1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Moje największe rozczarowanie w 2017 roku? Koniec mody na dobre science-fiction

Pojawiło się całkiem dużo filmów, które pozwoliły mi wierzyć w pewną iluzję. Że te młodociane nerdy w końcu dorosły, stając się sporą siłą nabywczą. I że wróciła moda na kino science-fiction. Czas się z nią pożegnać.

filmy science-fiction 2017

Nie ma gatunku filmowego, który cenie sobie równie wysoko, co science-fiction. Trudno mi się dziwić, skoro bez wahania odpowiem, że książki, które w największym stopniu ukształtowały za młodu moje zainteresowania, pochodziły od takich autorów jak Clarke, Asimov czy Sagan.

Czasy ich twórczości były też wspaniałymi czasami dla entuzjastów ambitnego kina science-fiction. Trudno się dziwić, były realizowane na fali kosmicznego wyścigu, w którym Związek Radziecki rywalizował ze Stanami Zjednoczonymi o podbój Układu Słonecznego. Wyobraźnię masowego widza poruszały opowieści o gwiazdach i planetach.

Potem na długi czas ta moda zniknęła. Raz na kilka lat pojawiało się coś niezłego, czasem nawet bardzo dobrego. Fani gatunku byli jednak skazani na archiwalne kasety VHS i płyty DVD. Aż w końcu coś pękło.

Nerdy zaczęły być dostrzegane przez branżę. A także ich siła nabywcza.

W ostatnich latach zaczęło się to zmieniać. Ambitne i dobre kino science-fiction wróciło do łask wytwórni filmowych. Czy to bardziej niezależne filmy jak W stronę słońca, czy Niepamięć w swojej blockbusterowej formie, czy mój ukochany Interstellar – zaczęło się coś dziać. Co więcej, działo się przez kolejne lata, a Nowy początek jest jednym z lepszych tego przykładów (osobiście nie lubię tego filmu, trudno mu jednak odmówić ambicji).

Gdy w redakcji zaczęliśmy przydzielać sobie tematy w ramach grudniowych podsumowań, bez namysłu zgłosiłem „top filmów science-fiction 2017 r.”. A gdy miłościwie mi panująca wydawczyni nakazała w końcu realizować temat, zajrzałem do kalendarza wydawniczego i… zdałem sobie sprawę, że nie mam o czym pisać.

Był Blade Runner 2049. I był finansową klapą.

Jak w przypadku każdego filmu, również i ten nie wszystkim się spodobał. Ci, którzy tę produkcję widzieli, w przeważającej większości byli zachwyceni. Kocham ten film i nie mogę doczekać się kupienia go na płycie Blu-ray. I na tym koniec. Nie, serio, na tym koniec.

To nie oznacza, że filmów dla nerdów jakoś brakowało. Wręcz przeciwnie, zostaliśmy nimi wręcz zalani. Wytwórnie filmowe największe pieniądze widzą jednak w ekranizacjach komiksów. Trudno powiedzieć czemu, wygląda jednak na to, że wolimy opowieści o superbohaterach niż o pierwszym kontakcie z kosmitami.

Mieliśmy więc Valeriana i nowe Gwiezdne wojny. Mieliśmy drugich Strażników Galaktyki, Ligę Sprawiedliwości, Thora, Logana, Transformersy, Spider-mana i Wonder Woman. Mieliśmy też wyjątkowo rozczarowującą Wojnę o Planetę Małp, ale wymienię ją, bo w zasadzie jako jedna z nielicznych nawiązywała do tego, o co mi chodzi. Nerdy mają na co wydawać pieniądze. Niestety, nie jest to to science-fiction, za którym tak tęsknię.

Wygląda na to, że to było tylko piękne marzenie. Science-fiction wraca do niszy.

Mam nadzieję, że będziecie polemizować z moim tekstem i że wskażecie mi kupę niezależnych i dobrych produkcji z gatunku rasowego science-fiction, których nie znam. No ale właśnie, są to produkcje niezależne. Wspaniałe historie i pomysły muszące zmagać się z mikrym budżetem.

Na domiar złego nowy i super-kosztowny Blade Runner 2049 przyniósł wytwórni głównie straty, dając oczywisty sygnał, że komercyjny popyt na tego rodzaju kino jest zbyt niski, by ryzykować. Lepiej nakręcić dziewiątą część przygód robotów zamieniających się w samochody i raz jeszcze zobaczyć, co można wycisnąć z uniwersum Marvela.

Cały czas czekam na kolejne Interstellary. Równie dobre lub lepsze. Rok 2017 jasno dał mi jednak do zrozumienia, że dopóki jakiś Cameron, Spielberg czy inny Nolan raz na dekadę się nad nami, miłośnikami kosmosu, nie zlitują, dopóty nie mamy, co sobie robić nadziei. Gdyby nie drugi sezon The Expanse, byłoby jeszcze gorzej. Miejmy tylko nadzieję, że nie skończymy jak miłośnicy westernów. Ci to dopiero mają przekichane.