1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Charles Manson wiecznie żywy, popkultura nie pozwoli o nim zapomnieć

Charles Manson

Artyści to przedziwne stworzenia. Równie chętnie co pięknem inspirują się mrokiem, złem i ohydą. Może dlatego Charles Manson zyskał taką sławę. Bo na pewno nie za sprawą jego własnych nagrań muzycznych.

Wydawać by się mogło, że mało kto będzie płakać po niedawnej śmierci Mansona. Trudno się też spodziewać, by Charles Manson zdobył pośmiertnie takie uznanie, jak Freddie Mercury czy Kurt Cobain. Nie tylko z uwagi na fakt, że to zły człowiek, mogący być idolem tylko dla nastolatków zmagających się z buzującymi hormonami i kiepskim wychowaniem. Jego muzyka (tak, Manson ma na swoim koncie sporo nagrań) była po prostu słaba. Może stać się jednak inaczej. Charles Manson, jeden z najsłynniejszych morderców-psychopatów na świecie, jest tak znaną postacią, że stał się inspiracją również i do tego tekstu.

Kariera muzyczna Mansona, jeżeli tak to w ogóle można nazwać, rozpoczęła się 6 marca 1970 r., już podczas odsiadki za zlecanie bestialskich morderstw (na liście ofiar jego Rodziny znajduje się między innymi Sharon Tate, żona Romana Polańskiego). Wtedy bowiem światło dzienne ujrzał album „LIE”, który właściwie zasłynął głównie tym, że jedna z kompozycji – Cease to Exist – została potem wykorzystana przez Beach Boys w numerze Never Learn Not To Love. Nakład „LIE” to 2 tys. sztuk. Sprzedało się raptem 300.

To jednak nie zniechęciło Mansona i wydawców. Płyt jego autorstwa jest sporo, zarówno śpiewanych jak i mówionych. Warto wspomnieć o dwupłytowym „The Family Jams” nagranym w 1970 r. z rodziną i o „One Mind”, wydanym na licencji Creative Commons w kwietniu 2005 r.

Co ciekawe, wydawnictwa muzyczne Mansona były chętnie coverowane. Guns N’ Roses nagrali cover Look at Your Game, Girl, który można znaleźć na samym końcu płyty „The Spaghetti Incident?”. Marylin Manson (pokrewieństwa brak) wykorzystał z kolei w piosence My Monkey tekst Charlesa Mansona z Mechanical Man. Na tym nie koniec: Garbage Dump został scoverowany przez GG Allin na płycie „You Give Love A Bad Name”, no i nie zapominajmy o filmie Helter Skelter, w którym z oczywistych względów nagrano na nowo utwory Mansona w wykonaniu grającego go Steve’a Railsbacka.

Nie tylko twórczość Charlesa Mansona, ale również i sama jego postać inspirowała artystów.

Trudno powiedzieć, dlaczego. Już w styczniu 1970 r. Manson był wychwalany przez podziemne ziny takie jak Los Angeles Free Press i Tuesday’s Child, przy czym ten drugi mianował go człowiekiem roku. W czerwcu tego samego roku magazyn Rolling Stone umieścił podobiznę Mansona na okładce, promując artykuł (tłumaczenie własne) Charles Manson: niesamowita historia najniebezpieczniejszego żyjącego człowieka. Był nazywany „nowym Chrystusem” i „chorym symbolem naszych czasów”.

Wokół Mansona powstał prawdziwy kult. W posłowiu do książki Helter Skelter prokurator Vincent Bugliosi wspomina reportaże BBC na temat kultu Mansona w Europie, z którym identyfikowało się około 70 rockowych zespołów. Nie zapominajmy też o pseudonimie artystycznym Briana Warnera (Marylin Manson), w którym „łączy piękno Marylin Monroe i ohydę Charlesa Mansona”. Kasabian i Spahn Ranch to grupy, których nazwy również inspirowane są życiorysem mordercy.

Teatr i telewizja lubią krew.

Historia rodziny Mansonów zainspirowała też Jona Morana, który stworzył operę (!) zatytułowaną „The Manson Family”, a także Stephena Sondheima, czego efektem był musical Assassins. Nawet Miasteczko South Park bawiło się to postacią, choć tu chodziło wyłącznie o typową dla tego serialu satyrę.

No i nie zapominajmy o telewizyjnych produkcjach. Dwa lata temu mogliśmy obejrzeć komedię „Manson Family Vacation”, w której dwójka głównych bohaterów decyduje się na wycieczkę po Kalifornii śladami Mansona. W tym samym roku pojawił się serial „Aquarius” z Davidem Duchovnym w roli głównej, inspirowanym wieloma zbrodniami Mansona.

Manson zmarł 19 listopada bieżącego roku. Pozostaje trzymać kciuki, by nie zaczął na nowo inspirować swoją męczeńską śmiercią. Zło faktycznie jest fascynujące, jest dobrym tematem dla wielu różnych form sztuki. Nietrudno też zrozumieć Warnera, który lubi prowokować. Ale kult i człowiek roku? Losie, proszę, nie…