłę, która nie musi walczyć o statuetki z równie wielkim zaangażowaniem jak wytwórnie i tradycyjne stacje telewizyjne, nie zmienia to jednak faktu, że nagrody wymiernie wpływają na wzrost popularności produkcji.

Producenci The Crown, którzy ujawnili informację podczas konferencji w Jerozolimie (to nie jedyne sensacyjne doniesienie z tego miejsca), różnicę w płacach między dwójką aktorów tłumaczą większą popularnością Matta Smitha. Przed występem w The Crown przez trzy lata wcielał się on w kolejną inkarnację Doktora Who.

Popularność odtwórcy roli ma swoje znaczenie przy negocjowaniu kontraktów. Nikogo nie dziwi, że najsłynniejsze gwiazdy za podpis na kontrakcie życzą sobie więcej i więcej dostają. Mimo to, tłumaczenia producentów serialu wielu osób nie przekonują. Claire Foy również zawczasu zwróciła na siebie uwagę widzów kreacją Anny Boleyn w Wolf Hall. A skoro decydenci z Netfliksa postanowili powierzyć jej główną rolę w jednej ze swoich najważniejszych produkcji w 2016 roku, to musiała zrobić wrażenie także na nich.

To nie pierwszy (i z pewnością nie ostatni) skandal związany z nierównymi gażami w Hollywood. Głośna była choćby sprawa dokrętek filmu Wszystkie pieniądze świata, po tym jak z obsady został wyrzucony Kevin Spacey. Aktor Mark Wahlberg wynegocjował za nie 1,5 mln dol., podczas gdy grająca nie mniej ważną rolę Michelle Williams ograniczyła się do wymaganej gaży minimalnej. Spryt aktora, który po prostu lepiej zrozumiał wagę dokrętek niemal diametralnie zmieniających film, a może kolejny dowód na różnice w traktowaniu mężczyzn i kobiet? Czy gdyby Williams chciała zarobić więcej, to miałaby na to szansę? Dość powiedzieć, że po wybuchu afery Wahlberg zdecydował się wpłacić zarobione pieniądze na rzecz ochrony prawnej ofiar przemocy seksualnej.

Producenci The Crown już zapowiedzieli, że w kolejnych sezonach nikt nie będzie zarabiać więcej od Królowej.

To dowód na kompletne niezrozumienie problemu. Nie ma znaczenia, czy mówimy o roli królowej czy żebraczki. Kluczowe, że ta sama praca nie jest tak samo ceniona. W środowisku krążą mity dotyczące nieskuteczności filmów z kobiecymi bohaterkami. Podobno to tylko męskie gwiazdy gwarantują zagraniczny sukces, choć nie ma na to żadnych twardych dowodów.

Głównym wyznacznikiem różnic w płacach między kobietami a mężczyznami nie jest popularność, a właśnie płeć. Najlepiej świadczy o tym fakt, że Jennifer Lawrence, bezapelacyjnie jedna z największych hollywoodzkich gwiazd drugiej dekady XXI wieku, otrzymała znacznie gorsze warunki od swoich kolegów za rolę w American Hustle. Mężczyznom bardzo często jako pierwszym proponuje się kontrakt. Po wynegocjowaniu zadowalającej sumy przechodzi się do negocjacji z aktorkami, którym siłą rzeczy proponuje się mniej.

ghostbusters 2016

Hollywood jak zwykle ratuje swoją reputację za pomocą odgórnie narzuconych nakazów i zakazów. Puste gesty nie zmieniają istoty problemu. Nie o to chodzi, że kobiety powinny automatycznie zarabiać tyle samo co mężczyźni. Ważne, żeby zarabiały tyle samo za taką samą pracę. I więcej, gdy ich wkład w końcowy sukces jest większy. Za pomocą czyjego wizerunku Netflix promował nowy serial o królowej Elżbiecie? Bo chyba nie dziesiątkami promocyjnych zdjęć byłego Doktora. Kto grał więcej scen i zdobył dla serialu nagrody? Nawet jeżeli to Matt Smith był wcześniej lepiej rozpoznawalnym aktorem, to nie on stoi za sukcesem The Crown.

Dopóki ktoś w amerykańskim środowisku filmowym nie zrozumie, że sztucznie wykreowana równość prowadzi jedynie do dalszego nakręcania spirali nienawiści, to nadal największą kobiecą obsadę uświadczymy przy okazji bezsensownych remake'ów męskich hitów jak Ghostbusters czy Ocean's Eight. Grube koty wciąż będą nabijać kieszenie, a inicjatorki ruchu #metoo będą dalej zmuszone mówić do ściany.